Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Dziurka w mózgu czyli żwirek dla kotów

zeszytChoć tytuł może wydawać się nieco dziwny, to jednak dobrze oddaje on historię, która przydarzyła się nam wczoraj i której skutki nadal są widoczne.

Zwykle staramy się mieć zapas żwirku dla kotów. Kuwety mamy dwie: jedna stoi na piętrze zaś druga na parterze, tak by nasze leniwe koty nie wpadły na pomysł realizacji swych potrzeb w miejscach pod ręką, a nie wskazanych przez nas. Oczywiście, że co jakiś czas wpadają na niebanalny pomysł zmieszczenia tyłka gdzieś za meblami w konsekwencji czego zmuszeni jesteśmy do ich odstawiania i sprzątania, ale taki to już los posiadacza kotów. Nauczyliśmy się z tym żyć i nie narzekamy na to, bo i tak za jakiś czas przytrafi się znowu.

Wczoraj rano okazało się, że skończył nam się zapas żwirku. Zwykle kupujemy go w Lidlu, bo nie śmierdzi chemią zbyt mocno, dobrze się zbryla i nie ma kłopotu z wyrzucaniem go z kuwet. Koty też go tolerują, cena jest nie tyle znośna, co po prostu niska na tle innych tego rodzaju produktów, więc z czystym sumieniem reklamuję go wszem i wobec, bo sami jesteśmy zadowoleni. Ale, mimo 10kg w opakowaniu, i tak potrafi nam się niespodziewanie skończyć, szczególnie teraz gdy maluchy przeszły na normalne kocie jedzenie i lądują w kuwecie dość często.  Wytrzymaliśmy do popołudnia, bo planowaliśmy być wtedy w Toruniu i tu zaczyna się sedno tej historii.

Cały dzień przypominaliśmy sobie wzajemnie, że trzeba kupić piasek dla kotów.

– Tak, to najważniejszy zakup. Zapiszmy to sobie, wpiszmy w telefon itd.  – z uporem powtarzało każde z nas czując jak z godziny na godzinę gęstnieje atmosfera wokół kuwety na dole.

Dorota, nie zapomnę – z zapałem mówiłem, bo nos mi podpowiadał, że bez żwirku życie stanie się trudne.

Po południu odwieźliśmy tatę do jego domu i ruszyliśmy po zakupy. Gdy zapytałem:

– Do Lidla?

– Nie, pojedźmy do galerii, wejdźmy do Empiku i do Reala. Tam wszystko kupimy, by nie kręcić się po Toruniu bez potrzeby  – odrzekła Dorota.

– A piasek też w Realu? Nie przypominam sobie, by mieli jakiś dobry – zapytałem.

– Tak, coś znajdziemy i nie będziemy musieli jeździć tam i z powrotem – odpowiedziała ma lepsza połówka.

I pojechaliśmy. Oczywiście straciłem poczucie czasu, gdy stanąłem między półkami z książkami, a potem już dość żwawo, bo czasu nieco straciliśmy poszliśmy do Reala. Wrzuciliśmy do koszyka dziwne rzeczy, których oczywiście nie planowaliśmy kupić i po 30 minutach stanęliśmy przy kasie. Zapłaciliśmy i pojechaliśmy do domu. Gdy Dorota rozpakowywała siatki nagle zawołała:

– Nie kupiliśmy piasku dla kotów! (tak po prawdzie powiedziała to nieco jędrniej, choć nie tak jędrnie jak gros Polaków to robi, ale względy estetyczne każą mi nieco artystycznie przetworzyć jej wypowiedź).

To była prawda. Były książki i masło do szarlotki (jedz jabłka, kopnij Putina), ale żwirku nie było. Zapach z kuwety roznosił się już po całym dole i nie pozostało mi nic innego jak zadeklarować, iż przyniosę im zwykłego piasku, który od paru lat zalega przy naszym płocie jeszcze z czasów budowy domu. Jak postanowiłem tak zrobiłem i wiadro z piachem po chwili było w domu. Nie tłumi on wprawdzie tak zapachów jak te sztuczne, ale do rana zadanie spełni, a dziś syn gdy będzie w Toruniu kupi po drodze wszystko, co trzeba i do południa przywiezie.

Po co jednak przytaczam tę historię, która nam się wczoraj przydarzyła? Otóż, to dobry przykład tego, o czym piszą dr Kevin Hogan i dr Mary Lee LaBay w swojej książce: „Wrota do nieświadomości. Odkryj tajemnicę autohipnozy” wydaną przez Wydawnictwo Helion w 2011 r. Pierwszy rozdział zatytułowany: „Czy pamiętasz, kiedy udało Ci się wszystko zapomnieć?” rozpoczynają tak:

Jedziesz właśnie samochodem do pracy. Kiedy docierasz na miejsce, uświadamiasz sobie nagle, że w zasadzie nie pamiętasz zbyt wiele z tego, co zdarzyło się pomiędzy opuszczeniem domu a zatrzymaniem się na firmowym parkingu, ale mimo to udało Ci się bezpiecznie dojechać. Jak to możliwe?

Zwykle wsiadasz do samochodu i jedziesz. Teoretycznie każdy powinien pamiętać pokonywane zakręty, widziane znaki drogowe i napotykane zjazdy z autostrady, ale z jakichś powodów ciężko nam sobie przypomnieć takie rzeczy. Dlaczego? Otóż dlatego, że podczas jazdy jesteśmy w transie. Niektórzy pytają hipnotyzerów, czy możliwe jest zapomnienie tego, czego doświadczało się w transie. Ty możesz oszczędzić sobie tego pytania, gdyż wiesz już, że nie tylko jest to możliwe, ale każdy z nas dokonuje tego każdego dnia!

Byliśmy tak zajęci bieżącymi sprawami, że inne choć rzeczywiście istotne przestały mieć znaczenie i zniknęły gdzieś w dziurce w mózgu. Zupełnie jak w transie, gdy wydawało się, iż nie może nikt z nas o tym zapomnieć (byliśmy w sklepie we trójkę), a jednak tak się stało.

Żwirek dla kotów z lidlaTo też każe mi z nieco innej perspektywy patrzeć na wiele z podejmowanych zobowiązań. Buduję swoją wiarygodność przez fakty i wywiązywanie się ze złożonych deklaracji. I choć intencje, którym ponoć piekło jest wybrukowane, miewam doskonałe, to gdy przychodzi do realizacji po prostu zapominam,  że miałem to czy tamto zrobić. Wiarygodność dostaje po uszach, muszę się po tym jakoś tłumaczyć, często dość głupio i pokrętnie, bo stwierdzenie: „zapomniałem” budzi złość po drugiej stronie. Może powinienem wtedy mówić: „przykro mi, że nie wywiązałem się z obietnicy, ale znajdowałem się w stanie autohipnotycznego transu”. Też nie brzmi to najlepiej, bo wygląda na zrzucanie odpowiedzialności na nieokreślone „Coś”. To może pozostanę przy tym, co zwykle pomaga czyli dopiszę do zadanie do listy zadań w moim zeszycie codzienny spraw i odhaczę, gdy będzie już zrealizowane? Tak, to chyba najlepszy patent na zapamiętywanie i unikanie potrzeby tłumaczenia się z niesumienności.

PS. Kiedy post czekał dojrzewał sobie przed publikacją, nasza pociecha przywiozła dwa opakowania piasku, więc na parę dni będzie zapas.

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: