Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Winien i ma – podstawa modelu biznesowego

freedigitalphotos.net

freedigitalphotos.net

Wczoraj przy hotelowym basenie stałem się mimowolnym obserwatorem dyskusji prowadzonych przez pracowników jakiejś firmy (producent FMCG?) na tematy związane z prowadzonymi u nich zmianami organizacyjnymi. Sądząc z urywków rozmów, które do mnie docierały mogę podejrzewać, iż ich głęboki niepokój związany był z wprowadzanymi zmianami w systemie kryteriów efektywności procesów sprzedażowych w nowym roku. Nie mam zielonego pojęcia czym zajmuje się firma, jakie stanowiska zajmowane były przez osoby uczestniczące w rozmowie ale jedna rzecz nawet przez sekundę nie dawała mi spokoju: nie ważne czym zajmuje się firma, jakie produkty (towary? usługi?) wprowadza na rynek, ale świadomość podstawowego składnika modelu biznesowego czyli rachunek „winien” i „ma” zdawał się zupełnie nie istnieć w ich rozumowaniu. Mogę założyć, iż słyszałem zbyt mało, by móc dobrze zrozumieć wątek, ale chyba aż tak źle z moim słuchem nie było. Odniosłem wrażenie, oby mylne, że w mniemaniu tych pracowników ich organizacja to jakiś moloch, który nie wiadomo po co istnieje na rynku. W okolicach dnia wypłaty, obowiązkiem tej organizacji dokonać przelewu comiesięcznych poborów, ale za co i po co to już nie jest oczywiste. Ktoś, kto jak ja, choć przez miesiąc pracował na własny rachunek to zasypia się i budzi z książką przychodów i rozchodów czy księgą handlową przed oczyma, widzi bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy własną aktywnością,  a przychodem lub stratą i stanowi to dla niego podstawową kotwicę myśli przebiegających po głowie przez cały dzień. Tu otrzymałem model, dla mnie jak z kosmosu i to głębokiego. Nie ważne, co się dzieje z firmą, nie ważne co ja w niej robię, grunt, by wzięta z jakiejś kupki tzw. kasa znalazła się na rachunku. Wprawdzie w ciągu dnia pracy trzeba biegać, użerać się z ludźmi, coś robić, wykonywać jakieś telefony i wysyłać maile, ale konia z rzędem temu, kto wie, po co dany pracownik to robi. Wierzcie mi, wytrzesz oczu, którego doznawałem minuta po  minucie coraz większy, mógł być porównany tylko z wytrzeszczem oczu żabki skaczącej po wodnych liliach. Jedyne pytania, które chodziły mi po głowie to: „o co tym ludziom chodzi? Czym jest dla nich firma? Gdzie etyka zawodowa? Gdzie znak równości pomiędzy dobrem moim, a dobrem wspólnym? Kosmos, po prostu kosmos nas dzielił.

Czytaj dalej   1 komentarz

Lista zadań – problem wielki jak świat. Część II

Brian Tracy - Zjedz tę żabę

Brian Tracy – Zjedz tę żabę

Poprzedni artykuł na temat listy zadań do wykonania zakończyłem peanami na temat Roberta Kiyosakiego. Rzeczywiście, dał mi on wyraźny przyczynek do dyskusji dlaczego warto zarabiać, a jeśli chcesz zarabiać więcej i mieć dość dużo, by starość twa biegła wesoło, to inwestuj z głową. No i tak będę robił.

Kolejnym krokiem na drodze do znalezienia wewnętrznego porządku w mojej głowie w obszarze porządkowania rozkładu godziny, tygodnia, miesiąca czy najbliższych lat było przeczytanie kilku książek Briana Tracy. Dziś, z perspektywy czasu chciałbym skupić się na trzech z nich bezpośrednio odnoszących się do listy zadań a mianowicie: „Zjedz tę żabę”, „Plan lotu” oraz napisaną wspólnie ze swoją córką Christiną: „Pocałuj tę żabę”. To co natychmiast rzuca się w oczy podczas lektury tych pozycji to nieustająca wiara Briana w prostotę rozwiązań, które mogą przenieść cię z pozycji osoby słabo zorganizowanej do świetnie zarządzającej swoim czasem.

Czytaj dalej   3 Komentarzy