Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Garbusku! Kto zrobił siku w naszym łóżku? Kto?

Małe kotkiW zasadzie planowałem dać tytuł: „Marketing anty czy też pro? Sam już nie wiem”, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie, by nie brzmiało to zbyt handlowo.

Wydaje mi się, iż wspomniałem w którymś z tekstów umieszczonych w blogu, że 24 czerwca, w dzień moich urodzin, staliśmy się szczęśliwymi rodzicami z doskoku dla piątki małych kociaków. Są dwa czarne z łatkami pod szyją, dwa łaciate białoszaroczarne i jeden klasyczny tygrysek w nieco srebrnym odcieniu. Cudne, po prostu cudne są!

Ponieważ przychówek ten powiększył nasze stadko do 8 sztuk, nie pozostaje nam nic innego jak szukać dobrych domów dla całej piątki maluchów. Bez marketingu ani rusz! Postaram się w najbliższych dniach umieszczać więcej ich zdjęć w serwisach sieciowych, by swoimi wielkimi oczyma przyciągały nowych opiekunów niczym magnes opiłki żelaza. W Shreku to się udało, to i nam się uda, bo czas płynie, a nasze życie zawodowe bardzo mocno nasila się jesienią. Trudno byłoby nam zapewnić odpowiedni poziom opieki dla wszystkich, nie mówiąc o tym, że sąsiedzi pewnie wystrzeliliby nas w kosmos razem z naszymi kotami. Również sprawa dostarczania co dzień tony piasku dla całej gromady do kuwet chyba przerasta moje możliwości machania łopatą i wynoszenia pozostałości.

Ano właśnie. O tych pozostałościach będą dwa zdania. Sprawa tego co zostawiają na ulicy psy nieustannie budzi ludzkie kontrowersje. Co i róż czytam o społecznych akcjach przegonienia na cztery wiatry posiadaczy szczekających czworonogów, którym nie chce się schylić i zebrać tego co ich pupile pozostawiły na trawniku. Sam nie raz udawałem, że nie widzę, iż to mój pies zostawił bo zapomniałem wziąć worka na spacer, więc wiem jak trudne to do rozwiązania. Nie o tym chcę mówić, a o kotkach, choć raczej to będzie antyreklama. Zresztą sami oceńcie.

Małe kotkiMniej więcej przed tygodniem nasze maluchy opanowały sztukę wchodzenia nam do łóżka. Wprawdzie mają zbyt mało sił, by robić to jak prawdziwy kot jednym susem i wspinają się niezdarnie starając się podciągnąć na łapkach ciężkie dupki, ale potrafią to zrobić. No i zaczęło się szaleństwo po pościeli. Średnia liczba pobudek w środku nocy, które nam organizują to pewnie już z 5, bo przecież nie po to przyszły do łóżka, by spać tylko przecież po to, by biegać i skakać po wszelkiego rodzaju nierówności kołdry, poduszek, naszych nóg czy rąk i głów. Dzika szarża piątki rozbrykańców po buzi gdy śpimy nie jest już niczym wyjątkowym i na swój sposób w tych minionych paru dniach nauczyliśmy się tolerować. Najgorzej jest, gdy któryś, a częściej któreś wpadną na pomysł drapania i gryzienia palców od stóp. Trudno wtedy o dobry sen. Dorota opanowała technikę zawijania kołdry pod prześcieradło, ale ja lubię być przykryty po szyję więc słabiej sobie z tym radzę. Ciągle jestem narażony na drapnięcia i ugryzienia w palce. Oj, ciężki los rodziny przez zasiedzenie.

Małe kotkiPewnie większość posiadaczy kotów za specjalnie tym się nie chwali, ale zdarza się tym łobuzom zrobić mokrą niespodziankę w najmniej oczekiwanym miejscu. Tego właśnie doświadczyliśmy wczoraj. Zaczęło się od tego, że idąc w półmroku przez przedpokój popchnąłem nogą jednego z naszych kociąt zwanego „Garbuskiem” ze względu na nieco oryginalny przebieg kręgosłupa. Garbusek zapiszczał, więc szybko go wziąłem na ręce i przyniosłem Dorocie, która leżała już w łóżku i coś oglądała w internecie, by się nim zaopiekowała. Nim zdążyłem wyjść z sypialni, to dwa następne zdążyły już do wskoczyć do łóżka i zaczęło się szaleństwo. Zdążyłem dojść do swego pokoju do pracy, gdy usłyszałem wołanie Doroty:

– AAAAA! Któryś nasikał na mnie!

– Jak to na ciebie?

– Normalnie, mam mokrą koszulę nocną, mokra jest kołdra i przeciekło już do prześcieradła i pewnie do materaca!

Przyszedłem do sypialni. Rzeczywiście. Na wysokości naszych ramion, mokra plama świeciła na wszystkim, co Dorota wymieniła.

Nie pozostało nic innego jak zdjąć pościel, prześcieradło, materac odwrócić na drugą stronę (tu mam wątpliwości, bo chyba był suchy) i oczywiście Dorota poszła po inną koszulę. Zanieśliśmy wszystko do pralni, by rano wrzucić do pralki. Nie chciało nam się zakładać nowej poszwy, więc tę nos spędziliśmy pod inną, nieobleczoną kołdrą. Tylko prześcieradło naciągnęliśmy na materac.

Przed zaśnięciem Dorota rzekła: „żadnych kotów w sypialni! Dosyć tego!”. Postanowienie mocne, ale realizacja już nie była tak prosta. Znowu kilkukrotnie zrzucaliśmy je z łóżka, by po chwili cała piątka robiła co chciała i gdzie chciała. Chyba daliśmy za wygraną. Mimo naszej ambicji, ich wytrwałość przebija naszą na głowę.

Pina i ColadaA wracając do tytułu. Może i ta historia to antyreklama, bo nie każdy posiadacz kotka ma potrzebę zmieniać przed snem pościel w łóżku, ale takie jest życie i wszystko może się zdarzyć. Mnie zaś przytrafiła się dziś rano bardzo przyjemna chwila, gdy wyszedłem na ganek z kawą po grecku posłuchać dnia i obejrzeć poranek. Gdy tylko siadłem, wskoczyła mi na kolana Colada, to jedna z naszych starszych kotek, i jak na kota przystało pozwoliła się trochę pomiziać. Nie wiem czy jest coś, co bardziej uspokaja rozbiegane myśli. Siedzieliśmy w fotelu, ona przekręcała się tak, bym ją drapał pod szyją i po karku tak jak lubi, Biszkopt leżał pod nogami i wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, napisania tego tekstu. I tak jakoś dobrze mi się zrobiło z myślą, że tyle małych przyjaciół mamy wszędzie wokół.

 

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (3)

  • Ika

    |

    ahh pamiętam jak moja kotka sprawiła nam 4 małe szkraby, jakoś w trzecim miesiącu życia maluchów – kicia miała dosyć ich małych wiecznie głodnych paszczek i odmówiła wykarmiania ich. 5 rano. Koło łóżka z prędkością światła przebiega kicia, 2 sekundy później 16 małych łapek biegnie za nią po jedzenie. 10 sekund później – to samo, tylko w drugą stronę. I tak przez godzinę, dopóki maluchom się nie znudziło i poczłapały do michy z jadłem. Miałam ochotę pozamykać je w piwnicy za te maratony, ale wystarczyło, że gromada się wdrapała i chciała miziać, od razu serce miękło 😀

    Reply

    • Pięciogwiazdkowe Życie

      |

      „Serce miękło”, tak to jest klucz do tego! Dzięki za przemiły komentarz 🙂

      Reply

  • Nina

    |

    Przypadkiem trafiłam na te zapiski, ale uśmiałam się do łez z dwóch przeczytanych tekstów:-). Jestem szurnięta na punkcie kotów, choć małych nigdy nie miałam (moje dwa ciachnęłam jak tylko młody zrozumiał, co oznaczają jęki kotki, gdy miała trzecią rujkę w JEGO życiu – przy pierwszych dwóch był za młody i za głupi). Zachowałam się odpowiedzialnie i niestety do dnia dzisiejszego tego żałuję:-(

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: