Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

  • abcdw.pl
  • Anegdoty i cytaty
  • Człowiek jest o wiele bardziej podatny na wpływ najbliższego otoczenia, niż mogłyby się wydawać

Człowiek jest o wiele bardziej podatny na wpływ najbliższego otoczenia, niż mogłyby się wydawać

Punkt przełomowy

Psycholodzy społeczni – Bibb Latane z Uniwersytetu Columbia i John Darley z Uniwersytetu w Nowym Jorku – postanowili dokładniej przyjrzeć się zjawisku, które nazwali efektem widza. W serii eksperymentów badawczych zainscenizowali rozmaite sytuacje zagrożenia, wymagające interwencji postronnego obserwatora. Istota eksperymentów sprowadzała się do pytania: czy ktoś przyjdzie z pomocą ofierze? Ku zaskoczeniu badaczy okazało się, że czynnikiem decydującym o udzieleniu pomocy była liczba świadków zdarzenia.

W jednym eksperymencie student przebywający sam w pokoju miał udawać atak epilepsji. Gdy przebywająca w sąsiednim pomieszczeniu jedna osoba miała pewność, że tylko na słyszała niepokojące odgłosy zza ściany, spieszyła z pomocą 85 razy na 100. Ale gdy wiedziała, że odgłosy słyszały cztery inne osoby, udzielała pomocy tylko 31 razy na 100. W innym eksperymencie Latane i Darly badali reakcję uczestników na dym wydobywający się spod drzwi. I znowu – gdy świadkiem zdarzenia była jedna osoba, reagowała w 75 przypadkach na 100, natomiast kiedy dym zauważyła grupa – liczba reakcji spadała do 38 razy na 100. Wniosek: w przypadku grupy dochodzi do rozproszenia odpowiedzialności. Poszczególne osoby zakładają, że ktoś inny na pewno wezwał pomoc albo, że zdarzenie (…) jest naprawdę niegroźne. (…)

Istota teorii wpływu środowiska zawiera się w stwierdzeniu, że człowiek jest o wiele bardziej podatny na wpływ najbliższego otoczenia, niż mogłyby się wydawać.

Źródło: Malcolm Gladwell, Punkt przełomowy, Wydawnictwo Znak, 2009, s. 32


Wyciągnięcie ręki do kogoś w mniejszym czy większym kłopocie, to pewnie obszar, o którym każdy z nas miałby coś do powiedzenia. Raz byłoby to coś złego, innym razem dobrego, ale najczęściej pewnie będzie to: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Sam kiedyś doświadczyłem podobnej sytuacji i z racji Świąt chętnie się tym podzielę. Z całą pewnością doświadczyłem wówczas tego, o czym pisze Gladwell w swojej ponadczasowej książce.

Nie umiem umieścić tego wydarzenia na tyle precyzyjnie na osi czasu, by powiedzieć: „było to w …. roku”. Nie pamiętam kiedy to było, natomiast nie mam problemu z przypomnieniem sobie ogólnego tła. Pracowałem wtedy w Instytucie Fizyki w Toruniu na Grudziądzkiej. Któregoś dnia, chyba to było po pracy, ruszyłem w stronę starówki. Kto zna okolice, to wie, że najkrótsza droga wiedzie wzdłuż dawnej ulicy Chełmińskiej, a dziś to chyba Solidarności (ponieważ zmianom władzy może towarzyszyć nazwa zmian ulic i liczebność pomników, więc nie przywiązuję się do tych nazw i operuję na poziomie tych, których nauczyłem się na jakimś etapie życia). Przeszedłem na drugą stronę Czerwonej Drogi i kto wie, to wie, a kto nie to niech sobie wyobrazi, skwer przy muzeum etnograficznym zaczyna się od usypanej górki na którą trzeba podejść (kiedyś był tam podziemny schron) i zejść z jej drugiej strony. Taki garb na kilkanaście schodków pod górę, płasko i z góry. Na płaskim zwykle rosną kwiatki i stoją ławki itp.

Gdy wszedłem na górę okazało się, że przy kwiatach na chodniku leży pijaczek nieźle sfatygowany przez los, a w zasadzie kilka półlitrówek losu, tak na oko. Ludzie oczywiście odsuwali się i obchodzili go dość szerokim łukiem. Gdy byłem bliżej, chłop wyciągnął rękę prosząc o pomoc w podniesieniu się choć trochę. Cóż, młodemu adeptowi nauki nie przystawało pochylać się nad nim, podobnie jak pozostali ludzi ominąłem go na tyle szerokim łukiem, by nawet jego zapach do mnie nie dotarł i poszedłem dalej.

Pewnie dziś bym o tym wydarzeniu nawet nie pamiętał (a bo to raz pijaczka czy kloszarda na drodze pijanego widziałem?) Gdyby nie to, że nie muszę specjalnie sięgać pamięcią, by cały czas widzieć tą jego rękę skierowaną w moją stronę o pomoc. Cóż, wątku nie będę rozwijał, ale od tamtej pory, mam nadzieję, że nie przeoczyłem na ulicy nikogo kto leżał, mniej lub bardziej sponiewierany wódką i nie zapytałem: „wszystko w porządku chłopie? Dajesz sobie radę?” A jeśli coś budzi moje wątpliwości, to dzwonię po pogotowie albo policję. Jak trzeba, to pomagam wstać i posadzić tyłek choćby na trawie.

Może więc ważne było wtedy to, bym nie pomógł temu jednemu człowiekowi? Może dzięki temu łatwiej mi teraz schylać się nad pozostałymi? Bóg jeden raczy wiedzieć.

Wracając do Malcolma. Nie mam bladego pojęcia, czy gdybym wtedy na ulicy był sam, to bym schylił się i mu pomógł. Nie wiem. Zdaniem psychologów, ze zdecydowanie większym prawdopodobieństwem tak i nie czekałbym na to, że zrobi to ktoś inny. Rzeczywiście łatwo jest pomyśleć, że powinna tym się zająć policja czy inne służby; rzeczywiście znacznie trudniej zrobić coś samemu, gdy tłum robi coś oczywistego, czyli nic. Strasznie trudno odnaleźć się w takiej sytuacji. Z własnego doświadczenia życiowego wiem, że co najmniej raz sobie nie poradziłem. Nie wiem oczywiście, czy rysa w pamięci, która mi po tym wydarzeniu została w głowie jest na tyle znaczna, że drugi raz nie przejdę obok. Nie wiem. Mam nadzieję, że znajdę dość siły w sobie, by zupełnie nie zwracać uwagi na otoczenie i robić, to zgodne jest z moim systemem wartości, w tym przypadku zbudowanym na doświadczeniu.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: