Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Ile gotów jesteś zapłacić za przedsiębiorcę?

HandelGdybym chciał zostać obrzuconym spojrzeniem, po którym już tylko czekałaby mnie długoletnia terapia u psychoanalityka, to powinienem zapytać pierwszego z brzegu humanistę: „Ile zapłaciłaby  Pani lub Pan za człowieka”? Gdybym dla odmiany spytał: „Czy można określić cenę za człowieka?” nie tylko zyskałbym przyjaciela, to na dodatek takiego, który myślałby o mnie w samych superlatywach. To jak to jest z tą wartością drugiej osoby: jest ona wymierna, czy przeciwnie?  

Najciekawiej do wartości osoby podchodzą firmy ubezpieczeniowe mówiąc bez ogródek: „w pana wieku, przy tym trybie życia i miłości do golonki oraz pilota do telewizora, wyceniamy pana na 10% od wartości ubezpieczenia rocznie”. No i problem wyceny rozwiązany: chcesz wiedzieć ile jesteś wart? To proste: sam sobie odpowiedz, przy czym na ucho szepczemy, że średnio rzecz biorąc pożyjesz koleś jakieś 20 lat, bo przez pierwszą połowę tego okresu podejmujemy ryzyko straty, a potem żyjąc dalej zadbasz o to, by nasi udziałowcy byli szczęśliwymi ludźmi na wiecznych wczasach na Bali. 

A ile w takim razie jest człowiek, który bierze sprawy w swoje ręce. Załóżmy dla potrzeb dyskusji, iż mamy do czynienia z kimś, kto waha się czy to nie pora: 

  • rzucić w cholerę etat,  
  • odstawić na bok wiecznie niezadowolonego ze wszystkiego nadętego balona, który każe się nazywać „prezesem”, 
  • wrzucić do worka z napisem „to już historia” tych wszystkich tzw. współpracowników, dla których jest przeszkodą w ich własnej drodze awansu. 

 W mojej ocenie, to człowiek prawdziwie bezcenny lub precyzyjniej mówiąc wart wszelkich możliwych pieniędzy, nawet jeśli to tylko figura retoryczna wygodna w prowadzeniu dyskusji. Pytasz dlaczego? Dlaczego idiota, który gotów jest zostawić dobrze płatną pracę, na spokojnej posadzie z zapewnioną emeryturą za 35 lat dla niepewnego życia i 95% prawdopodobieństwa bankructwa w pierwszych pięciu latach swojej biznesowej aktywności jest dla mnie prawdziwym wzorem do naśladowania? Odpowiem jak umiem najprościej, bo rzeczywiście jestem pełen podziwu dla tych, co prowadzą takie życie (w zasadzie sam do nich należę, więc logika i zasada konsekwencji wymaga, bym namiętnie chwalił swoje). Bo ci ludzie nie boją się powiedzieć: „To moje życie, które kształtuję tak, jak mi rozum podpowiada”. Nie boją się ryzyka codziennego przekraczania Rubikonu bieżących problemów, walki o klientów, użerania się z urzędami i często dostawcami. Mogę powiedzieć więcej, na co wiele osób puka się w czoło lub przynajmniej nie dowierza, że to prawda: przedsiębiorcą nie zostaje się zwykle dla zarabiania, bo to w znaczącej większości przypadków jest skutek poboczny. Zostaje się nim dla pełni życia. Dla nieustannego zachłystywania się tym, iż za działaniem stoi skutek. Zmęczenie daje siły, a nie ich pozbawia. To sprzeczności, które trudno zrozumieć jeśli nie doświadczy się tego na własnej skórze. Pewno, że dostatecznie duża liczba porażek jest w stanie wydrenować kieszeń każdego przedsiębiorcy i zmusić go do przemyślenia działań od nowa, ale na tym właśnie polega przedsiębiorczość. Na nieustannym padaniu i powstawaniu silniejszym, lepiej zmotywowanym, bogatszym o nowe doświadczenia. 

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł, który wczoraj przeczytałem w wyborcza.pl o panu Danielu Dziewit, który podjął decyzję o wynajęciu przestrzeni handlowej w galerii i stracił na tym na tyle dużo, że przytomnie zrezygnował z dalszego inwestowania. Można powiedzieć: wariat, kto o zdrowym zmyśle wierzy dostawcom takim jak zarządy galerii handlowych. Można dodać: zgubiła go chciwość i potrzeba szybkiego wzbogacenia. Dla mnie on nie tylko nie jest przegranym, choć spłata długów będzie go jakiś czas jeszcze męczyć, ale bohaterem jak każdy przedsiębiorca, który podejmuje ryzyko kształtowania historii swojej i naszej wspólnej. Jego bankructwo zostaje dziś przekute na artykuły w blogu, który adresuje do tych wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się więcej o realiach handlu w galeriach. Jego przegrana finansowa, to dar z nieba, dla tych wszystkich, którzy będą po nim bogatsi o wiedzę, której nikt inny by im nie przekazał. A jak znam życie, to bohater tej historii nie tylko nie skończy na bruku, ale wkrótce rozwinie inną działalność i jego dziś rozregulowane serce znowu będzie napędzane adrenaliną sukcesów biznesowych. Bo takie właśnie jest życie przedsiębiorcy. I od siebie dodam: piękne życie, bo tak właśnie je postrzegam niezależnie od tego co tu i teraz się dzieje.

 

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: