Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Coś za nic

Plan lotuJednym z najsilniejszy ludzkich pragnień jest otrzymanie czegoś za darmo lub za jak najmniejszą cenę. Przykro patrzeć, jak wielu ludzi kieruje się błędnymi przekonaniami, wynikającymi z nadziei lub wyobrażeń na temat szybkiego i łatwego zdobycia pieniędzy. Niestety, ludzie nastawieni na szybkie wzbogacenie się i otrzymanie czegoś za nic, zazwyczaj kończą z pustymi kieszeniami i dziurawymi butami. Malcolm Forbes napisał: „Jeżeli coś jest zbyt piękne, by było prawdą, to prawdopodobnie jest”.

Źródło: Brian Tracy, Plan lotu, MT Biznes sp. z o.o. 2008, s. 128


Wiele lat temu (np. 10 dla ustalenia uwagi) rodzinnie postanowiliśmy stać się szczęśliwymi posiadaczami auta marki Skoda Octavia. Błyszczący lakier, chłód klimatyzacji, zero kilometrów na liczniku itd. nakręciło nas niczym sprężyny w zegarku. Oczyma wyobraźni widzieliśmy jak to za 8 lat, gdy już powstanie autostrada do Gdańska, będziemy pomykać mijając wszelkich innych posiadaczy „wolkswagenów” i „sełatów” mocą motoru mruczącego pod maską i zachłystującego się kropelkami oleju napędowego. No po prostu przyszłość jak z żurnala dla bardzo bogatych i wymagających uczestników życia marki „hajlajf”. Tak, ta przyszłość, to była Nasza przyszłość! Po prostu piękna wizja, której realizacji podjęliśmy się.

Nabycie auta wymaga wizyty w salonie sprzedaży (wtedy mieścił się on w Toruniu przy pętli tramwaju 1). Wbiwszy się w niedzielny garnitur, sukienkę z najwyższej półki w sklepie i dziecko w odświętny strój „spajdermena” ruszyliśmy zamawiać TO, co uczyni nasze życie ŻYCIEM. Sprzedawcy przyjęli nas z honorami przysługującymi królom świata. Dostaliśmy krzesła pod tyłki, kawę i herbatę i 100% uwagi poświęconej dziecku (pewnie dlatego, żeby im lakieru na jakimś samochodzie nie porysowało).

Pan sprzedawca poznawszy nasze wymagania – zapakuj najdroższy, zdejmij z ceny 20%, dodaj 100 litrów paliwa, dostarcz pod dom, by sąsiadów kłuło w oczy – rzekł: „Oczywiście. Jutro będzie wszystko dokładnie tak jak państwo sobie życzycie (uśmiech zrozumienia). Mam jednak prośbę przyjdźcie jutro, bo dziś niebo takie pochmurne, a nie należy kupować auta przy niesprzyjającej chwili aurze na zewnątrz”.

Tak silny argument nie pozostawiał nam wątpliwości. Ma chłop rację. Przyjdziemy jutro po wycenę.

No to przyszliśmy następnego dnia. Historia się oczywiście powtórzyła. „Mam dla Państwa ofertę dokładnie spełniającą wszystkie Wasze potrzeby czyli 100% jakości za 80% ceny katalogowej i na dodatek dostawa już na początku przyszłego kwartału, chyba że Państwu zależy na czasie, to tu mamy w salonie auto z ubiegłego roku za 90% procent ceny katalogowej – jak widzicie zniżka 10%! – z trochę innym wyposażeniem, bo po co w Polsce klimatyzacja w aucie zimą? No po co? I do odbioru od ręki.” Oops, czegoś innego oczekiwaliśmy. Przecież wczoraj mówił, że będzie tak pięknie.

Nie ulegliśmy pokusie zakupu. Postanowiliśmy przemyśleć sprawę do kolejnego popołudnia. Następnego dnia zdecydowaliśmy pozostać przy pierwotnym planie, więc znowu dziecko w fotelik, garnitur na plecy, kiecka z żurnala i pędzimy zamawiać. Tradycyjnie zostaliśmy przyjęci z honorami. Kawa, herbata na stół, opieka dla dziecka, uśmiech na twarzy sprzedawcy. To jednak inny świat, a nie szarzyzna ulicy pomiędzy ocieplanymi właśnie styropianem, blokami na osiedlu.

– Podpisujemy umowę? – zapytał pan z salonu.

– Oczywiście. Podpisujmy zgodnie z warunkami, które omówiliśmy wcześniej. – odpowiedzieliśmy.

– I zdecydowaliście się państwo na model ubiegłoroczny?

– Nie, chcemy auto tegoroczne zgodnie z wynegocjowanymi warunkami.

– Szkoda, bo właśnie akurat dziś nie ma szefa i nie może podpisać, ale za to mogę przygotować wszystkie dokumenty. Zacznijmy od tego, że cena nie obejmuje: wycieraczek pod nogi, koła zapasowego, lusterka wstecznego, obsługi serwisowej … itd.

Tego już nie zdzierżyliśmy. Mimo zapewnień pana sprzedawcy, że dokonaliśmy najlepszego możliwego wyboru kolejny raz nie poszliśmy do salonu Skody, a za to tego samego dnia zamówiliśmy „renówkę”. I tak oto, życie hajlajf w wersji Octawia okazało się zbyt piękne, by było prawdziwe.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (2)

  • SUVENNES

    |

    A to kłamczuchy! Ale za to „renówki” mają ładniejszy znaczek 😉

    Reply

    • Krzysztof Wiśniewski

      |

      Teraz już wiem, że była to technika tzw. „stopa w drzwi”. I choć Dorota konsekwentnie nie szkoli sprzedawców z technik perswazyjnych, bo się nimi brzydzi, to wiele o nich wiemy. Zobacz też tekst: http://abcdw.pl/blog/dwie-brawurowo-zrobione-sztuczki-handlowcow/ – ten sam mechanizm. Jak to widzisz, to się śmiejesz! Jak nie widzisz, to przepłacasz. W razie czego pytaj, podpowiem jak sobie radzić w takich sytuacjach, bo skutecznych pomysłów jest kilka. Zawsze działa „zdarta płyta” w odniesieniu do pierdułek. Jak już cię złapie sprzedawca na haczyk, tuż przed podpisem na umowie wróć z pytaniem w stylu: „Dlaczego w standardzie nie ma koła zapasowego. Przecież każdy umie je zmienić”. Gdy dostaniesz dojazdówkę gratis po 10 ponownie zadanym pytaniu, to przejdź do kolejnego detalu itd. Choćby przez tydzień. Gdy usłyszysz, że sprzedawca umawia się z kimś na prezentację na jakąś godzinę, to dzwoń do niego właśnie wtedy gdy jest bardzo zajęty od razu mówiąc czego oczekujesz itd.

      Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: