Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Fotoradar na ogonie. Trzecie rozwiązanie.

Stephen Covey Trzecie Rozwiazanie

Stephen Covey Trzecie Rozwiazanie

Nie wiem czy jest książka, którą wziąłem w ostatnich tygodniach do ręki, która miała tak silny wpływ na moje postrzeganie wielu spraw jak „Trzecie rozwiązanie” autorstwa, mistrza w zakresie empatycznego postrzegania świata czyli Stephen’a Covey’a (Dom Wydawniczy Rebis sp. z o.o., 2012, ISBN 978-83-7510-680-0). Na pierwszy rzut oka jest to rozwinięcie myśli dotyczących poszukiwań synergicznych rozwiązań wyrażonych w „Siedmiu nawykach skutecznego działania”, ale po głębszym przyjrzeniu się i powrocie do wybranych rozdziałów twierdzę jednak, iż pogłębienie sięga tak daleko, że bliżej mu do samodzielnego bytu niż kontynuacji. Do książki tej jeszcze nie raz pewnie będę wracał odnosząc się do różnych przykładów, ale dziś napiszę parę zdań z dedykacją dla Roberta Rebelianta Szmarowskiego, którego działalność społeczną poznałem dzięki artykułowi w gazeta.pl („Pieprz radary” to znaczy „Narobić obciachu złodziejom”, http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,13150802,_Pieprz_radary__to_znaczy__Narobic_obciachu_zlodziejom_.html#BoxSlotII3img   ). Streszczając  niniejszy tekst ograniczę się do stwierdzenia, iż zgodnie z tezą Roberta społeczeństwo może skutecznie przeciwstawiać się niezrozumiałym działaniom władzy na różnym szczeblu restrykcyjnie stosując się do nieżyciowych przepisów. W tym przypadku pretekstem jest wzbudzająca ostatnio wiele debat sprawa instalacji nowych automatycznych radarów. Zarządzanie przychodami związanymi z ich działaniem zasila gminne kasy i państwową rodząc przy tym przypuszczenie, że nie o bezpieczeństwo na drodze tu chodzi tylko o ratowanie budżetu przez Ministra Finansów. Nie będę ukrywał, iż ta argumentacja trafia do mnie bez zbytnich zastrzeżeń. Schlebiam sobie, iż dodał mnie dziś do grona znajomych na facebooku dzięki czemu mogłem dołączyć się do wydarzenia jakim będzie strajk włoski kierowców. Namawiam każdego z Was do przemyślenia przyłączenia się do akcji i na facebooku i na ulicy.

Wracając jednak do trzeciego rozwiązania. Jego idea sprowadza się do myśli: każdy z nas ma swoje racje. Możemy walczyć do końca o to, by racja któregoś z nas wzięła górę, co spowoduje, iż druga strona wyjdzie z poczuciem przegranej. Możemy również osiągnąć kompromis (samodzielnie lub z pomocą mediatora) i wówczas zamiast wszyscy być zadowolonymi, to obydwie strony mają poczucie przegranej, bo w jakimś stopniu musiały ustąpić. Można też podejść do tematu w sposób: czy gotowy jesteś do poszukania trzeciego rozwiązania, w którym ja nie upieram się przy swoich racjach, ty przy swoich tylko wspólnie szukamy rozwiązania jeszcze lepszego niż każdy z nas z osobna może wymyśleć. Synergia jaka pojawia się w tym przypadku przebija na głowę każde z rozwiązań w wersji moja lub twoja racja jest górą. Myśl prosta jak kij i przy odrobinie empatii skierowanej do drugiej strony, odrobinie chęci zrozumienia tak siebie jak i drugiej strony musi się skończyć sukcesem.

Wracając do fotoradarów. Każdego roku przejeżdżam 40 do 60 tys. kilometrów. Plecy mnie bolą od godzin spędzonych za kółkiem (przykładowo: jutro rano ruszam z Torunia do Rawy Mazowieckiej, we wtorek z Rawy do Wrocławia, we środę z Wrocławia do Bolesławca, w piątek z Bolesławca do domu). Dużo mógłbym opowiadać o braku rozsądku z jakim wielokrotnie spotkałem się na drodze. Często ten brak rozwagi miał wygląd pogiętych blach w samochodach wyrzuconych z drogi na pole. Pewnie każdy z nas byłby w stanie wskazać podobne przykłady. Wydaje się zatem oczywistym, iż skoro zdaniem policji nadmierna prędkość ma znaczny wpływ na bezpieczeństwo na drodze (parę dni temu ogłoszony w internecie raport NIK w tej sprawie nie wskazywał tej przyczyny na liście, ale pewności nie mam, bo gdzieś straciłem link do źródła, więc nie traktuję tego jako pewnik, lecz co najwyżej tezę do sprawdzenia), to należy stanąć na głowie, by z jednej strony ograniczyć ją do bezpiecznego poziomu, a z drugiej postawić w najwyższej gotowości instytucje państwowe, by ograniczenia egzekwować. Powiem więcej, to naszym – kierowców – celem winna być jazda tak wolna jak pokazują to znaki i to nasze systemy wzajemnego kontrolowania się winny wymuszać prędkość nie większą niż wskazują znaki ograniczeń. Patrząc na powyższe zdania zachwycam się prostotą rozumowania i … śmieję się pod nosem, bo coś tu nie pasuje. A jeśli urzędnicy traktują sprawę wyłącznie narzędziowo i nie chodzi o bezpieczeństwo tylko  o nowy podatek? I tak oto rodzi się nowa teoria spiskowa: ON – Minister Finansów oraz jego Mali Kacykowie w Terenie postanowili wyczyścić nas z pieniędzy i wypuścili smoki na drogi. O łobuzy, ale na szczęście poznaliśmy się na nich!

 Całe szczęście tak podana teoria spiskowa  nie ma jakiegoś specjalnego wzięcia w mediach. Nie czytałem, by ktoś o zdrowych zmysłach kwestionował fakt, iż wiele jest miejsc na drodze, gdzie odpuszczenie gazu jest niezbędne, by bezpiecznie przejechać. A skoro tak, to mamy przestrzeń do szukania trzeciego rozwiązania.

Jak może ono wyglądać:

  1. Poznajemy się. Szeroko pojmowana władza uruchamia nowe urządzenia, a my, choćby restrykcyjnie stosując się przez jakiś czas do ograniczeń, mówimy: hola, hola, nie tędy droga.
  2. Słuchamy swoich racji empatycznie. Wszystkim nam chodzi o bezpieczeństwo, więc nie ma co dyskutować nad zasadność ograniczeń prędkości w wybranych miejscach oraz egzekucji prawa przez odpowiednie służby,
  3. Z pomocą lokalnych aktywistów społecznych i urzędników tworzymy choćby profile facebookowe dla danych miejscowości i wspólnie dyskutujemy miejsca niebezpieczne. Policja ma statystyki wypadkowości, my mamy rozum związany z codziennym pokonywaniem danych tras i wiemy gdzie słabo widać szkołę za rogiem, gdzie zwykle ludzie przechodzą na czerwonym, gdzie podwójna ciągła blokuje ruch na długim odcinku i później zaczyna się szaleńcze wyprzedzanie miedzy wysepkami dla skręcających w lewo itp. Dyskutujemy o tym publicznie, bo poczucie bezpieczeństwa to jeden z filarów naszego tu i teraz. Siedzi ono tak głęboko w piramidzie potrzeb, że głębiej nie można. W oparciu o dynamicznie wypracowywane opinie (np. zamknięcie drogi w mieście skutkuje natychmiast większym natężeniem ruchu na drogach równoległych) policja i SM stawia ograniczenia i radary.
  4. W konsekwencji takich rozmów znikają radary z miejsc odległych np. o 10 metrów od białej tablicy kończącej miejscowość, co zdarza się dziś nagminnie. Znikają 3 radary i ograniczenie do 40 km/h z dwupasmowej drogi otoczonej z dwóch stron chodnikami bez skrzyżowań i podobnych miejsc.

Nie poddaję mądrości władzy w wątpliwość. Statystyki to statystyki i nie ma co z nimi walczyć tylko pochylić się z pokorą nad wnioskami. Władza nie ma powodu sądzić, iż społeczeństwem obywatelskim można sobie twarz wycierać, bo ono i tak nie wie, co dla niego jest najlepsze. My dobrze wiemy czego chcemy, co poprawia nam poczucie bezpieczeństwa, a co jest przyczyną braku szacunku dla prawa o ruchu drogowym i przez uogólnienie również innych praw.

Władzo, zacznij słuchać obywateli, a rozwiązanie, które zostanie wypracowane wspólnie z pewnością będzie dobre dla nas wszystkich i naszych dzieci.

Dziś władza uparcie dąży do rozwiązania zgodnie z jej postrzeganiem problemu. Urzędnicy nie robią wiele, by synergiczną trzecią drogę znaleźć. Ruch po naszej stronie jest oczywisty: chcemy być słyszani, czyli zgodnie z powyższą listą jesteśmy na drodze do trzeciego rozwiązania. Nie zmarnujmy tej szansy na wielki, pełen poczucia bezpieczeństwa, sukces!

Słowa kluczowe:, , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: