Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Dawaj i bierz – dla mnie lektura na lata

Dawaj i bierz Przyjemnie wylegując się w popołudniowym słońcu dokończyłem dziś lekturę książki, która z pewnością będzie mieć znaczny wpływ na moje życie. Ciągle biegają mi po głowie niektóre z wątków czekając na uporządkowanie w myślach na dłużej. Ta książka to wspomniana kilka dni temu „Dawaj i bierz” Adama Granta (Muza S.A., Warszawa 2014). W tej chwili nie jestem jeszcze pewien czy pojawią się jakieś cytaty, ale na wszelki wypadek informuję, iż jeśli będzie takowy i nie zaznaczę inaczej, to znaczy iż pochodzi on z tej książki.

Unikam pisania recenzji. Chyba sam nie przepadam za czytaniem ich, bo informacja mówiąca, iż książka jest warta przeczytania czy też nie ma tak dalece subiektywny wymiar, że jest mi to zupełnie obojętne czy autor recenzji poleca ją czy też nie. Dla mnie istniej tylko jedno kryterium: będę do książki wracał w przyszłości, albo nie. Do tej z pewnością wielokrotnie wrócę. To oczywiście błąd logiczny, bo mówiąc, że będę wracać zakładam, że znam przyszłość, a przecież jej nie znam. Potraktujmy więc to wyznanie jako taką na wyrost stworzoną figurę retoryczną.

Wracając zaś do książki. Kupiłem ją bez zaglądania w tekst, bo pięknie zadziałał, tak chętnie wykorzystywany przez marketingowców, efekt aureoli. W tym przypadku miał on postać rekomendacji napisanej przez prof. Roberta Cialdini’ego i sprowadzał się do stwierdzenia: warto kupić. Mała dygresja, właśnie uświadomiłem sobie, że gdyby napisał: „w żadnym wypadku nie kupuj”, to i tak bym tej uwagi nie widział tylko nazwisko i z pewnością bym kupił. Co najwyżej dziwiłbym się potem przez długi czas: dlaczego Cialdini to rekomendował. Tak właśnie działa ten efekt.

Wracając do lektury. Ta książka to jeden z nielicznych przypadków, gdy po jej przeczytaniu nie wiem czy zaliczam się do grupy dawców (stawiają dzielenie się z innymi, pracę na ich rzecz na pierwszym miejscu), biorców (najpierw ja, potem długo, długo nic i w drodze wyjątku na końcu drogi inni) i tych którzy przy każdej okazji handlują czyli rewanżystów (zrobię ci dobrze, jak ty mi się zrewanżujesz; figlarzom nie rekomenduję nadinterpretacji zwrotu „zrobię ci dobrze”). Czy to znaczy, że tak źle książka wyjaśnia to zagadnienie? Zdecydowanie jest inaczej. Grant doskonale wskazuje na różnice, ale siła człowieka leży w tym, iż jego szufladkowanie jego zachowania bywa trudniejsze niż to na pierwszy rzut oka wygląda. Nie mam widocznie dość dużego dystansu do siebie (ciekawe czy Ty go masz), bym mógł wydać jednoznaczny werdykt i z pewnością powiedzieć: „jestem taki czy owaki”.

Po przeczytaniu pierwszych stron wydawało mi się, że jestem dawcą. To zresztą dość przyjemnie łechtało moją próżność, bo lepiej być tym co daje innym za free niczym  krowy na pastwisku. Ale potem przyszło otrzeźwienie i pojawiły się w mej głowie pytania: „dobrze, mówisz że dajesz, ale czy nie zdarzyło ci się pisać tekstu na blog nie dlatego, że miałeś coś do powiedzenia tylko dlatego, że harmonogram wymagał, by coś się pojawiło?” Cóż, odpowiedź na takie pytanie nie była miła. „OK” –  pomyślałem – „bywam rewanżystą”. Ale superego nie próżnowało pytając dalej: „a pamiętasz jak targowałeś się bez opamiętania, choć wiedziałeś, iż z nawiązką masz to co chciałeś uzyskać, a teraz tylko odbierasz resztki zysku osobie po drugiej stronie stołu?” „Cóż”- myślę sobie – „Bywało. Zatem, od razu dodałem, moim podstawowym narzędziem jest rewanż (zrobię coś dla ciebie, ale ty zrób dla mnie) zaś często robię wycieczki w stronę brania”. Nos mi opadł na kwintę, bo z książki wynikało, iż na życiowy sukces w kategoriach długiego czasu liczyć mogą głównie dawcy, przy czym najbardziej zadziwiające jest to, iż okupują oni równie często szczyty szczytów jak i doliny dolin. W tym drugim przypadku, to efekt który dobrze znam z czasów gdy byłem asystentem w Instytucie Fizyki gdzie pomagając wszystkim we wszystkim nie obroniłem na czas doktoratu i musiałem odejść. Mam satysfakcję z aktywności i niedobór tytułu przed nazwiskiem mimo ogromnego zaangażowania.

Na dziś wystarczy. Mam zbyt wielki mętlik w głowie, by w ten poniedziałkowy, wakacyjny ranek pisać coś więcej. Postanowiłem kolejny wpis oparty o cytat z tej książki poświęcić kobietom, bo informacje, które tam znalazłem nieco mnie zaskoczyły.

Na szafce przy łóżku leży już kolejna książka, którą po zakupie przebiegłem wzrokiem, a teraz mam gotowość czytać. Jest to „Moralność mózgu” napisana przez Patricię S. Churchalnd. Pierwsze strony zrobiły na mnie znakomite wrażenie. Wkrótce napiszę więcej.

Słowa kluczowe:, , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • AdaDobrzeGada

    |

    Książka już od dwóch tygodni leży u mnie na półce, czas najwyższy się za nią wziąć!

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: