Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Człowiek zorganizowany to klient szkoleń z zarządzania czasem

Jak zaoszczędzić godzinę dziennie Odwiedziłem kilka kursów, wysłuchałem kilku audycji radiowych i przeczytałem kilka książek, aż doszedłem do wstrząsającego wniosku: większość kursów zarządzania czasem jest tworzona dla osób, które świetnie zarządzają swoim czasem! Co gorsza, aby wypełnić niezbędne ankiety i obliczenia, w niektórych programach nauki zarządzania czasem przydałby się dyplom zz wyższej matematyki! A ja jestem prostym człowiekiem – i potrzebuję prostych rozwiązań.

Zrobiłem więc to, co zawsze – poprosiłem innych o wskazówki, przekształciłem nieco kilka klasycznych pomysłów i przetestowałem kilka własnych. W rezultacie otrzymałem dwudniowy program szkoleniowy, po brzegi wypełniony koncepcjami, które gwarantowały pomoc w odnajdywaniu dodatkowej godziny każdego dnia. By tylko jeden problem – ci, którzy potrzebowali jej najbardziej, nie mieli czasu, aby pojawić się ci na spotkaniu!

Źródło: Michael Heppell, Jak zaoszczędzić godzinę dziennie, Helion S.A. 2013, s. 14


Nie dalej jak parę dni temu w tekście o oszczędzaniu czasu obśmiewałem pomysł zaoszczędzania czasu wskazując, że czasu nie da się schować w szufladzie, by teraz cytować kolejnego autora, dla którego możliwość ta jest nie tylko oczywista, ale i sprawdza się  w praktyce. „No i masz babo placek” – przychodzi na myśl. Przecież odrobina konsekwencji w działaniu, szczególnie w działalności popularyzatorskiej, to podstawa! Bez tego nie da się zbudować wiarygodności.

Myślę jednakże, że zupełnie przekonywującym będzie stwierdzenie: ot, i to cały urok nauk społecznych czy humanistycznych. Tyle ile głów rozmyśla nad danym problem tyle może być hipotez czy koncepcji i co ciekawe, wiele sprzecznych pozytywnie weryfikują eksperymenty. Dla fizyka, którym się czuję, to była jedna z najtrudniejszych do zaakceptowania idei, z którą przyszło mi się zmierzyć. Dziś przyjmuję ten fakt do wiadomości z dobrodziejstwem inwentarza: każdy z nas ma prawo do wyrażania własnych sądów i własnych ocen postrzeganych zjawisk, w szczególności zjawisk społecznych. Prowadzi to również do dalszego wniosku: rozmawiajmy o naszych punktach widzenia, bo dzięki temu możemy je rozwijać.

Wracając do myśli Heppell’a ze wstępu do jego książki (nie dodałem, ale w pierwszym akapicie pisze, że można tego nie czytać) podjął on niezwykle istotny problem jakiejkolwiek działalności biznesowej, w tym biznesu szkoleniowego, a mianowicie adekwatności grupy docelowej.

Pamiętam jedno ze szkoleń, które kiedyś prowadziłem. Uczestnikami byli pracownicy jednej organizacji, zaś tematem miało być wykorzystanie Microsoft PowerPoint w praktyce tworzenia prezentacji. Szkolenie to całkowicie wymknęło mi się spod kontroli, zostałem fatalnie oceniony, co było niemiłym zaskoczeniem i przyznam to jedyny przykład z mej praktyki szkoleniowej, gdy dostałem tak beznadziejny feedback. Mojego nastroju ani trochę nie poprawiła informacja otrzymana ze dwa tygodnie później od mej koleżanki po fachu, która przejęła tę samą grupę, że została ona oceniona tak źle jak nigdy dotąd. Od nitki do kłębka zaczęliśmy przyglądać się grupie i okazało się, że na blisko 20 osób, które były w sali szkoleniowej cztery czy pięć, to byli starzy wyjadacze w branży informatycznej, którzy niejedną godzinę spędzili przy pracy  z tym programem. W konsekwencji, wykonywali ćwiczenia niezwykle szybko, popadali w znudzenie i aktywnie dzielili się swoimi wrażeniami z otoczeniem. Oczywiście nic ani nikt mnie nie usprawiedliwia – to tylko ja odpowiadam za niepowodzenie tego szkolenia i nawet przez sekundę nie zamierzam zrzucać winy na kogokolwiek. Wiedza ta pozwoliła mi od tego momentu patrzeć bardzo dokładnie na temat tego, kogo mam w sali szkoleniowej i jeśli mam osoby z przygotowaniem profesjonalnym, to zupełnie inaczej dzielę czas na pozostałych uczestników szkolenia. Nie ma więc tego złego, co na dobre by nie wyszło, jak powiada stare porzekadło.

W tym sensie rozumiem zastrzeżenie Heppell’a. Jeżeli na szkoleniu z wyrobienia danej umiejętności pojawią się uczestnicy świadomi swych potrzeb, a w konsekwencji posiadający mniej lub bardziej uświadomioną wiedzę na temat przedmiotu szkolenia, to droga do porażki tego szkolenia jest dość prosta. Trudno zadowolić w takiej sytuacji wszystkich uczestników – zarówno tych, którzy przyszli nauczyć się czegoś nowego jak i tych, którym się wydaje, że nauczą się czegoś nowego jak i tych, którzy zostali na to szkolenie wysłani przez zwierzchnika i chętniej sami by je poprowadzili zgodnie ze swoim postrzeganiem tematu. Rozmawiając z innymi trenerami, praktycznie każdy mógłby przytoczyć podobny przykład ze swojej historii pracy szkoleniowej. Już pierwsze minuty takiego szkolenia pokazują, że pojawia się niespodziewana trudność w nawiązaniu porozumienia z grupą, że część tematów jest mniej lub jawniej bojkotowana, że uczestnicy podejmują próby zastąpienia trenera, co wprost prowadzi do, zwykle ukrytej, konfrontacji.

Choć oczywiście cała odpowiedzialność za wynik szkolenia spada na trenera, to z pewnością wielką pomocą dla niego może być dział HR czy inny odpowiedzialny za dobór grupy na szkolenie. Nie wystarczy przepisać nazwisk z listy płac; warto również wiedzieć, co dani pracownicy już wiedzą i czy dane szkolenie dla niech to nie pieniądze wyrzucone w błoto.

 

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: