Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Cud. Efekt uboczny prawa wielkich liczb. Grecja też występuje.

Greckie pomidoryWprawdzie zwykle w weekend przygotowujemy coś lżejszego do publikacji w blogu, ale dziś nie mogłem wysiedzieć na tyłku i musiałem napisać, to co mam do napisania. Doświadczyłem cudu! No może nie na miarę chodzenia po wodzie, to udało się dotąd dwu osobom, którzy skorzystali z wody w stanie ciekłym i milionom tych, którzy robili to korzystając z faktu, iż woda była w stanie stałym.  Ten cud był inny.

A było to tak. Przed wyjazdem na tygodniową rundę po Polsce ze szkoleniami Dorota rzekła do mnie: „Masz tu książkę, którą skończyłam czytać. Przy twoim tempie czytania zajmie ci to ze dwie godziny, a z pewnością będziesz zadowolony”. No to wziąłem. Ta książka to: Joanna Nicklasson-Młynarska i Mikael Backman, Greckie pomidory czyli dom na końcu drogi, Wydawnictwo Czarna Owca 2010. I rzeczywiście. Wziąłem ją w niedzielę wieczorem w garść i przed zaśnięciem połowę już połknąłem, a w zasadzie zjadłem, bo przecież miała być o pomidorach. Drugą połowę skonsumowałem wczoraj i co tu dużo ukrywać, zachwyciłem się po prostu. Jestem uczuciowy i daję się dość łatwo złapać ciepłym i puchatym opowieściom czy filmom. Płaczę jak ona go kocha, on jej nie kocha, a potem kochają się w finałowej scenie. „Pretty Woman” jest tego znamienitym przykładem. „Notting Hill” widziałem pewnie ze 20 razy, a i tak zawsze w ostatnich minutach martwię się, czy największa pierdoła świata zdąży na konferencję prasową. A potem cieszę się, że zdążył. Ot, taki to ze mnie „maczo” przed telewizorem. DVD z „Mamma Mia” to chyba najbardziej zdarta płyta w naszym domu.

Wracając do książki. Lektura była tak przyjemna, że znowu zamiast rano wziąć się ostro do roboty zastanawiałem się zerkając na grecki, ceramiczny domek na mym biurku jak to będzie, gdy już w końcu tam się przeprowadzimy. I tak sobie myślałem i myślałem, aż wymyśliłem że przejrzę FB i Google+, bo przecież nie mogę zacząć dnia aż tak gwałtownie. No to przejrzałem. Na FB prawie to samo, co wczoraj tylko udostępnione przez inną osobę. Na Google+ więcej zdjęć kwiatów i kochających swe pociechy rodziców, ale z grubsza to samo co wczoraj, tydzień temu itd. Tak na marginesie, mam ostatnio opory, by zerkać w serwisy informacyjne, bo albo nieboszczyki za wschodnią granicę, albo rozdawnictwo wszystkiego, wszem i wobec wszystkich przez partię rządzącą z powodu zbliżających się wyborów lokalnych. Nie mam potrzeby targania sobie nerwów i nie oglądam. Bardziej odpowiada mi świat bez przemocy i taniego populizmu, nawet jeśli jest to obraz świata zakłamany.

Znowu dygresja spowodowała, iż straciłem główny wątek. Gdy tak sobie oglądałem owo Google+ trafiłem na link przygotowany przez moja internetową koleżankę Sylwię. Ona mieszka w Grecji i co jakiś czas podrzuca tekst na temat tego, co widziała i co jej się podobało. Tym razem opowiedziała o wysepce Aegina http://secretplacesofgreece.blogspot.com/2014/08/aegina.html Och i ach to jedyne co mogę powiedzieć na temat przedstawionego przez nią miejsca.

Ale, ale! Czujecie ten wątek? Wczoraj skończyłem czytać książkę o tym jak para Polka i Szwed przenieśli się do Sigri na Lesbos i tam sobie pięknie mieszkają. Dziś tuż po obudzeniu mogłem czytać cokolwiek, a jednak natychmiast rzucił mi się na oczy teksty Sylwii. To nie może być zbieg okoliczności. Takie rzeczy nie zdarzają się przecież! A przynajmniej nie wtedy, gdy ani Dorota ani Sylwia nie komunikowały się ze sobą. Cud! To się przecież normalnie nie zdarza!

Rozczaruję Was nieco. To tylko statystyka i moje błędy konfirmacji (fajna nazwa, nie?). Ich skutkiem jest apofenia czyli szukanie związków przyczyna – skutek tam, gdzie ich nie ma. Sami pewnie doświadczacie tego codziennie. Myślisz w drodze do pracy, że zaraz ktoś się wpakuje na czerwonym i zatrzyma auta na chwilę i właśnie ktoś wchodzi. Myślisz, że dziś wszyscy są gburowaci i rzeczywiście koleś, który zawsze ci się kłaniał pierwszy nie przywitał się rano. Myślisz, że jesteś w ciąży i na ulicy widzisz tylko kobiety z wózkami. Złudzenie paskudne, ale powszechne. Trudno się od niego uwolnić. I stąd biorą się cuda. Ciekawie na to spojrzał J. E. Lettlewood. Jest matematykiem w Cambridge i wykazał w swojej książce: „Littlewood’s Miscellany”, że skoro coś się dzieje wokół nas średnio co sekundę, a prawdopodobieństwo zdarzenia, o którym mówimy: to się zdarza raz na milion odbywa nazywamy „cudem”, to łatwo policzyć ile sekund jest w dobie, tygodniu i miesiącu i ze zdziwieniem stwierdzić: cuda wokół nas statystycznie zdarzają się raz na dwa tygodnie (1209600 sekund). W przypadku, którym ja akurat wziąłem książkę o Grecji, a Sylwia opublikowała swój kolejny wpis w blogu, zaś w głowie mej zaświtało: „to nie może być zbieg okoliczności” wcale nie jest lepiej. To po prostu jest apofenia.

Dobrze, kłamać nie będę. Był w tym jakiś cud, taki prawdziwy, bez liczenia prawdopodobieństwa zdarzenia. Grecja jest takim cudem. I ludzie, którzy tam żyją również. I ci, którzy potrafią o tym wszystkim, nam patrzącym przez szybę na cukierki, opowiadać. To jest najprawdziwszy cud i tego się będę trzymał. I marzę, by też czynić cuda!

PS. Bohaterom książki udało im się to, co pewnie najtrudniejsze przy przeprowadzce w inny obszar kulturowy: prawdziwie zintegrowali się z mieszkańcami. Piękne życie. Też tak chcę i z takich miejsc jak opisują chcę co dzień wysyłać Wam nowe wpisy w blogu. Spróbuję odnaleźć ich w internecie. Jeśli mi się uda, to poproszę o jakieś zdjęcie z okolicy gdzie mieszkają. Liczę, że spełnią moją prośbę i dołączę je wkrótce do tego tekstu. 

 

Słowa kluczowe:, , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • sylwia

    |

    Miło mi było bardzo czytać twoj artykuł,tym bardziej że zostałam pońiekąd bohaterką.Ja kocham Grecje i bardzo zżyłam sie z ludzmi, i za nic w świecie nie chciała bym z tąd wyjeżdżacć, ale kto wie czy nie będe musiała?kryzys zaczoł mi poważnie dokuczać, czy to też apofemia że właśnie dziś przeczytalam twój artykuł?

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: