Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Co jest efektywniejsze – cel czy intencja. Garść przemyśleń.

Tygrys Czy warto przekonywać kogoś do stawiania sobie celów? Chyba nie. Można przytoczyć tysiące przykładów, gdy postawienie konkretnego celu powoduje, że jest on łatwiej osiągany.  Co to znaczy postawić cel? Znaczy sformułować go słownie (a najlepiej i pisemnie, a jeszcze lepiej, gdy ujawni się go drugiej osobie), opisać wskaźnikami sukcesu, zwizualizować –  czyli – ukonkretnić. Gdy umiemy określić, czego chcemy, stawianie celów jest jak najbardziej słuszne. Ostatnio postawiłam sobie cel dotyczący wysokości mojego dochodu. Zadziałało idealnie, widocznie dobrze się przygotowałam, mierząc „zamiar podług sił”. 

Są jednak sytuacje, gdy trudno jest mi postawić sobie cel. Bo zwyczajnie (i pokornie) przyznaję, że… poza potrzebą zmiany, nie umiem go sprecyzować. Po pierwsze czy ja wiem, co jest dla mnie najlepsze? A po drugie planowanie ma to do siebie, że używa wspaniałego narzędzia dostępnego tylko człowiekowi – wyobraźni. Narzędzie tyleż wspaniałe, co trudne. Obarczone pułapką, w którą wpadają liczni, ba! podejrzewam że nawet wszyscy – może tylko z różną częstotliwością. Pułapka ta brzmi: zaplanowane = wykonane. I tak planujemy schudnięcie, rzucenie palenia, naukę angielskiego i rozpoczęcie ćwiczeń fizycznych. Oczami wyobraźni kroczymy w kostiumie kąpielowym po plaży, który nie wciska się w żadną fałdkę tłuszczu, ze swadą rozmawiając z dopiero co poznanym angielskim dżentelmenem, przystojnym koniecznie.  Porzucamy chwilę obecną, z wdziękiem oddając się przyszłej … niepewnej… zamki na piasku. I żeby nie było – nie mam nic przeciwko wizualizacji. O ile dotyczy ona bardzo konkretnego wydarzenia typu egzamin czy rozmowa z klientem znanym z imienia i nazwiska – jak najbardziej. Jeżeli jednak planujemy zmianę postawy czyli np. zmiana diety + więcej ruchu, czego konsekwencją będzie schudnięcie, planowanie jest zdecydowanie za słabym narzędziem. Wszędzie tam, gdzie zamiar obejmuje zmianę nawyku, skupiłabym się na zupełnie innych działaniach niż planowanie, wizualizacja, stawianie celów. Skupiłabym się na intencji. Intencja (łac. intentio: rozciągnięcie, natężenie, napięcie, usiłowanie, uwaga) to „świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu (sytuacji), w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania. Świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie.”[1]

Najpierw łacina – intencja to uwaga. Powiedziałabym nawet uważność. Cudnie, bo właśnie uważności potrzeba, by intencja zadziałała.

Dalej definicja mówi o  świadomym zamiarze, zamyśle itd. Owszem, świadomym, ale bez przepisu na sukces, bez wizji. Posłużę się przykładem: Idę do restauracji, zamawiam smakowicie brzmiące danie i czekam. Nie lezę do kuchni, nie zaglądam kuchmistrzowi w garnki i broń Boże nie podpowiadam, jakich ziół dorzucić. Odprężona cieszę się chwilą wytchnienia, z zaufaniem czekam na pyszne danie, które na pewno dostanę.

Trudne? – trudne. Zaufanie, pokora, wiara. A gdzie jakże współczesna walka o swoje?

Trudne? – wcale nie. Starczy sformułować intencję – i już. Nie naciskać. Nie wymyślać sposobów. Wierzyć. Cierpliwie czekać (choć można określić czas realizacji J). I cieszyć na myśl o tym, na co czekamy. W ogóle, zawsze warto się cieszyć.

Joter

UWAGA: Formułując intencję, warto wzbogacić ją o troskę o własne dobro. Bo intencja to tak mocne narzędzie, że doprowadzi cię do celu najprostszą drogą, być może taką, którą na pewno nie chcesz iść. Wiem, przeżyłam.

Joter, w imieniu twórców bloga, dzięki za podesłanie materiału. To świetna inspiracja do przemyśleń z zupełnie innej perspektywy. Krzysztof




[1] Władysław Kopaliński: Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Warszawa: Wiedza Powszechna 1968, s. 388.

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: