Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Archiwum dla Sierpień, 2014

Hotel Topacz i gołe cycki żywej gwiazdy!

PodglądaczW lipcu miałam przyjemność pracować dla Klienta pod Wrocławiem i nocować w klimatycznym hotelu: Zamek Topacz. Genialne miejsce! Piękne otoczenie. Wysmakowane wnętrza. Przyjemna atmosfera. Niezłe jedzenie. Do tego, w tym roku lato nam tego nie poskąpiło, świetna pogoda. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest to, że można w nim spotkać osoby znane z filmów, seriali i programów telewizyjnych. Jeśli ktoś lubi kolekcjonować widoki lub autografy, z pewnością ma jeszcze jeden powód, dla którego warto odwiedzić to urocze miejsce.

Osoby znane, mieszkające w hotelu Topacz, charakteryzują się tym, że nawet w największy upał poruszają się po terenie szczelnie spowite w odzież dresową i kaptury. Jak tylko dostrzeże się taką postać, warto skupić na niej uwagę. Ktoś, kto kolekcjonuje fotografie dla pudelka może wówczas przyczaić się z telefonicznym aparatem np. przy sąsiednim stoliku podczas śniadania lub w krzaczkach w trakcie spaceru. Prędzej czy później bowiem kaptur skrywający twarz spadnie i … ujrzymy  telewizyjną Gwiazdę. Będziemy mogli w duchu zakrzyknąć, jak dzieci, kiedy światło gaśnie w kinie: OOOOO!

Spędziłam jeden z poranków zastanawiając się: po co gwiazdom te kaptury?

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Będzie o spiskach i wielkich pieniądzach i UE i o tym, że odkurzanie będzie trwało dwa razy dłużej

odkurzaczJeszcze mi przyjemne myśli biegały po wczorajszym wpisie o Grecji, marzeniach i błędach postrzegania, a tu jak grom z jasnego nieba dziś rano w gazeta.pl znalazłem tekst, o tym jak to teraz będzie pięknie i ładnie, bo nowe kolorowe naklejki będą na odkurzaczach. Po co nowe? Ano proste to jak drut, bo za parę dni wejdą nowe regulacje unijne w sprawie energooszczędności „hooverów” i bez nowych informacji dla konsumenta sprzedawać tego sprzętu nie będzie można.

Oj natychmiast krew mi się podgotowała, bo jeszcze dobrze nie zapomniałem filmu z TVN CNBC w sprawie spisku żarówkowego, jeszcze nie wykończyłem zapasu żarówek żarowych nabytych przed poprzednią prądo-dyrektywą, a tu siup i nowy problem. No przecież nie kupię 10 odkurzaczy na najbliższe 50 lat sprzątania. A kto wie, może jednak kupię, oczywiście nie po to, by sprzątać za wiele, ale by mówić głośno: nie poddałem się praniu mózgu.

UWAGA: od tego momentu tekst może zawierać:

  1. kpiny z władzy,
  2. kpiny z nas samych,
  3. wycieczki w stronę spiskowych teorii dziejów bez odpowiedniej dawki krytyki, a nawet z lekkim podziwem.

Osoby wrażliwe proszone są o czytanie innych artykułów, np. o Mikołajkach w środku zimy i pozostawienie tego tekstu tylko tym, którzy mają  stalową psychikę i jądra z betonu.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Cud. Efekt uboczny prawa wielkich liczb. Grecja też występuje.

Greckie pomidoryWprawdzie zwykle w weekend przygotowujemy coś lżejszego do publikacji w blogu, ale dziś nie mogłem wysiedzieć na tyłku i musiałem napisać, to co mam do napisania. Doświadczyłem cudu! No może nie na miarę chodzenia po wodzie, to udało się dotąd dwu osobom, którzy skorzystali z wody w stanie ciekłym i milionom tych, którzy robili to korzystając z faktu, iż woda była w stanie stałym.  Ten cud był inny.

A było to tak. Przed wyjazdem na tygodniową rundę po Polsce ze szkoleniami Dorota rzekła do mnie: „Masz tu książkę, którą skończyłam czytać. Przy twoim tempie czytania zajmie ci to ze dwie godziny, a z pewnością będziesz zadowolony”. No to wziąłem. Ta książka to: Joanna Nicklasson-Młynarska i Mikael Backman, Greckie pomidory czyli dom na końcu drogi, Wydawnictwo Czarna Owca 2010. I rzeczywiście. Wziąłem ją w niedzielę wieczorem w garść i przed zaśnięciem połowę już połknąłem, a w zasadzie zjadłem, bo przecież miała być o pomidorach. Drugą połowę skonsumowałem wczoraj i co tu dużo ukrywać, zachwyciłem się po prostu. Jestem uczuciowy i daję się dość łatwo złapać ciepłym i puchatym opowieściom czy filmom. Płaczę jak ona go kocha, on jej nie kocha, a potem kochają się w finałowej scenie. „Pretty Woman” jest tego znamienitym przykładem. „Notting Hill” widziałem pewnie ze 20 razy, a i tak zawsze w ostatnich minutach martwię się, czy największa pierdoła świata zdąży na konferencję prasową. A potem cieszę się, że zdążył. Ot, taki to ze mnie „maczo” przed telewizorem. DVD z „Mamma Mia” to chyba najbardziej zdarta płyta w naszym domu.

Czytaj dalej   1 komentarz

Zamiast wrzodów na żołądku, wynieś ze szkoły nawyk samokształcenia

Mądrość i pasjaWielokrotnie w rozmowach z ludźmi słyszałem opinię, że tyle ile złego zrobiła szkoła czy studia w kształceniu danej osoby, to długo, by opowiadać. Wprawdzie natychmiast próbowałem sobie przypomnieć czy ta osoba potrafi czytać i pisać, a jeśli potrafiła, to nie było chyba jednak tak tragicznie, ale na wszelki wypadek nie zaogniałem sytuacji. Paradygmatem jest stwierdzenie, że szkoła jest zła, podła, spłyca charaktery, zawęża światopogląd i na dodatek każe czytać lektury. No kicha na całej linii! Bo jak to coś wziąć do ręki, o czytaniu już nie wspomnę. Tak na marginesie, to bardzo ładnie zostało to dziś opisane w blogu glol.pl w artykule poświęconym pięciu lekturom szkolnym, których nie przeczytałeś. Wracając do szkoły. Skoro już tu drogi czytelniku trafiłaś lub trafiłeś, bo nie znam sposobu na rozpoznanie płci czytelnika po drugiej stronie kabla internetowego, to z pewnością literki nie są ci obce i czytelnictwo się szerzy. A skoro jest czytelnictwo, to czy chcesz czy też nie, kształcisz się samodzielnie.

Do podjęcie wątku samokształcenia zachęcił mnie cytat z kolejnego, po cytowanym wczoraj Napoleonie Hill’u, klasyku gatunku samorozwoju czyli Stephen’ie Covey’u. Jestem przekonany, że jego książki nigdy się nie zestarzeją, bo co pokolenie, to te same problemy z nami samymi pojawią się ponownie. A na wszelkie rany na międzyludzkiej duszy Covey jest najlepszym plastrem.

Mam teraz przed nosem książkę z cytatami z jego publikacji (Stephen R. Covey, Mądrość i pasja, Rebis 2014), którą parę dni kupiłem w empiku (to znowu przytyk do wydawnictw, które nam nie przysyłają darmówek, a według blogera Kominka już dawno powinny zacząć to robić; wydawnictwa, pobudka!). Na stronie 95 znalazłem taki tekst:

„Wierzę w samokształcenie, nieważne jakiego typu. To nie muszą być jakieś formalne zajęcia czy kursy. To może być nieformalna grupa dyskusyjna względnie dobrze pomyślany klub książki. Ale bez jakiegoś systemu czy też zewnętrznej dyscypliny większość ludzi dorosłych rezygnuje po obiecującym początku i wraca do dawnych nawyków”.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Biednemu nawet panna z łóżka daje nogę

Zastanawiając się nad dzisiejszym wpisem w blogu postanowiłem oddać się przypadkowi. Trochę książek na półce stoi i trudno, bym czegoś nie znalazł wartego do wskazania jako inspiracja do własnych przemyśleń. Zaryzykowałem i wyciągnąłem pierwszą z brzegu książkę z górnej półki. Jest to klasyk klasyki motywacji czyli Napoleon Hill, Zasady samodoskonalenia. Moje wydanie to Helion 2011. Książkę otworzyłem na przypadkowej stronie. Trafiłem na 183. Oto cytat.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Proces jest ważniejszy niż cel

Robert T. Kioysaki - Zanim rzucisz pracęPiąta lekcja przedsiębiorczości bogatego ojca

Pieniądze otwierają drzwi

Wszystkie poniższe cytaty pochodzą z książki: Robert T. Kiyosaki, Zanim rzucisz pracę, Instytut praktycznej edukacji, Osielsko 2009

Jeśli chcesz być bogatym przedsiębiorcą skup się na tym

co robisz, jak to robisz, a przede wszystkim dla kogo to robisz,

a nie na tym ile chcesz zarobić.

Obsesja bogacenia się i zarabiania nie służy na dłuższą metę biznesowi. Kiyosaki mówi: dbaj o to, żeby w twojej pracy nie chodziło „jedynie o zarabianie pieniędzy, ale o przygodę twojego życia”. Dzieli się swoim doświadczeniem biznesowym i twierdzi, że prawdziwy sukces osiągnął wtedy, gdy „przestałem się skupiać na zarabianiu pieniędzy i zadałem sobie pytanie: >>Jak mogę służyć większej liczbie ludzi?<< Paradoksalnie zarobiłem więcej, skupiając się na służeniu szerszemu gremium, niż wówczas, gdy miałem na celu jedynie zarabianie pieniędzy”.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Kolejny pięciogwiazdkowy dzień

Żyć można na wiele sposobów. My żyjemy z dnia na dzień, z minuty na minutę, z chwili na chwilę.

I właśnie takie chwile tworzą w naszym życiu wyjątkowe momenty, które chcemy zapamiętać i którymi chcemy podzielić się również z Wami.

Jesteśmy ze sobą prawie dwa lata i w tym czasie udało nam się spędzić wiele fascynujących chwil, odwiedzić przepiękne miejsca jak i brać udział w  zapierających dech w piersiach wydarzeniach. Nasza przygoda z nagrywaniem wspólnego czasu razem zaczęła się rok temu. Postanowiliśmy, że nie chcemy zapomnieć żadnych chwil i zaczęliśmy je nakręcać.

A oto efekty naszej pracy. Sprzętem, jakiego używamy, jest kamera GoPro Hero3 Black, dzięki czemu możecie oglądać nasze filmy w jakości HD. 

Asia i Kuba

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Planownie? Papier wszystko przyjmuje!

Cele strategiczneRobiąc dziś poranną kawę zauważyłem na stole kuchennym zapakowany w folię ostatni numer Reseller News, darmowej gazetki wydawanej przez IT Press i rozsyłanej do ludzi z branży IT, do których jak widać, redakcja nadal mnie zalicza. Choć nie ma praktycznie dnia, bym nie miał poczucia oderwania od szybkości procesorów, wielkości pamięci czy zdolności chmury do zarządzania obiegiem dokumentów w firmie, to coś jeszcze wiem i gdy trzeba to o tym mówię. 

Jak się domyślam listonosz przyniósł nowy numer w czasie, gdy Dorota szkoliła w Brzegu, a ja rozmawiałem z ludźmi, czytałem i nieco pisałem czekając na nią w hotelu Arte (naszym bestsellerem jest tekst poświęcony nocnej namiętności jakiejś pary gości hotelowych). A gazetka? Gazetka „wporzo” i niech listonosz przynosi dalej, bo choć numer, podobnie jak wszystkie pozostałe, kipiał od artykułów sponsorowanych, to jeden nastroił mnie dość radośnie. Napisał go dr Mirosław Tarasiewicz, o którym napisano: „praktyk zarządzania trener”. Tytuł brzmi: „Po co w ogóle planować” i przyznaję, była to woda na moje jakże często wyrażane wątpliwości, szczególnie wtedy gdy życie kopie mnie po tyłku. Mało tego, pamiętacie słowa Czesława Mozila z pierwszej płyty? Z pamięci piszę, więc mogę przekręcić: „wolę życie bez planów”. I żeby to tylko było w refrenie! Skąd, co zwrotka, to nowy argument przeciw planowaniu.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wpis z szamponem do mycia tyłka w tle

Jak zostać pisarzem

Podejmując jakiś czas temu decyzję o tym, że zamierzam zaangażować czas i siły w utrzymaniu bloga przy życiu nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jakie to trudne zadanie! Jestem oczywiście świadom, że zamiast wygłupiać się i pakować w treść zarówno modele biznesowe startupów jak i miękkie umiejętności komunikacyjne i to wszystko podsypane solą samorozwoju mogłem z rozmachem na jakieś 10 linii podzielonych na dwa akapity pisać o szamponie do d…. (ponoć reklama takiego zagościła w TV; sam tego nie widziałem, więc traktuję jako plotkę). Dzięki temu nie tylko nie ładowałbym pieniędzy w zakupy książek (kiedy do cholery przyjdzie ten czas, że wydawnictwa zarzucać nas będą próbkami do przełknięcia), ale również mógłbym występować na salonach z objawieniem na ustach typu: „ten w zielonej butelce jest zdecydowanie lepszy od tego w czerwonej, bo lepiej współgra z cieniem do krągłości mojego lewego pośladka”. A tak? Ciągle czytam, od czasu do czasu znajduję czas na pisanie i co najtrudniejsze, staram się dzień po dniu poprawiać warsztat. Tak na marginesie, to chwilami myślę, iż to właśnie w tej zabawie jest najtrudniejsze.

Ćwicząc wspomniany warsztat staram się szukać informacji o tym jak to robić najbardziej efektywnie tak, by z jednej strony dać się poznać, jako autor za którym piszczą niczym na koncertach The Beatles nastolatki, a z drugiej jako facet, który nieco zna się na swojej startupowej branży i czerpie radość z oddawania tej wiedzy tym wszystkim, którzy chcą ją zdobyć. Dziś, w ramach poprawy warsztatu zacytuję Wam fragment z jednej z moich ulubionych książek, do których co jakiś czas wracam, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Ta książka to „Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów” pod redakcją Andrzeja Zawady, wydany w 2011 roku przez Bukowy Las.

Chwytanie problemów i tematów na gorąco, doraźne wypowiadanie się, błyskotliwe i w pewnym sensie ryzykowane orzekanie o ludziach, wartościach i zjawiskach oraz wystawianie się na niesprawiedliwy osąd, to wszystko ma wpływ na charakter blogu, formy coraz chętniej używanej przez literatów naszych czasów. Tym samym początkujący pisarz uzyskuje jeszcze jedną możliwość publicznego zaistnienia. Z jednej strony może zadebiutować w sieci, zwracając uwagę internetowych czytelników na swe niekonwencjonalne i odważne poglądy, z drugiej zaś – regularnie prowadzone zapisy mogą mieć walor warsztatowy i samokształceniowy, sprzyjając uformowaniu się nawyków i umiejętności ściśle pisarskich.

Czytaj dalej   Brak komentarzy