Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

GetIn, GetOut

Odpoczynek. Przyroda.Upał szalony. Czekałam na lato to mam. Jest fantastycznie! Tylko szare komórki nieco się rozpływają, jak lody waniliowe w słońcu.

Nie o tym jednak chciałam pisać. Lipiec miesiącem przygód bankowych – tak mógłby brzmieć tytuł. Nie skończyła się bowiem moja historia z kradzieżą środków z karty bankowej, a w ubiegły piątek dotknęła mnie kolejna bankowa przeprawa.

Tego dnia kończyło mi się ubezpieczenie na dom. Budowa, jak to zwykle bywa została sfinansowana dzięki kredytowi hipotecznemu. Skorzystaliśmy z oferty Dom Banku. Było bardzo przyjaźnie i atrakcyjnie. Przez kilka lat mój kontakt z pożyczkodawcą polegał wyłącznie na comiesięcznym i terminowym przekazywaniu wpłat kolejnych rat na wskazane w umowie konto.

Jakiś czas temu bank, w którym wzięłam kredyt poinformował mnie listownie, iż jest już Getin Noble Bankiem i teraz ta instytucja zajmuje się moim kredytem.

W ubiegłym roku dowiedziałam się, że mogę ubezpieczać dom nie korzystając z oferty banku, która co tu kryć, była wygórowana. Wykupiłam więc ubezpieczenie w innej instytucji, zaoszczędziłam i przez rok cieszyłam się z tej decyzji.

Nadeszła pora odnowienia polisy. Zadzwoniłam do ubezpieczyciela. Miły męski głos na infolinii poinformował mnie, że z przyjemnością odnowi moje ubezpieczenie, ale radzi, bym skontaktowała się z infolinią Getin banku i sprawdziła, czy nowa ubezpieczenie nie zostało już doliczone do raty mojego kredytu. Bez sensu – jak powiedział – jest, żeby pani płaciła dwa ubezpieczenia.

Rozłączyłam się i zadzwoniłam do Getin banku. Niestety.

Zapomniałam bowiem, że instytucja ta jako jedyna, z tych z którymi współpracuję, życzy sobie loginów i haseł do tego, żeby zasięgnąć każdej, najprostszej nawet informacji dotyczącej mojego kredytu. Nie zgromadzonych pieniędzy, nie konta, nie lokat, a kredytu. Ja zaś, zapomniałam, gdzie zapisałam te najcenniejsze na świecie dane.

KONSULTANT PIERWSZY

Pierwsza próba kontaktu z infolinią zakończyła się tym, że pan połączył ponownie a automatycznym ,wybieraniem zalecając bym wybrała kolejno cyfry 2,3,4.  Poinformował, że będę mogła wówczas porozmawiać z konsultantem, który nada mi potrzebne hasło i login.

KONSULTANT DRUGI

Zadzwoniłam ponownie. Wybrałam 2,3,4. Połączyłam się z konsultantką. Przedstawiłam moją sprawę: kończy mi się ubezpieczenie na dom w firmie x. Chcę je przedłużyć, ale nie wiem, czy bank już nie doliczył do raty kredytu swojego. Nie chcę płacić dwóch, więc mam prośbę o informację o statusie tego ubezpieczenia w banku. Nie pamiętam pinu i logina. Potrzebuję pomocy. Pani wysłuchała mojego monologu. Powiedziała, że bez pinu i logina nie uzyskam żadnych informacji. Poprosiłam więc o nadanie tychże, informując, że mi się to nie podoba, bo nie chcę zasięgnąć żadnych wrażliwych danych. Dowiedziałam się, że aby uzyskać pin i login muszę zostać zweryfikowana. Zgodziłam się. W rezultacie podałam imię, nazwisko, datę urodzenia, miejsce urodzenia, imię ojca, nazwisko panieńskie matki, Pesel, numer telefonu i… uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, czy podałam już bankowi zmieniony niedawno adres. Dlatego podałam dwa alternatywne. Pani stanowczo zażyczyła sobie, bym zdecydowała się na jeden. Potwierdziłam więc stary i… to był błąd.

– Została pani negatywnie zweryfikowana – usłyszałam.

– Co teraz? – zapytałam.

– Nic. Nie mogę udzielić pani żadnych informacji.

– Jestem totalnie niezadowolona z tego, w jaki sposób udzielają Państwo prostych informacji. Cieszę się, że  rozmowa jest nagrywana. Chcę dowiedzieć się tylko jednej rzeczy: czy doliczyli Państwo ubezpieczenie do raty kredytu?

– To niemożliwe.

– Co mam wobec tego zrobić?

– Może się pani udać do naszej najbliższej placówki i ta na miejscu uzyska Pani login i pin.

Włosy stanęły mi dęba na głowie. Kiedy raz w ubiegłym roku miałam załatwić w tym banku, to wizyta kosztowała mnie dwie godziny czasu i mnóstwo nerwów. Nie!!!

Powiedziałam, że mieszkam na wsi poza miejscem, w którym jest ich placówka i nie mam czasu na wielominutowe czekanie w placówce. Dowiedziałam się, że nie mam innego wyjścia. Poza tym, bank już raz nadał mi te piny i loginy… Tu z kolei ja niegrzecznie poinformowałam Panią konsultantkę, że nie życzę sobie, żeby mnie pouczała. Może to robić wobec swoich dzieci, męża i koleżanek i zakończyłam rozmowę informując ponowienie o moim niezadowoleniu.

Bardzo zależało mi na tym mniejszym ubezpieczeniu, więc ochłonąwszy, chytrze postanowiłam zadzwonić ponownie i skorzystać z tego, że już wiem, gdzie mieszkam. Założyłam, że zostanę pozytywnie zweryfikowana i załatwię pin i login, a potem spokojnie zapłacę ubezpieczenie.

KONSULTANT TRZECI

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Kolejny konsultant okazał się być miłym mężczyzną, który chciał mi pomóc. Zaproponował więc, że zanim nada mi pin i login zweryfikuje mnie. Odpowiedziałam więc na serię pytań: imię, nazwisko, pesel, imię ojca, nazwisko panieńskie matki, adres. Hura! Zostałam pozytywnie zweryfikowana. Ucieszyłam się, jak dziecko. Teraz otrzymam upragnione tajne kody i uzyskam niezwykle tajne informacje dotyczące tego, czy bank już zdecydował się ubezpieczyć mój dom, czy jeszcze nie.

Ale, ale… Padły jeszcze dwa pytania: numer telefonu – yes! Yes! Yes! Podałam właściwy. Na ten numer zostanie wysłany pin. A teraz adres mailowy, na który przyjdzie login. Podałam właściwy. Jednak był to mail sprzed ośmiu lat temu. Teraz nie działa. Poprosiłam, by go zmienić. I usłyszałam:

-Mail może zostać zmieniony, kiedy poda pani login i hasło.

– Przecież rozmawiamy o tym, że nie mam ani tego ani tego i proszę o wygenerowanie. Nie ma takiej możliwości. Może pani udać się do najbliższej placówki lub uzyskać login pocztą na adres korespondencyjny.

Na nic zdały się prośby i informacje, że potrzebuję tych danych dziś, bo muszę zdążyć zapłacić ubezpieczenie. Dowiedziałam się, że bez tych danych konsultant nie ma dostępu do informacji o moim kredycie. Ciekawe, bo miał dostęp do wszystkich moich danych osobowych. Dym szedł mi uszami.

Podziękowałam za rozmowę. Zeszłam do Krzysztofa i powiadomiłam go o statusie załatwianej przeze mnie od kilkudziesięciu minut, prostej sprawy. Postanowiliśmy jechać do najbliższej placówki banku.

Miałam półtorej godziny, bo potem byłam umówiona na coaching w Pile. Miałam nadzieję, że wystarczy czasu.

KONSULTANT CZWARTY

W banku zjawiliśmy się o godzinie 11.55. Przed nami było 3 interesantów. Na sali pracowało 4 konsultantów. Czekaliśmy. Nie byliśmy grzeczni. Ja rozmawiałam przez telefon. Krzysztof tupał nogą, strzelał z kluczyka, przypatrywał się intensywnie pracownikom. I nic. Czekaliśmy. Kiedy po 40 minutach oczekiwania usiedliśmy przed konsultantką podałam dowód osobisty i poprosiłam o wygenerowanie pinu i logina do prowadzenia rozmów z infolinią.

Pani spojrzała na mnie niepewnie i zapytała o co mi chodzi. Spojrzałam na nią pewnie i powtórzyłam:

– Chodzi o login i pin, żebym mogła uzyskać informację, czy ubezpieczenie domu zostało już doliczone ro raty mojego kredytu hipotecznego.

– Ja tego nie zrobię, to można z robić tylko na infolinii – powiedziała Pani konsultantka.

Poczułam, że tonę w absurdzie. Krzysztof zakrzyknął coś o 40sto minutowym czekaniu, o tym, że nie wyjdziemy bez tego. Pani wyglądała na wystraszoną. Ja powiedziałam, że na infolinii właśnie otrzymałam informację, że mam się udać do niej. Pani poinformowała mnie, że nie ma dostępu do mojego kredytu. Zauważyłam, że skoro ani infolinia, ani bank nie mają dostępu do niego, to może go wcale nie ma? Ja też nie mam do niego dostępu, więc może po prostu przestanę go spłacać?

Krzysztof dzielił się głośno bardzo swoim niezadowoleniem i frustracją. Pani była bliska łez. Wzięła mój dowód. Zapytana, po co to robi, skoro nie ma dostępu do moich danych, oddała dokument bez słowa.

KONULTANT PIĄTY

Siedząc przed panią w placówce banku, do której udałam się na wyraźne, nagrane zalecenie państwa z infolinii, zadzwoniłam … na infolinię. Odebrał kolejny miły konsultant. Powtórzyłam cel, w którym się kontaktuję. Pan uznał, że należy mnie zweryfikować, więc zaczął zadawać pytania. Siedząc w placówce, przy kilku osobach oczekujących w kolejce zwierzyłam się z tego kim jestem, kiedy i gdzie się urodziłam, kim są moi rodzice, gdzie mieszkam, a na koniec dowiedziałam się, że powinnam udać się do placówki… I tu bardzo sprytnie rzekłam, że właśnie w niej jestem. Pauza.

Poinformowałam Pana konsultanta, że Pani Konsultantka w placówce niestety nie wie, jak mi pomóc. Zaproponowałam, żeby sobie porozmawiali. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że rzeczywiście Pani w banku nic nie może, chyba, że założę u nich KONTO (!!!) i mogę kontynuować rozmowę z infolinią.

Wyszłam z banku. Z pewnością nie byłam miła.

Idąc ulicą zostałam ponownie zweryfikowana. Tym razem dane nie dotyczyło jedynie rozmiaru buta i biustonosza. Zapytałam człowieka po drugiej stronie, czy nie czuje się zażenowany tym, że pyta mnie o najważniejsze dane a jednocześnie w zamian nie udziela mi kompletnie neutralnej informacji o tym, czy mam zapłacić ubezpieczenie. Moje pytanie zostało zignorowane. Powtórzyłam je. Dowiedziałam się, że nie będziemy rozmawiać o tym, tylko o sprawie, w której dzwonię. Poprosiłam go, żeby pomógł mi ją załatwić i udzielił mi jednej prostej informacji. Dowiedziałam się, że mam tylko dwie możliwości: mogę te dane otrzymać smsem i mailowo lub smsem i pocztą tradycyjną.

Zapytał, czy może mi jeszcze w czymś pomóc. Odpowiedziałam, że jeszcze mi w niczym nie pomógł. Może podać mi informację, po którą dzwonię. Oczywiście nie było to możliwe.

Żar lał się z nieba. Po raz piąty rozmawiałam ze ścianą. Program komputerowy, który obsługuje Getin bank, z mojej perspektywy uczynił go bankiem Get – out.

Powiedziałam ostatniemu konsultantowi, że mam jeszcze jedno wyjście – zrezygnować z ich usług. A tymczasem – upokorzona – skapitulowałam. Poprosiłam o przesłanie loginu pocztą tradycyjną.

Z myślą, że czas przenieść kredyt do innego banku, pojechałam do Piły. Myślałam sobie, że moja koleżanka sprzed lat, przyglądając się tej sytuacji powiedziałaby: pora umierać.

Tankując paliwo na stacji spotkałam dwie przesympatyczne kobiety dla których byłam człowiekiem. Pomogły, porozmawiały, znalazły rozwiązanie. Wróciła wiara w człowieka, choć wiem, że nie dotyczy ona Get in, a dla mnie Get – out banku i jego konsultantów.

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: