Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Ekodyktatorom mówię: nie.

Marketing 3.0 Korporacje, które zdecydują się na zrównoważony wzrost, będą miały dostęp do obu końców rynku – do rynków dojrzałych i do rynków ubogich. Konsumenci na rynkach dojrzałych uwielbiają koncepcje zrównoważonego rozwoju – dociera ona do ich ducha człowieczeństwa. Badanie przeprowadzone przez amerykańską firmę sondażową Cone wykazało, że pomimo większej kontroli wydatków domowych 44% konsumentów nadal kupuje produkty „zielone”. Około 35% konsumentów stwierdziło nawet, że po kryzysie ich zainteresowanie takimi produktami wzrosło. Z badania Forrester Reserch wynika, że marki odpowiedzialne społecznie oddziałują na 80 procent konsumentów, z czego 18 procent jest chętnych płacić za nie więcej. Podobnie, marki przyjazne środowisku przyciągają 73 procent konsumentów, z czego 15 procent jest gotowych płacić za nie więcej. Z drugiej strony, społeczności ubogich konsumentów czekają na rozwiązanie ich problemów. Postępowanie odpowiedzialne społecznie zapewni lepsze rozwiązania, a firma dzięki temu zdobędzie szacunek. Z perspektywy marketingowej zrównoważony rozwój pozwala firmom na dotarcie do nowych segmentów rynkowych, szczególnie do rosnących segmentów konsumentów stawiających na współpracę, aktywność kulturową i kreatywność. Właściwe postępowanie budzi podziw wśród konsumentów i staje się zalążkiem społecznościowych dyskusji. Źródło: Philip Kotler, Marketing 3.0, MT Biznes, 2010, s. 131
Jeżeli jest jakieś zjawisko na rynku, które w jednakowym stopniu neguję i podziwiam w tym samym czasie to z pewnością należy do niego tzw. zrównoważony rozwój. To nieco schizofreniczne podejście z mojej strony łatwo wyjaśnić: podziwiam i dziękuję tym, dla których równowaga w środowisku to podstawa życia i przy okazji psioczę jak cholera, gdy muszę za to płacić. Właśnie, wyjaśnienie całego zamieszania w mojej głowie z pewnością kryje się w pojęciu „muszę”. Nie mam problemu z podejmowaniem decyzji, nawet trudnych decyzji finansowych, jednakże włączają mi się wszelkie lampki ostrzegawcze, by nie powiedzieć mechanizm ultra negacji, gdy staję przed koniecznością zrobienia czegoś w wyniku czyjejś perswazji czy nacisku. Nie akceptuję tego, iż zdaniem kogoś coś muszę zrobić i tyle. Mam swój rozum i wara wszystkim od wchodzenia w obszar, który traktuję jako teren mojego własnego ja. Zrobię tylko to na co mam ochotę (motywatorem w jednakowym stopniu może być przyjemność jak i poczucie obowiązku, to bez znaczenia). Wracając do zrównoważonego rozwoju. Odczuwam wielką radość w tym, że żyję w coraz czystszym środowisku naturalnym. Rzeczywistość nie myli; choć nadal tu i ówdzie zalegają tony śmieci, to Polska w ostatnich latach bardzo się zmieniła. Poczynając od tego, że coraz trudniej spotkać można budynek, który nie został ocieplony nie tylko z szacunku dla portfela inwestora ale również dlatego, że mniej węgla spalanego jest w kotłach po czystość wokół domów czy fabryk. W obrazach z mojego dzieciństwa fabryka musiała być wielka, mieć co najmniej jeden komin sięgający nieba i unosić się musiały dymy i para. Taki industrialny klimat niczym z filmów z akcją w dziewiętnostowiecznej Anglii. Dziś musiałbym się naszukać, by w okolicach, w których najczęściej przebywam spotkać podobny widok. Dziś fabryka to zwykle niewysoki budynek z jakimiś elementami technicznymi na dachu, otoczony zielenią, równo stojącymi samochodami na parkingu pod budynkiem, w części biurowej dużo szkła i stali nierdzewnej czy aluminium. To już nie te pamiętane przeze mnie fabryki. Tak, ten widok skutków zrównoważonego rozwoju wywołuje u mnie bardzo silne pozytywne emocje. Jest jednak też druga strona o podobnej twarzy, acz postrzegana przeze mnie jako przymus, na który absolutnie nie daję zgody. Pierwszy to wszechobecne ekrany akustyczne. Co do łba strzeliło ministerstwu od czystych wody i powietrza, by zakazić przestrzeń miejską i pozamiejską tymi paskudztwami. Umieszczanie ludzi za ścianą, odgradzanie drogi od przestrzeni to jakieś wariactwo. Sam jeszcze tego nie widziałem, ale przeczytałem, że we Włocławku nawet pasy drogi między sobą zostały zamknięte w semi-tunelach z pionowych ścian. Jak dalece można posunąć się, by uczynić człowieka wyobcowanego ze środowiska naturalnego czy społecznego. Pojąć tego nie mogę. Druga sprawa wiąże się bezpośrednio z brakiem mojej zgody na konieczność ponoszenia kosztów tzw. „zielonej energii elektrycznej” niezbędnej dziś do życia. Rozumiem, że przykład przyszedł z bogatych społeczeństw, dla których jest to element zrównoważonego rozwoju. Ale czy zrównoważony rozwój powinien być finansowany w kompletnie oderwany od realiów ekonomicznych sposób? Moja odpowiedź brzmi: zdecydowane nie! Przyjmuję do wiadomości fakt, iż dzięki siłowniom wiatrowym w ziemi zostanie węgiel, ropa czy cokolwiek innego. Nie akceptuję jednakże faktu, iż w sytuacji w której nie posiadamy dziś tanich technologii produkcji energii elektrycznej w zrównoważony sposób, to jej dotowanie miałoby sens tylko w przypadku, gdy koszt produkcji byłby wyższy o 50 – 100% kosztów w elektrowniach tradycyjnych. Jednak dziś, gdy przekracza on kilkaset, a może i tysiąc procent koszt produkcji z elektrowni węglowych czy jądrowych, to gdzie jest sens? Przecież na zakup takiej energii trzeba zarobić w inny sposób niszcząc środowisko nie ma tu znaczenia czy środki te wypłyną z prywatnych kieszeni czy też ze wspólnej kasy państwa zasilanej podatkami. Politycy, opamiętajcie się! Ta forma tzw. zrównoważonego rozwoju to najgorsza z możliwych do wyboru dróg. Nie chcę tego i mam nadzieję, że Was również do takiego punktu widzenia przekonałem. Precz z ekoprzymusem.  

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: