Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Parę migawek z pięciogwiazdkowej wyprawy nad morze

Żyć można na wiele sposobów. My żyjemy z dnia na dzień, z minuty na minutę, z chwili na chwilę.

I właśnie takie chwile tworzą w naszym życiu wyjątkowe momenty, które chcemy zapamiętać i którymi chcemy podzielić się również z Wami.

Jesteśmy ze sobą prawie dwa lata i w tym czasie udało nam się spędzić wiele fascynujących chwil, odwiedzić przepiękne miejsca jak i brać udział w  zapierających dech w piersiach wydarzeniach. Nasza przygoda z nagrywaniem wspólnego czasu razem zaczęła się rok temu. Postanowiliśmy, że nie chcemy zapomnieć żadnych chwil i zaczęliśmy je nakręcać.

A oto efekty naszej pracy. Sprzętem, jakiego używamy, jest kamera GoPro Hero3 Black, dzięki czemu możecie oglądać nasze filmy w jakości HD. 

Asia i Kuba

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Hotel Topacz i gołe cycki żywej gwiazdy!

PodglądaczW lipcu miałam przyjemność pracować dla Klienta pod Wrocławiem i nocować w klimatycznym hotelu: Zamek Topacz. Genialne miejsce! Piękne otoczenie. Wysmakowane wnętrza. Przyjemna atmosfera. Niezłe jedzenie. Do tego, w tym roku lato nam tego nie poskąpiło, świetna pogoda. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest to, że można w nim spotkać osoby znane z filmów, seriali i programów telewizyjnych. Jeśli ktoś lubi kolekcjonować widoki lub autografy, z pewnością ma jeszcze jeden powód, dla którego warto odwiedzić to urocze miejsce.

Osoby znane, mieszkające w hotelu Topacz, charakteryzują się tym, że nawet w największy upał poruszają się po terenie szczelnie spowite w odzież dresową i kaptury. Jak tylko dostrzeże się taką postać, warto skupić na niej uwagę. Ktoś, kto kolekcjonuje fotografie dla pudelka może wówczas przyczaić się z telefonicznym aparatem np. przy sąsiednim stoliku podczas śniadania lub w krzaczkach w trakcie spaceru. Prędzej czy później bowiem kaptur skrywający twarz spadnie i … ujrzymy  telewizyjną Gwiazdę. Będziemy mogli w duchu zakrzyknąć, jak dzieci, kiedy światło gaśnie w kinie: OOOOO!

Spędziłam jeden z poranków zastanawiając się: po co gwiazdom te kaptury?

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Będzie o spiskach i wielkich pieniądzach i UE i o tym, że odkurzanie będzie trwało dwa razy dłużej

odkurzaczJeszcze mi przyjemne myśli biegały po wczorajszym wpisie o Grecji, marzeniach i błędach postrzegania, a tu jak grom z jasnego nieba dziś rano w gazeta.pl znalazłem tekst, o tym jak to teraz będzie pięknie i ładnie, bo nowe kolorowe naklejki będą na odkurzaczach. Po co nowe? Ano proste to jak drut, bo za parę dni wejdą nowe regulacje unijne w sprawie energooszczędności „hooverów” i bez nowych informacji dla konsumenta sprzedawać tego sprzętu nie będzie można.

Oj natychmiast krew mi się podgotowała, bo jeszcze dobrze nie zapomniałem filmu z TVN CNBC w sprawie spisku żarówkowego, jeszcze nie wykończyłem zapasu żarówek żarowych nabytych przed poprzednią prądo-dyrektywą, a tu siup i nowy problem. No przecież nie kupię 10 odkurzaczy na najbliższe 50 lat sprzątania. A kto wie, może jednak kupię, oczywiście nie po to, by sprzątać za wiele, ale by mówić głośno: nie poddałem się praniu mózgu.

UWAGA: od tego momentu tekst może zawierać:

  1. kpiny z władzy,
  2. kpiny z nas samych,
  3. wycieczki w stronę spiskowych teorii dziejów bez odpowiedniej dawki krytyki, a nawet z lekkim podziwem.

Osoby wrażliwe proszone są o czytanie innych artykułów, np. o Mikołajkach w środku zimy i pozostawienie tego tekstu tylko tym, którzy mają  stalową psychikę i jądra z betonu.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wpis z szamponem do mycia tyłka w tle

Jak zostać pisarzem

Podejmując jakiś czas temu decyzję o tym, że zamierzam zaangażować czas i siły w utrzymaniu bloga przy życiu nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jakie to trudne zadanie! Jestem oczywiście świadom, że zamiast wygłupiać się i pakować w treść zarówno modele biznesowe startupów jak i miękkie umiejętności komunikacyjne i to wszystko podsypane solą samorozwoju mogłem z rozmachem na jakieś 10 linii podzielonych na dwa akapity pisać o szamponie do d…. (ponoć reklama takiego zagościła w TV; sam tego nie widziałem, więc traktuję jako plotkę). Dzięki temu nie tylko nie ładowałbym pieniędzy w zakupy książek (kiedy do cholery przyjdzie ten czas, że wydawnictwa zarzucać nas będą próbkami do przełknięcia), ale również mógłbym występować na salonach z objawieniem na ustach typu: „ten w zielonej butelce jest zdecydowanie lepszy od tego w czerwonej, bo lepiej współgra z cieniem do krągłości mojego lewego pośladka”. A tak? Ciągle czytam, od czasu do czasu znajduję czas na pisanie i co najtrudniejsze, staram się dzień po dniu poprawiać warsztat. Tak na marginesie, to chwilami myślę, iż to właśnie w tej zabawie jest najtrudniejsze.

Ćwicząc wspomniany warsztat staram się szukać informacji o tym jak to robić najbardziej efektywnie tak, by z jednej strony dać się poznać, jako autor za którym piszczą niczym na koncertach The Beatles nastolatki, a z drugiej jako facet, który nieco zna się na swojej startupowej branży i czerpie radość z oddawania tej wiedzy tym wszystkim, którzy chcą ją zdobyć. Dziś, w ramach poprawy warsztatu zacytuję Wam fragment z jednej z moich ulubionych książek, do których co jakiś czas wracam, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Ta książka to „Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów” pod redakcją Andrzeja Zawady, wydany w 2011 roku przez Bukowy Las.

Chwytanie problemów i tematów na gorąco, doraźne wypowiadanie się, błyskotliwe i w pewnym sensie ryzykowane orzekanie o ludziach, wartościach i zjawiskach oraz wystawianie się na niesprawiedliwy osąd, to wszystko ma wpływ na charakter blogu, formy coraz chętniej używanej przez literatów naszych czasów. Tym samym początkujący pisarz uzyskuje jeszcze jedną możliwość publicznego zaistnienia. Z jednej strony może zadebiutować w sieci, zwracając uwagę internetowych czytelników na swe niekonwencjonalne i odważne poglądy, z drugiej zaś – regularnie prowadzone zapisy mogą mieć walor warsztatowy i samokształceniowy, sprzyjając uformowaniu się nawyków i umiejętności ściśle pisarskich.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Dziurka w mózgu czyli żwirek dla kotów

zeszytChoć tytuł może wydawać się nieco dziwny, to jednak dobrze oddaje on historię, która przydarzyła się nam wczoraj i której skutki nadal są widoczne.

Zwykle staramy się mieć zapas żwirku dla kotów. Kuwety mamy dwie: jedna stoi na piętrze zaś druga na parterze, tak by nasze leniwe koty nie wpadły na pomysł realizacji swych potrzeb w miejscach pod ręką, a nie wskazanych przez nas. Oczywiście, że co jakiś czas wpadają na niebanalny pomysł zmieszczenia tyłka gdzieś za meblami w konsekwencji czego zmuszeni jesteśmy do ich odstawiania i sprzątania, ale taki to już los posiadacza kotów. Nauczyliśmy się z tym żyć i nie narzekamy na to, bo i tak za jakiś czas przytrafi się znowu.

Wczoraj rano okazało się, że skończył nam się zapas żwirku. Zwykle kupujemy go w Lidlu, bo nie śmierdzi chemią zbyt mocno, dobrze się zbryla i nie ma kłopotu z wyrzucaniem go z kuwet. Koty też go tolerują, cena jest nie tyle znośna, co po prostu niska na tle innych tego rodzaju produktów, więc z czystym sumieniem reklamuję go wszem i wobec, bo sami jesteśmy zadowoleni. Ale, mimo 10kg w opakowaniu, i tak potrafi nam się niespodziewanie skończyć, szczególnie teraz gdy maluchy przeszły na normalne kocie jedzenie i lądują w kuwecie dość często.  Wytrzymaliśmy do popołudnia, bo planowaliśmy być wtedy w Toruniu i tu zaczyna się sedno tej historii.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Garbusku! Kto zrobił siku w naszym łóżku? Kto?

Małe kotkiW zasadzie planowałem dać tytuł: „Marketing anty czy też pro? Sam już nie wiem”, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie, by nie brzmiało to zbyt handlowo.

Wydaje mi się, iż wspomniałem w którymś z tekstów umieszczonych w blogu, że 24 czerwca, w dzień moich urodzin, staliśmy się szczęśliwymi rodzicami z doskoku dla piątki małych kociaków. Są dwa czarne z łatkami pod szyją, dwa łaciate białoszaroczarne i jeden klasyczny tygrysek w nieco srebrnym odcieniu. Cudne, po prostu cudne są!

Ponieważ przychówek ten powiększył nasze stadko do 8 sztuk, nie pozostaje nam nic innego jak szukać dobrych domów dla całej piątki maluchów. Bez marketingu ani rusz! Postaram się w najbliższych dniach umieszczać więcej ich zdjęć w serwisach sieciowych, by swoimi wielkimi oczyma przyciągały nowych opiekunów niczym magnes opiłki żelaza. W Shreku to się udało, to i nam się uda, bo czas płynie, a nasze życie zawodowe bardzo mocno nasila się jesienią. Trudno byłoby nam zapewnić odpowiedni poziom opieki dla wszystkich, nie mówiąc o tym, że sąsiedzi pewnie wystrzeliliby nas w kosmos razem z naszymi kotami. Również sprawa dostarczania co dzień tony piasku dla całej gromady do kuwet chyba przerasta moje możliwości machania łopatą i wynoszenia pozostałości.

Ano właśnie. O tych pozostałościach będą dwa zdania. Sprawa tego co zostawiają na ulicy psy nieustannie budzi ludzkie kontrowersje. Co i róż czytam o społecznych akcjach przegonienia na cztery wiatry posiadaczy szczekających czworonogów, którym nie chce się schylić i zebrać tego co ich pupile pozostawiły na trawniku. Sam nie raz udawałem, że nie widzę, iż to mój pies zostawił bo zapomniałem wziąć worka na spacer, więc wiem jak trudne to do rozwiązania. Nie o tym chcę mówić, a o kotkach, choć raczej to będzie antyreklama. Zresztą sami oceńcie.

Czytaj dalej   3 Komentarzy

Ciesz się, że nie jesteś swoją prababką

survival Kilka dni temu zaciekawił mnie krótki tekst na portalach informacyjnych, dotyczący nastolatek protestujących przeciw feminizmowi. Dziewczęta sfotografowały się z hasłami na karteczkach. Na zdjęciach pojawiły się piękne nastolatki w wygodnych jeansach i koszulkach. Nie podoba im się feminizm i równouprawnienie. Protestują przeciwko temu, żeby kobiety traktować jak mężczyzn.

Tekst okraszony zdjęciami, okazał się wdzięcznym tematem naszej porannej rozmowy przy śniadaniu. Zastanawialiśmy się, czy te młode kobiety chcą tego, by feministki przestały przedstawiać postulaty równości, czy też chcą by zrezygnować z tego, co zostało osiągnięte. Podczas rozmowy pojawił się wątek dotyczący tego, jak sytuacja kobiet wyglądała jeszcze przed kilkunastu dziesiątkami lat.

Zadaliśmy pytanie, czy wiedzą o tym i nie chcą praw, które mają, czy nie wiedzą.  Brak edukacji czy wysoka świadomość? Ciekawe jak wyglądałby  świat bez feministek i ich wieloletniej działalności?

Czytaj dalej   Brak komentarzy

GetIn, GetOut

Odpoczynek. Przyroda.Upał szalony. Czekałam na lato to mam. Jest fantastycznie! Tylko szare komórki nieco się rozpływają, jak lody waniliowe w słońcu.

Nie o tym jednak chciałam pisać. Lipiec miesiącem przygód bankowych – tak mógłby brzmieć tytuł. Nie skończyła się bowiem moja historia z kradzieżą środków z karty bankowej, a w ubiegły piątek dotknęła mnie kolejna bankowa przeprawa.

Tego dnia kończyło mi się ubezpieczenie na dom. Budowa, jak to zwykle bywa została sfinansowana dzięki kredytowi hipotecznemu. Skorzystaliśmy z oferty Dom Banku. Było bardzo przyjaźnie i atrakcyjnie. Przez kilka lat mój kontakt z pożyczkodawcą polegał wyłącznie na comiesięcznym i terminowym przekazywaniu wpłat kolejnych rat na wskazane w umowie konto.

Jakiś czas temu bank, w którym wzięłam kredyt poinformował mnie listownie, iż jest już Getin Noble Bankiem i teraz ta instytucja zajmuje się moim kredytem.

W ubiegłym roku dowiedziałam się, że mogę ubezpieczać dom nie korzystając z oferty banku, która co tu kryć, była wygórowana. Wykupiłam więc ubezpieczenie w innej instytucji, zaoszczędziłam i przez rok cieszyłam się z tej decyzji.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Wow (to po amerykańsku, więc trudno zrozumieć). Mam nową klawiaturę Apple!

Klawiatura Apple wireless

Tym razem zacznę dzień od chwalenia się. Właśnie stałem się szczęśliwym posiadaczem nowej klawiatury Apple. Dzięki temu mój iPad Air zaczął się wreszcie zachowywać zgodnie z tym, po co został kupiony czyli do tworzenia tekstów w różnych hotelach, pisania maili i oglądania stron w internecie.

Miałem z tym wszystkim ogromny problem. Jestem przyzwyczajony do tradycyjnej klawiatury, piszę dość szybko bezwzrokowo i z chwilą zakupu tabletu sądziłem, że moja wydajność pracy w terenie wzrośnie znacząco (będzie łatwo, lekko i przyjemnie). Myliłem się, bo nie wzrosła. Okazało się, że nie tylko nie poprawiła się, ale znacząco spadła, bo nie tylko woziłem z sobą jak dotąd notebook, to jeszcze tablet i ładowarkę do niego. A miało być tak pięnie! No i parę dni temu poszedłem po rozum do głowy i podjąłem decyzję o zakupie zewnętrznej klawiatury, a wczoraj będąc w Warszawie cel zrealizowałem! Tak, ten wpis powstaje na nowej klawiaturze w hotelu w Kętrzynie i po prostu jestem w twórczym raju. Tego mi brakowało. No, Vaio, chyba się pożegnamy, to teraz jestem w stanie pędzić jak rumak przez prerię po kolejnych linijkach tekstu. To był świetny zakup. Zaraz zrobię zdjęcie i dorzucę je do tego wpisu. A co, skoro taka kipi we mnie ekspresja twórcza! Trochę wyszło ciemne, ale Dorota jeszcze śpi i nie chcę jej budzić zapaloną lampką na biurku.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Najpierw plan, potem źródła finansowania projektu.

Niskobudżetowy startupMoja życiowa przygoda z samozatrudnieniem rozpoczęła się ponad dziesięć lat temu z konieczności. Nigdy nie planowałem zostać przedsiębiorcą, po prostu nie chciałem pracować dla kogoś innego. Mieszkałem w Memfis w stanie Tennessee, skąd obserwowałem działalność innych ludzi i starałem się rozebrać ich sukcesy na czynniki pierwsze. Zacząłem importować kawę z Jamajki i sprzedawać ją w internecie, ponieważ inni zarabiali na handlu w sieci. Nic nie wiedziałem o imporcie, paleniu czy sprzedaży kawy (chociaż wypiłem jej całkiem sporo w trakcie częstego próbowania różnych odmian). Gdy potrzebowałem pieniędzy, nauczyłem się, że by raczej coś wytworzyć i to sprzedać, zamiast ciąż koszty w innej dziedzinie czy zatrudnić się w obcej firmie. To była znacząca różnica, ponieważ najczęściej budżet powstaje w oparciu o dochody, na podstawie których określa się dostępne możliwości. Ja robiłem na odwrót – najpierw sporządzałem listę rzeczy, które chciałem zrobić, a następnie zastanawiałem się, jak znaleźć na to środki.

Źródło: Chris Guillebeau, Nieskobudżetowy startup, Wydawnictwo Helion 2013, s. 13

Czytaj dalej   Brak komentarzy