Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Jak to? Nie mam wyboru? Muszę mieć!

Potęga irracjonalności. Dan Ariely  W roku 210 p.n.e. chiński dowódca Xiang Yu przeprowadził swoje wojska przez rzekę Jangcy, żeby zaatakować armię dynastii Qin. Zatrzymali się na drugim brzegu rzeki na noc. Nazajutrz żołnierze, ku swemu przerażeniu, odkryli, że ich okręty płoną. Rzucili się, by walczyć z wrogiem, ale wkrótce okazało się, że to sam Xiang Yu podpalił flotę i rozkazał stłuc wszystkie naczynia służące do gotowania.

Dowódca wytłumaczył swoim żołnierzom, że bez garnków i okrętów nie będą mieli wyjścia i będą musieli walczyć na śmierć i życie. Xiang Yu nie stał się dzięki temu najbardziej lubianym dowódcą chińskiej armii, ale posunięcie to przyniosło zamierzony cel: żołnierze, chwyciwszy za lance i łuki, podjęli dziki szturm na wroga i wygrali dziewięć następujących po sobie bitew, unicestwiając oddziały dynastii Qin.

Ta historia jest niezwykła, ponieważ stoi w sprzeczności z normalnym ludzkim zachowaniem. Zwykle nie potrafimy znieść myśli o zamknięciu furtki do drugiej możliwości.

Źródło: Dan Ariely, Potęga irracjonalności. Wydawnictwo dolnośląskie, s. 177


Co jakiś czas (może nawet częściej niż co jakiś czas) zdarza mi się kupić i sprzedać coś na giełdzie papierów wartościowych. Dla niektórych giełda to siedlisko drapieżnego kapitalizmu stworzone by wypić krew ludowi pracującemu miast i wsi, dla innych bóstwo, któremu cześć należy oddawać nabożną. Dla mnie to takie miejsce, gdzie ktoś coś chce sprzedać, a inni chcą to kupić. Albo na odwrót: ktoś bardzo chce sprzedać, ale nie ma nikogo, kto chciałby to nabyć. Jeśli taniej kupisz, a drożej sprzedasz to coś czego nie widać, to jesteś szczęśliwy. Jeśli sprzedaż taniej, to ktoś inny jest szczęśliwy. Niezależnie od Waszego dobrostanu zawsze szczęśliwe jest biuro maklerskie, które wyciąga do obydwu stron łapę po marżę. I tak to jakoś się kręci od dawna na całym świecie.

Opowiem Wam teraz krótko o mojej drodze do świadomej rezygnacji z prawa do wyboru. Gdy spojrzysz na listę spółek notowanych choćby na giełdzie tak niewielkiej jak w Warszawie możesz dostać zawrotu głowy. Nawet nie będę tracić czasu na sprawdzanie w internecie jaka ich liczba obowiązuje dziś, ale pewnie więcej niż 400 przy czym część z nich pokazuje nieustannie swoją aktualną wartość, zaś inne aktualizują to dwa razy dziennie albo raz, nawet nie sprawdzałem tego, bo i tak tymi spółkami nie handluję, więc nie interesują mnie. To pierwszy krok do świadomej rezygnacji z prawa do wyboru. Nie handluję maluchami i spółkami „groszowymi”. Zostało już tylko 300.

Upraszczając, z tych trzystu, dwadzieścia największych skupionych jest w jedną grupę nazwaną wspólnie WIG20. Są to spółki takie jak KGHM czy PKO BP, których wartość jest tak wielka, że są w stanie znacząco wpływać na wycenę całego rynku i gdy ich kurs znacząco rośnie, to można podejrzewać, że pociągną za sobą potrzebę zakupu innych akcji i tym samym wzrostu ceny mniejszych spółek.

Nie spotkałem dotąd podręcznika dla zdrowomyślącego inwestora, który zachwalałby zalety skupiania się tylko na jednym walorze i handlu nim właśnie. Jak mantra powtarzana jest zaleta dywersyfikacji portfela czyli zakupu różnych spółek (np. dzielisz kapitał na 20 porcji i kupujesz tyle spółek z różnych branż; udział każdej to 5%). Dzięki temu, ponoć, gdy jedna zacznie spadać powiedzmy o 10%, to w praktyce wycena Twojego portfela spadnie co najwyżej o 0.5% i jesteś szczęśliwy gość, bo właśnie oszukałeś los. Gdybyś miał tylko jedną, to twoje zasoby spadłyby aż o 10% i pewnie w kątku byś sobie popłakiwał złorzecząc na zgniły kapitalizm z jego giełdową przybudówką.

I wyobraźcie sobie, że jako początkujący inwestor też w tę mantrę uwierzyłem. Podzieliłem skromne parę złotych na kupki i zacząłem tworzyć własny portfel w oparciu o sugestie innych (np. portfel z http://pb.pl). Wystarczyło parę tygodni, bym ze zdumieniem zauważył rzecz niebywałą: jeśli rosła wartość spółek z grupy WIG20 i miałem ją, to inne wcale tak ochoczo nie podążały za kursem grubasa. Mało tego, często spadały ceny mniejszych spółek, a w mym zdywersyfikowanym portfelu wcale tak mało ich nie miałem. I zamiast zysku była strata. Dlaczego? Przecież posłuchałem rad ekspertów i przeczytałem strategie inwestycyjne.

Pomijam całą moją drogę do dnia dzisiejszego, ale powiem tylko tyle. Dziś praktycznie wcale nie dywersyfikuję portfela. Jeśli kupuję, to staram się za całość gotówki kupić jedną, z górą dwie spółki i skupiam na nich całą uwagę. Staram się zabezpieczać przez automatyczną sprzedaż w przypadku spadku i oczywiście staram się sprzedawać gdy kurs wzrośnie do maksimum. W konsekwencji, nieustanne przesilenie poznawcze, którego doznawałem (trudno objąć rozumem 20 spółek, czytać o nich, analizować trendy, sprawdzać opinie analityków itp.) stało się kulą u nogi i w praktyce zgodnie z zasadą Pareto nie więcej jak 1/5 generowała mi zysk, a reszta zwykle stratę.

Nie dziwię się zatem Xiang Yu, który pozbawił ludzi wyboru i tym samym wzmógł ich determinację w osiąganiu celu. Dokładnie tego samego doświadczam teraz, bo gdy mam rzeczywistą szansę stracić dużo, to mój mózg zupełnie inaczej podchodzi do zadania. Nadal popełniam oczywiste błędy, ale łatwiej mi jest je analizować i unikać ich w przyszłości. Dla mnie dywersyfikacja jako forma wyboru, to na GPW wróg numer jeden.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: