Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Autor archiwum

Biednemu nawet panna z łóżka daje nogę

Zastanawiając się nad dzisiejszym wpisem w blogu postanowiłem oddać się przypadkowi. Trochę książek na półce stoi i trudno, bym czegoś nie znalazł wartego do wskazania jako inspiracja do własnych przemyśleń. Zaryzykowałem i wyciągnąłem pierwszą z brzegu książkę z górnej półki. Jest to klasyk klasyki motywacji czyli Napoleon Hill, Zasady samodoskonalenia. Moje wydanie to Helion 2011. Książkę otworzyłem na przypadkowej stronie. Trafiłem na 183. Oto cytat.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Planownie? Papier wszystko przyjmuje!

Cele strategiczneRobiąc dziś poranną kawę zauważyłem na stole kuchennym zapakowany w folię ostatni numer Reseller News, darmowej gazetki wydawanej przez IT Press i rozsyłanej do ludzi z branży IT, do których jak widać, redakcja nadal mnie zalicza. Choć nie ma praktycznie dnia, bym nie miał poczucia oderwania od szybkości procesorów, wielkości pamięci czy zdolności chmury do zarządzania obiegiem dokumentów w firmie, to coś jeszcze wiem i gdy trzeba to o tym mówię. 

Jak się domyślam listonosz przyniósł nowy numer w czasie, gdy Dorota szkoliła w Brzegu, a ja rozmawiałem z ludźmi, czytałem i nieco pisałem czekając na nią w hotelu Arte (naszym bestsellerem jest tekst poświęcony nocnej namiętności jakiejś pary gości hotelowych). A gazetka? Gazetka „wporzo” i niech listonosz przynosi dalej, bo choć numer, podobnie jak wszystkie pozostałe, kipiał od artykułów sponsorowanych, to jeden nastroił mnie dość radośnie. Napisał go dr Mirosław Tarasiewicz, o którym napisano: „praktyk zarządzania trener”. Tytuł brzmi: „Po co w ogóle planować” i przyznaję, była to woda na moje jakże często wyrażane wątpliwości, szczególnie wtedy gdy życie kopie mnie po tyłku. Mało tego, pamiętacie słowa Czesława Mozila z pierwszej płyty? Z pamięci piszę, więc mogę przekręcić: „wolę życie bez planów”. I żeby to tylko było w refrenie! Skąd, co zwrotka, to nowy argument przeciw planowaniu.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wpis z szamponem do mycia tyłka w tle

Jak zostać pisarzem

Podejmując jakiś czas temu decyzję o tym, że zamierzam zaangażować czas i siły w utrzymaniu bloga przy życiu nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jakie to trudne zadanie! Jestem oczywiście świadom, że zamiast wygłupiać się i pakować w treść zarówno modele biznesowe startupów jak i miękkie umiejętności komunikacyjne i to wszystko podsypane solą samorozwoju mogłem z rozmachem na jakieś 10 linii podzielonych na dwa akapity pisać o szamponie do d…. (ponoć reklama takiego zagościła w TV; sam tego nie widziałem, więc traktuję jako plotkę). Dzięki temu nie tylko nie ładowałbym pieniędzy w zakupy książek (kiedy do cholery przyjdzie ten czas, że wydawnictwa zarzucać nas będą próbkami do przełknięcia), ale również mógłbym występować na salonach z objawieniem na ustach typu: „ten w zielonej butelce jest zdecydowanie lepszy od tego w czerwonej, bo lepiej współgra z cieniem do krągłości mojego lewego pośladka”. A tak? Ciągle czytam, od czasu do czasu znajduję czas na pisanie i co najtrudniejsze, staram się dzień po dniu poprawiać warsztat. Tak na marginesie, to chwilami myślę, iż to właśnie w tej zabawie jest najtrudniejsze.

Ćwicząc wspomniany warsztat staram się szukać informacji o tym jak to robić najbardziej efektywnie tak, by z jednej strony dać się poznać, jako autor za którym piszczą niczym na koncertach The Beatles nastolatki, a z drugiej jako facet, który nieco zna się na swojej startupowej branży i czerpie radość z oddawania tej wiedzy tym wszystkim, którzy chcą ją zdobyć. Dziś, w ramach poprawy warsztatu zacytuję Wam fragment z jednej z moich ulubionych książek, do których co jakiś czas wracam, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Ta książka to „Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów” pod redakcją Andrzeja Zawady, wydany w 2011 roku przez Bukowy Las.

Chwytanie problemów i tematów na gorąco, doraźne wypowiadanie się, błyskotliwe i w pewnym sensie ryzykowane orzekanie o ludziach, wartościach i zjawiskach oraz wystawianie się na niesprawiedliwy osąd, to wszystko ma wpływ na charakter blogu, formy coraz chętniej używanej przez literatów naszych czasów. Tym samym początkujący pisarz uzyskuje jeszcze jedną możliwość publicznego zaistnienia. Z jednej strony może zadebiutować w sieci, zwracając uwagę internetowych czytelników na swe niekonwencjonalne i odważne poglądy, z drugiej zaś – regularnie prowadzone zapisy mogą mieć walor warsztatowy i samokształceniowy, sprzyjając uformowaniu się nawyków i umiejętności ściśle pisarskich.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Złota reguła. Nawet ona ma dwie wersje

Moralność mózgu
Chociaż powszechnie twierdzi się, że członkowie wszystkich społeczeństw są zwolennikami złotej reguły, przekonanie to również okazuje sie zwodnicze. Jak zauważa filozof Stephen Anderson, istnieją negatywne i pozytywne wersje złotej reguły. W negatywnej interpretacji jesteśmy proszeni, aby nie robić krzywdy; na przykład w Analektach Konfucjusz pisze: „Czego sam nie pragniesz nie czyń drugiemu”. Jest to wersja, która wymaga od nas znacznie mniej modyfikacji i interwencji, niż pozytywna wersja taka jak w dżinizmie: „Człowiek powinien starać się traktować wszystkie stworzenia tak, jak sam chciałby być traktowany”. Pozytywna wersja jest bardziej proaktywną regułą „dobroczyńcy”, co może być dość niepokojące. Nakazuje nam nie tylko nie szkodzić, ale faktycznie oddać nerkę i wziąć pod opiekę sieroty. Fragment „wszystkie stworzenia” sugeruje prawdopodobnie, że nie można zabijać szczurów w kuchni.Churchland Patricia S., Moralność mózgu, Copernicus Center Press, 2013

Czytaj dalej   1 komentarz

Ile gotów jesteś zapłacić za przedsiębiorcę?

HandelGdybym chciał zostać obrzuconym spojrzeniem, po którym już tylko czekałaby mnie długoletnia terapia u psychoanalityka, to powinienem zapytać pierwszego z brzegu humanistę: „Ile zapłaciłaby  Pani lub Pan za człowieka”? Gdybym dla odmiany spytał: „Czy można określić cenę za człowieka?” nie tylko zyskałbym przyjaciela, to na dodatek takiego, który myślałby o mnie w samych superlatywach. To jak to jest z tą wartością drugiej osoby: jest ona wymierna, czy przeciwnie?  

Najciekawiej do wartości osoby podchodzą firmy ubezpieczeniowe mówiąc bez ogródek: „w pana wieku, przy tym trybie życia i miłości do golonki oraz pilota do telewizora, wyceniamy pana na 10% od wartości ubezpieczenia rocznie”. No i problem wyceny rozwiązany: chcesz wiedzieć ile jesteś wart? To proste: sam sobie odpowiedz, przy czym na ucho szepczemy, że średnio rzecz biorąc pożyjesz koleś jakieś 20 lat, bo przez pierwszą połowę tego okresu podejmujemy ryzyko straty, a potem żyjąc dalej zadbasz o to, by nasi udziałowcy byli szczęśliwymi ludźmi na wiecznych wczasach na Bali. 

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Garbusku! Kto zrobił siku w naszym łóżku? Kto?

Małe kotkiW zasadzie planowałem dać tytuł: „Marketing anty czy też pro? Sam już nie wiem”, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie, by nie brzmiało to zbyt handlowo.

Wydaje mi się, iż wspomniałem w którymś z tekstów umieszczonych w blogu, że 24 czerwca, w dzień moich urodzin, staliśmy się szczęśliwymi rodzicami z doskoku dla piątki małych kociaków. Są dwa czarne z łatkami pod szyją, dwa łaciate białoszaroczarne i jeden klasyczny tygrysek w nieco srebrnym odcieniu. Cudne, po prostu cudne są!

Ponieważ przychówek ten powiększył nasze stadko do 8 sztuk, nie pozostaje nam nic innego jak szukać dobrych domów dla całej piątki maluchów. Bez marketingu ani rusz! Postaram się w najbliższych dniach umieszczać więcej ich zdjęć w serwisach sieciowych, by swoimi wielkimi oczyma przyciągały nowych opiekunów niczym magnes opiłki żelaza. W Shreku to się udało, to i nam się uda, bo czas płynie, a nasze życie zawodowe bardzo mocno nasila się jesienią. Trudno byłoby nam zapewnić odpowiedni poziom opieki dla wszystkich, nie mówiąc o tym, że sąsiedzi pewnie wystrzeliliby nas w kosmos razem z naszymi kotami. Również sprawa dostarczania co dzień tony piasku dla całej gromady do kuwet chyba przerasta moje możliwości machania łopatą i wynoszenia pozostałości.

Ano właśnie. O tych pozostałościach będą dwa zdania. Sprawa tego co zostawiają na ulicy psy nieustannie budzi ludzkie kontrowersje. Co i róż czytam o społecznych akcjach przegonienia na cztery wiatry posiadaczy szczekających czworonogów, którym nie chce się schylić i zebrać tego co ich pupile pozostawiły na trawniku. Sam nie raz udawałem, że nie widzę, iż to mój pies zostawił bo zapomniałem wziąć worka na spacer, więc wiem jak trudne to do rozwiązania. Nie o tym chcę mówić, a o kotkach, choć raczej to będzie antyreklama. Zresztą sami oceńcie.

Czytaj dalej   3 Komentarzy

Porządek w rytmie 5S z zaskakującym wnioskiem na koniec

Gumowe kaczuszki

Lean i takie tam sprawy

Raz na sto lat warto zrobić porządek nie tylko na biurku ale również w bezpośredniej okolicy. Nie sztuką jednak jest podejść i zrobić to po prostu. Porządek daje równowagę, a bez równowagi człowiek wali tyłkiem w podłogę i go potem boli, a raz wylatuje w kosmos i pozostaje po nim tylko wspomnienie. Warto więc podejść do tego zagadnienia w sposób nieco bardziej metodyczny. Jak postanowiłem tak zrobiłem, a przegląd tego jak mi idzie będę na bieżąco komentował.

Przyznam bez bicia, że bezpośrednią inspiracją był majl od Doroty z listą 5S  (dla ciekawych proponuję zerknąć także do Wikipedii w rozdziały poświęcone Toyota Way oraz Lean Management). Dziwne, tyle lat się z żoną znamy, tyle tygodni moje biurko wygląda tak samo, a ona właśnie wysłała to teraz. Co za przypadkowy zbieg okoliczności! Może coś mi chce powiedzieć? Zobaczymy czy zaskoczę ją i siebie.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Dawaj i bierz – dla mnie lektura na lata

Dawaj i bierz Przyjemnie wylegując się w popołudniowym słońcu dokończyłem dziś lekturę książki, która z pewnością będzie mieć znaczny wpływ na moje życie. Ciągle biegają mi po głowie niektóre z wątków czekając na uporządkowanie w myślach na dłużej. Ta książka to wspomniana kilka dni temu „Dawaj i bierz” Adama Granta (Muza S.A., Warszawa 2014). W tej chwili nie jestem jeszcze pewien czy pojawią się jakieś cytaty, ale na wszelki wypadek informuję, iż jeśli będzie takowy i nie zaznaczę inaczej, to znaczy iż pochodzi on z tej książki.

Unikam pisania recenzji. Chyba sam nie przepadam za czytaniem ich, bo informacja mówiąca, iż książka jest warta przeczytania czy też nie ma tak dalece subiektywny wymiar, że jest mi to zupełnie obojętne czy autor recenzji poleca ją czy też nie. Dla mnie istniej tylko jedno kryterium: będę do książki wracał w przyszłości, albo nie. Do tej z pewnością wielokrotnie wrócę. To oczywiście błąd logiczny, bo mówiąc, że będę wracać zakładam, że znam przyszłość, a przecież jej nie znam. Potraktujmy więc to wyznanie jako taką na wyrost stworzoną figurę retoryczną.

Czytaj dalej   1 komentarz

Znajdź wsparcie wśród bliskich

Firma rodzinna Rozpoczęcie działalności gospodarczej, czy to na większą skalę, czy to mikroskopijną przez przejście na samozatrudnienie praktycznie zawsze staje się decyzją nie tyle osoby, która zamierza to zrobić, co bliskich tej osoby. To oni w większości przypadków stają się głosem rozsądku, który może przedsiębiorcę wspomóc w realizacji celu lub, co równie ważne, zwerbalizować opinie, które mogą pomóc mu ominąć rafy bankructwa. Często też się zdarza, iż od samego początku działalności firma jest traktowana jako firma rodzinna i wówczas rola bliskich sięga poziomu partnerstwa w spółce. Sam za parę dni będę dzwonił do mego brata i jego żony z pytaniem, czy nie byliby zainteresowani zaangażowania się w pewien pomysł, realizacja którego będzie zdecydowanie tańsza, jeżeli zgodzą się udostępnić część zasobów czerpiąc z tego profity. Jak widać zatem, w zdecydowanej większości przypadków opinia i pomoc bliskich może stanowić być albo nie być nowego biznesu.

Czytaj dalej   1 komentarz

Uwolnij się od poczucia winy

Wypadek, poczucie winy Wprawdzie tytuł może sugerować, iż tekst ten będzie przepojony pseudo psychologicznym bełkotem rodem wprost z tanich poradników dla spragnionych posiąść wszystko, co ludzkość stworzyła w 3 minuty, ale jednak nie. Nie mam ani wiedzy na ten temat, ani tym bardziej uprawnień, które pozwalałyby mi się wymądrzać na ten temat i robić za internetowego ewangelizatora. Ten tekst dotyczyć będzie prostej jak drut zasady należącej do grona tych, które uważam za niezbędne w życiu, a przy tym najtrudniejsze w realizacji. W mojej wersji brzmi ona:

najpierw rozlicz się sam z sobą,
a potem bez dalszego zwlekania bierz się do roboty
.

Wielokrotnie w życiu biznesowym, zresztą nie tylko biznesowym; prywatnym również, stawałem przed koniecznością zamknięcia jakiegoś etapu działalności czy życia, który z różnych powodów powinien zostać zakończony. W najczęstszym przypadku było to definitywnie zakończenie nierentownej aktywności biznesowej czy nieprzynoszącej zysku inwestycji. Ile ja się odchorowywałem! To był horror, którego za wszelką cenę chciałem uniknąć robiąc wszystko, co w mojej mocy, by opóźnić chwilę zasłonięcia kurtyną to, z czym już nie chciałem mieć do czynienia. Niekiedy zamykanie trwało całe lata doprowadzając nasze finanse czy firmowe czy prywatne do ruiny.

Czytaj dalej   Brak komentarzy