Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Analiza techniczna dla bystrzaków

Analiza techiczna dla bystrzaków

Tytuł:
Analiza techniczna dla bystrzaków
Autor:
Barbara Rockefeller
Wydawnictwo:
Helion, 2012
ISBN:
978-83-246-3672-3
Fragment książki
Czytaj w Helion

Jakiś czas temu zainwestowałem symboliczne kilka złotych w zakup bitcoin’ów czyli w wirtualną walutę. Wprawdzie w internecie można znaleźć różne opinie na temat bitcoin, to jako obiekt do ćwiczeń handlu instrumentami finansowymi wydało mi się to idealne w każdym calu. Po pierwsze, założenie konta i przelanie kwoty z karty płatniczej trwało kilkanaście minut, a po wtóre to co się tam dzieje to istne szaleństwo czyli poligon doświadczalny umiejętności traderskich, w szczególności tych, których nawet w najmniejszym stopniu nie posiadam. Ponieważ szaleństwo zmian cen dzień po dniu nie ustępowało (teraz już wiem, że to za sprawą problemów na Cyprze i ucieczce inwestorów do miejsc gdzie więcej ponoć można zyskać), to moje zdziwienie: „o co w tym wszystkich chodzi, do licha???” sięgało zenitu.

Gdy czegoś nie wiem, to sięgam do książek (częstokroć szybszą metodą jest zapytać żonę). Tym razem nie wygłupiałem się specjalnie z windowaniem poziomu startowego i kupiłem podręcznik dokładnie na takim poziomie jaki miałem/mam czyli „Analiza techniczna dla bystrzaków” (gdyby było napisane dla bardzo, a nawet bardzo-bardzo opornych, to też bym się zdecydował na zakup). I powiem Wam wprost: jako miłośnik ekonomii behawioralnej, po paru stronach już nie pamiętałem w jakim celu nabyłem książkę i z wypiekami na twarzy dzień po dniu poznawałem ludzi! Odnoszę wrażenie, że analiza techniczna to tylko pretekst, bo książka jest o ludziach z ich słabościami, radościami, strachem i … częstokroć wszechogarniającą pazernością. Po prostu cudowna lektura dla kogoś, kto chce zrozumieć czym jest biznes i czym jest relacja człowiek – biznes. Z punktu widzenia trenera biznesu to nieoceniony, w mym odczuciu materiał samorozwojowy. Spróbuję Was o tym przekonać.

Kim jest autorka książki?

Autorka to ekspertka w branży. Zgodnie z notką biograficzną jest pisarką i publicystką z doświadczeniem w bankowości, wyspecjalizowaną w handlu na rynkach finansowych ze szczególnym uwzględnieniem rynku Forex (to o nim najczęściej się pisze, że 80% nowych inwestorów przegrywa na nim z kretesem). Kolejne strony książki przekonywały mnie, że jest rzeczywiście ekspertką w branży i wie o czym pisze, a nie powiela strony z Wikipedii.

Na początek przytoczę dwa cytaty praktycznie z początku książki, które wywołały u mnie lawinę różnych skojarzeń.

Dla każdego analityka technicznego, z którym się zetkniesz, zapobieganie stratom i ich kontrolowanie jest ważniejsze niż pogoń za okazjami do zarobku.” (str. 29).

Czytając ten fragment natychmiast przychodzi na myśl tak chętnie cytowana publikacja Tverskiego i Kahnemana dzięki której w 2002 roku otrzymali oni Nagrodę Nobla z ekonomii (po prawdzie otrzymał ją Kahneman w 6 lat po śmierci Przyjaciela, ale podkreśla on, iż ich wkład w uzyskany wynik badawczy jest taki sam). Zgodnie z nią całe nasze życie przepełnione jest sytuacjami, w których konkretna decyzja nie zależy, jak sądzimy od czystej ekonomicznej kalkulacji, ale podszyta jest strachem przed stratą. Ponieważ strach przed utratą może być nawet wielokrotnie silniejszy niż radość posiadania, to mamy właśnie piękne uzasadnienie dla powyższego cytatu. Inwestor to nie tylko ta osoba, która dzięki wiedzy, sprytowi, brawurze czy też głupocie podejmuje wyzwania ale to głównie osoba, która potrafi skalkulować ryzyko straty, a następnie przygotować i wdrożyć strategię minimalizacji tychże strat i, co najważniejsze, potrafi się z nimi pogodzić bez obciążeń na przyszłość. Strata jest wkalkulowana w zysk i stanowi niejako koszt uzyskania zysku. Czym jest mniejsza, tym zysk większy, ale nie paraliżuje ona działań inwestora, nie popycha go do nieustannego rozpamiętywania przegranej w danej „rundzie” lecz tworzy konstruktywne tło zarówno do nauki w oparciu o własne błędy jak i daje siłę przezwyciężania jeszcze większych porażek.

W tym rozumowaniu najbardziej ujmuje mnie fakt, iż kilka słupków zaznaczonych na wykresie zmian cen w czasie potrafi stać się źródłem okiełzania własnych ograniczeń wywołanych strachem. Z punktu widzenia inwestora, jeśli mamy do czynienia z niespodziewanym spadkiem wartości posiadanego waloru mamy to widzimy odchyłkę od średniej albo wydarzenie fundamentalne (np. w wiadomościach zostanie podana informacja o znacznie gorszej niż zakładana przez analityków wartości sprzedaży). Nie może to jednak stać się źródłem „depresji” tylko jest niejako dodatkowym elementem w układance parametrów decydujących o cenie waloru ale nie o samoocenie! Zobaczcie jakie to genialne przeniesienie kotwicy. Zamiast mówić o stracie, inwestor mówi o zmianie ceny, której reprezentacją jest inny przebieg krzywej ceny i, co najważniejsze, istnieje dla niego równoważny ruch w górę, który dla odmiany skutkuje większym przychodem. Jaka z tego dla nas nauczka? Pewnie najprostsza z możliwych: zamiast zastanawiać się i rozpamiętywać straty należy, choćby dla własnego dobrego samopoczucia, na symbolicznym wykresie zamieszczać zarówno „zyski” w życiu jak i „uszczerbki”. Dzięki temu w łatwy sposób da się zaczepić kotwicę dla myśli nie na sobie: „ale ze mnie fajtłapa, znowu mi się nic nie udało” na pozbawione emocjonalnego wymiaru słupki: „o wczoraj zyskałem sympatię kogoś, a dziś dla odmiany podłożyłem się szefowi”. Czyż to nie banalnie prosta metoda na radzenie sobie z codziennym stresem w pracy? Mnie zachwyca prostota tego spostrzeżenia z taką łatwością używana na co dzień przez tysiące, często tego nieświadomych, inwestorów giełdowych.

„Kierowanie się ustalonymi zasadami jest kluczem do trwałego sukcesu w grze giełdowej. Każdemu może się poszczęścić – raz. Aby konsekwentnie osiągać zyski, musisz nie tylko zidentyfikować okazję transakcyjną, ale też umieć zarządzać ryzykiem związanym  z tą transakcją.” (str. 29).

Konsekwencja w działaniu. Czy jest coś od niej ważniejszego w drodze do osiągania celów? Pewnie tylko budżet projektu, ale gdy realizacja nie wymaga nakładów finansowych, to z pewnością nie ma mocniejszego  kontrkandydata. Truizmem jest twierdzenie, że konsekwencję w działaniu bardzo łatwo nam sobie wyobrazić, ale zdecydowanie trudniej wdrożyć w życie. I tak, czy stoi coś na przeszkodzie, bym co dzień robił o jedną pompkę więcej przed zaśnięciem? Po dwóch latach będę w stanie robić ich ponad 700! Na wszelki wypadek, by nie narazić się na śmieszność nie podejmę próby wyobrażenie sobie, co będzie za lat 15, bo okazać się może, że brnę w ślepą uliczkę. Albo będę codziennie rano głaskał kota, by mu było miło. Co za problem? Prosta rzecz! Ale, ale! Przecież zdarza mi się wyjeżdżać na urlop. Czy to oznacza, że muszę pogłaskać kota 14 razy przed wyjazdem, by spełnić powzięte zobowiązanie? Przecież to nie będzie codziennie. I co teraz?

Przykładów można by mnożyć, ale zamiast zamartwiać się faktem, iż wiele pomysłów prowadzi na manowce, to warto przyjrzeć się idei, która przyświeca inwestorom giełdowym. Wspomniałem wcześniej, że ze stratą nawet nie trzeba się specjalnie godzić, bo to tylko słupek na papierze i inna wartość w miejscu podsumowania kolumny przychodów i strat. Zatem można zastosować proste rozumowanie oparte na statystyce, które tak ładnie wyraża stare przysłowie: „raz na wozie, raz pod wozem”. Cała sztuka polega na tym, by z perspektywy wielu zdarzeń odsetek czasu „na wozie” był wyższy niż odsetek czasu „pod wozem”. Wielokrotnie składana różnica zrobi resztę za nas. Nie trzeba się trwożyć, iż obiecałem sobie codziennie zrzucić 10 dkg wagi, a dziś po obiedzie i lodach ważę aż kilogram więcej. Nie w tym rzecz. Odchyłki w drugą stronę mogą i życie pokazuje, że muszą być dla równowagi. W tym znaczeniu, konsekwencja to uparta realizacja planu nawet jeśli nieustannie z niego z powodów choćby niezależnych od nas musimy zbaczać. Inwestor finansowy widzi jednego dnia przychód 1 zł na swoim rachunku inwestycyjnym, w innym dniu 1000 złotych, ale kolejnego może widzieć  -2000 złotych. To nie zmienia postaci rzeczy, iż w przypadku stosowania konsekwencji w drodze do sukcesu (zakładam użycie sprawdzonej przez innych ścieżki), sukces musi się pojawić czy chce, czy też nie chce. Zauważ, nie jest ważne, który autor trafia do ciebie ze swoim pomysłem na racjonalizację Twojego czasu. Po prostu z uporem maniaka idź za jego wskazówkami, a uporządkujesz swój dzień czy też życie. To najprostsza recepta na osobisty czy zawodowy sukces.

Mam nadzieję, że przekonałem Was to szukania inspiracji przyjęcia różnych postaw życiowych w najdziwniejszych miejscach takich jak podręcznik do analizy technicznej dla inwestorów finansowych. Przeczytałem książkę z radością, choć przyznaję, iż w wielu fragmentach trudno mi było przebrnąć przez zawiłości rozumowania autorki i innych doświadczonych inwestorów. Nieustanna mieszanina faktów i ocen utrudnia lekturę, ale też daje większą szansę na wyniesie z niej wielu wskazówek do własnego życia. Polecam tę lekturę i właśnie pod ręką już leży „Forex dla opornych”

Bitcoin - analiza techniczna

A co ze wspomnianym na początku bitcoinami? Prawdę mówiąc nie ma znaczenia czy handluję aktywnie czy pasywnie przyglądam się jak rosną. Dzień po dniu parę złotych dopisuje mi się do wyceny, bo rosną one jak na drożdżach i … nawet handel w zgodzie z analizą techniczną nie pozwolił mi na tym stracić 😉

I jeszcze tytułem ostrzeżenia dla szukających szybkiego, pewnego zarbku: artykuł o wielkiej bańce spekulacyjnej na bitcoinie w Pulsie Biznesu.

Słowa kluczowe:, , , , , , , , , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: