Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

A marzenia to inwestycja czy też może koszt?

marzenie Kiedy czytałem tekst Doroty „Tuptusiu w drogę!” odruchowo uśmiechnąłem się do swoich myśli, gdy przeczytałem, iż wszelkie działanie którego celem jest zmiana samego siebie warto zacząć od marzeń. „Jeśli nie marzysz, to zrób to wreszcie”, zdaje się wołać tekst. Dlaczego uśmiechnąłem się? Bo życie wielokroć mi pokazało, że są osoby, które winny przestać marzyć i od tego zacząć robotę. Cóż, skrywanie wszystkiego nawet w najpiękniejszych myślach, mnie zwykle prowadzi na manowce.

Jestem marzycielem. Uwielbiam marzyć patrząc czy to na las czy to na niebo i myśleć: „gdy zrobię to czy tamto, to wtedy uzyskam to, wówczas zrobię tamto i osiągnę itd.” Pomijając te marzenia, które są zbyt osobiste, bym chciał o nich pisać, to te które dotyczą mojego życia zawodowego zwiodły mnie nie raz.

Regularnie zdarza mi się zastępować działanie marzeniami. Wiem,  że to nie tylko mój problem, bo jak przeczytałem w niejednej książce, w wielu obszarach mózg ma ogromny problem z rozróżnieniem czy to co się w danym momencie, dzieje dotyczy mnie, czy tylko o tym myślę. Bez tego nie byłoby empatii i pewnie jeszcze nie zeszlibyśmy z drzew. Zatem, skoro mój ma taką fajną szansę, by nie zmuszając organizmu do jakiegokolwiek wysiłku osiągnąć w swym mniemaniu to o czym myślał, to pewnie robi to z zapamiętaniem, a mnie (głupiemu) zostaje radość.

Niestety głupiemu. Cały problem z rozruszaniem jakiejkolwiek aktywności nie może, jak często tego sam doświadczam zamykać się w marzeniach. W moim przypadku najpierw muszę przestać to robić, bo inaczej wszystko rozpływa się w niebycie.

Przykładów z życia mam bez liku. Weźmy taki. Parę lat temu miałem firmę IT, która świadczyła usługi zarządzania zasobami informatycznymi w różnych firmach oraz w niektórych wydziałach Urzędu Miasta Torunia. Czysta i piękna robota! Trochę robiłem sam, a tam gdzie brakowało mi zasobów zatrudniałem studentów informatyki na umowę zlecenie. Tanio i dobrze. I kiedy to już trwało ze dwa czy trzy lata przeczytałem ogłoszenie, że w Książnicy Kopernikańskiej jest do wynajęcia pomieszczenie na punkt ksero. Zrobiłem pobieżną analizę zysków i strat (nazbyt pobieżną, bo wtedy nie znałem się na tym na tyle dobrze, by zrobić to z należytą starannością; o modelach biznesowych, które dziś są dla mnie początkiem dyskusji o jakimkolwiek działaniu biznesowym nie miałem wtedy pojęcia) i wyszło mi, że nie jestem w stanie na tym za dużo zarobić, ale działalność ta miała ogromną zaletę: dawała mi szansę operowania gotówką, której często brakowało mi, gdy opóźniały mi się płatności za usługi. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Znalazłem pomoc u osób, które chciały parę groszy dorobić i to one stanęły za ladą. Pierwszy miesiąc – straty, choć marzenia mówiły, iż będzie inaczej. Drugi miesiąc – jeszcze większe straty, a marzenia tylko wyrażały zdziwienie: jak to? Miało być inaczej! Co było w kolejnych 30 miesiącach nie będę pisał, ale powiem tylko tyle: w tym roku zamknąłem w ZUS układ ratalny spłacając ostatnią ratę, bo samego zadłużenia w tej instytucji miałem z odsetkami 48 tys. O innych stratach nie będę pisał. A marzenia ciągle podpowiadały: nie poddawaj się! Zobacz, ten miesiąc był gorszy, ale następny będzie lepszy, bo to czy tamto. I choć Dorota płakała i błagała, mój upór w ciągnieniu tego biznesu był niezwykły. Klienci z usług IT zniknęli, bo byli przeze mnie zbywani i wszystko skończyło się w 2008 gdy definitywnie zamknąłem działalność gospodarczą pod tym szyldem. Bez tego długi by rosły nadal, a  życie rodzinne stanęłoby na progu bankructwa.

Nie umiem jeszcze przestać marzyć. Ciągle fajne myśli biegają mi po głowie.  Dlatego, od siebie dodam do tekstu Doroty: jeśli zbyt wiele marzysz, to właśnie przestań i przejdź do punktu numer 2.

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: