Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Kasa ponad wszystko? Oj, chyba nie!

"drogaCzytam teraz, kolejny zresztą raz, książkę dra Kevina Hogana: 168 – godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7, Wydawnictwo Helion, 2010. Na stronie 122 i kolejnej znalazłem taki fragment: 

Aby odnosić sukcesy i wieść bogate i wartościowe życie, musisz przede wszystkim zapamiętać, że NIE o pieniądze tu chodzi 

Pieniądze to zwykły papier. Cóż, trzeba stwierdzić, że do roku 1972, kiedy to Stany Zjednoczone zrezygnowały z systemu waluty złotej, dolar był przynajmniej prawdziwym pieniądzem… W tamtych czasach pieniądze były … pieniędzmi. Były coś warte.  

Dziś jest już inaczej. Dzisiaj pieniądz jest złudzeniem, wyrazem pewnego przekonania (hm, przynajmniej nie umiem znaleźć lepszego porównania). Oprah Winfrey przez godzinę występuje przed telewizyjnymi kamerami i zarabia w ten sposób około miliona dolarów. Tego samego dnia w telewizji pojawia się szeregowy prezenter, który również jest na antenie przez godzinę, ale otrzymuje za to tylko 200 dolarów. Skąd ta różnica? 

Wszystko rozbija się o postrzeganą wartość, o koneksje, o przekonania, o reputację i wiarygodność… Wysokość wynagrodzenia zależy od wielu różnych czynników. 

Najlepsze odpowiedź na powyższe pytanie brzmi następująco: wiele lat temu szeregowy prezenter przygotował się na 200 dolarów, o tyle poprosił i tyle otrzymał. Oprah Winfrey przygotowała się na milion dolarów, o tyle poprosiła i tyle dostała. Nie chcę w ten sposób sugerować, że wystarczy iść dzisiaj do stacji telewizyjnej i poprosić o milion, żeby go faktycznie otrzymać. Różnica polega na tym, że Oprah już 10 lat temu wiedziała, że DZISIAJ będzie chciała zarabiać milion dolarów, zrobiła zatem wszystko, co było konieczne, aby jej życzenie się spełniło.  

Dziecko rodzi się dzisiaj, choć nie jest to rezultat wydarzenia, które miało w tym dniu miejsce. To raczej wynik działania, które zostało podjęte mniej więcej dziewięć miesięcy temu. DZISIAJ OTRZYMUJESZ REZULTAT TEGO, CO WYTWORZYŁEŚ DZIEWIĘĆ MIESIĘCY, a możne nawet dziewięć lat temu. 

Można mieć Hogana za mistrza manipulacji i pewnie dlatego tak chętnie zapraszany  jest przez TV do interpretacji komunikatów niewerbalnych wygłaszanych przez polityków. Równie chętnie proszony jest przez samych polityków do prowadzenia szkoleń z perswazji; o ile mnie pamięć nie myli to nawet szkolił u nas w Polsce. Nie pamiętam jednak, przedstawicieli której partii byli sponsorem tej podróży przez ocean. 

W jednym bezgranicznie podziwiam Hogana: szacunku dla logicznych uzasadnień swoich tez. Jeśli odwołuje się do badań empirycznych, z pewnością zacytuje źródło wraz z przekonującym komentarzem. Za to go lubię i tak chętnie czytam. 

Powrót do lektury tej książki, to oczywiście potrzeba chwili. Ostatni rok był dla mnie jazdą na kolejce górskiej, gdzie krótkie doliny wytchnienia przemieszane były z górami „gaszenia pożarów”. Nie miałem dotąd opanowanej umiejętności efektywnego zarządzania, nie tyle czasem, co raczej procesem osiągania celów. Owe pożary to żniwo tego mojego nonszalanckiego podejścia do załatwiania spraw. Umiejętność odkładania spraw aż do czasu gdy stawały się boleśnie doczesne udawało mi się ponadprzeciętnie. Pora z tym skończyć raz na zawsze. 

Mam czterech ulubionych autorów książek poświęconych zarządzaniu czasem: Brian Tracy, Stephen Covey, David Allen i wspomniany Kevin Hogan. Każdy z nich skupia uwagę na innym aspekcie lub motywacji do efektywnego działania. Najtrudniej mi zaakceptować podejście Allena, bo choć  jest mistrzem przekonywania, to całkowicie gubię się w stosowaniu jego metodologii zarządzania teczkami z zadaniami do realizacji w danym dniu czy miesiącu. Dla mnie to księgowy z krwi i kości, któremu wszystko musi się zgadzać, co do grosza i wszystko musi miejsce gdzieś w tabeli. To nie mój styl życia. Po drugiej stronie stawiam Covey’a. Potrafił on po mistrzowsku tłumaczyć, dlaczego coś warto robić. Bez tej lektury, pewnie nadal bym robił swoje jak dotąd, czyli codziennie ćwiczył chaos w działaniu na wszelkich możliwych poziomach.  

Świetnie do mnie trafiają ze swymi metodami Tracy i Hogan. Pierwszy to praktyk z krwi i kości. Nie traci specjalnie czasu na opowieść o tym dlaczego tak coś się dzieje. Jeżeli w życiu wielokrotnie zaobserwował jakiś fakt czy ludzkie zachowanie i jest w stanie opowiedzieć o tym w jednym akapicie, to z pewnością to zrobi. To on właśnie powiedział mi czym jest zjadanie najbardziej paskudnej żaby lub słonia kawałek po kawałku. Kłaniam się przed Nim nisko. Hogan to doktor psychologii. Znakomicie oczytany wie dlaczego tak, a nie inaczej zwykle zachowują się ludzie i popierając to źródłami literaturowymi świetnie o wszystkim opowiada. Lektura jego książek jest dla mnie jak cukierek. 

Wrócę teraz do sedna czyli komentarza do treści podanego cytatu. Każdy z nas ma inne cele. Przeczytaj wspomnianą książkę, a dowiesz się z pomocą schematów, jak możesz odkryć te, które gdzieś głęboko siedzą w Tobie. Każdy ze wspomnianych autorów mocno akcentuje potrzebę zrozumienia swoich potrzeb i celów. Gdyby szukać części wspólnej, to okaże się że łatwo odszukać takie rzeczy jak: wartości, którymi kierujesz się w życiu, aktywność w życiu społecznym, postrzeganie swojego ja na tle innych ludzi. Doszukanie się motywatora w postaci pieniędzy z góry skazane jest na niepowodzenie. Upraszczając wnioski można powiedzieć tyle: ciesz się pracą i swoją aktywnością, znaj drogę którą zamierzasz kroczyć i powód, dla którego ją wybrałaś czy wybrałeś, a pieniądze pojawią się same.  

Najważniejszym jednak w całym tym działaniu jest głęboko wdrukować sobie w łepetynę, że wszystko czego się podejmujemy przynosi skutki z pewnym opóźnieniem. Wiem, iż łatwo popaść w śmieszność zakładając, że będę od dziś robił po 5 pompek więcej, więc za 10 lat będę ich pompował pewnie z 15 tysięcy. Głupota całą gębą. Autorom chodzi o inne postrzeganie swojej przyszłości. Chodzi im o coś co Tracy nazywa samokonceptem (źródło dopiszę przy okazji, teraz jestem w hotelu w Gdańsku i nie mam w walizce całej biblioteki). Z grubsza należy to rozumieć tak, że będziesz takim, jakim siebie postrzegasz w przyszłości. Jeśli uważasz, że szczytem Twych możliwości jest zarabiać 50 tys. rocznie, to jeśli któregoś roku zarobisz tę kwotę we wrześniu, twój mózg będzie na tyle skutecznie sabotował twoją aktywność, że do końca roku ta kwota już niewiele się zmieni. Za to od stycznia znowu będziesz zasuwać jak mały motorek. 

Dlatego tak kapitalne dla naszej przyszłości jest ustalenie wartości, wg których żyjemy i określenie miejsca, w którym chcemy być za parę lat. Ponieważ życie nieustannie się zmienia, więc cele te nieustannie ulegają modyfikacji. Teraz jestem w miejscu, gdzie od nowa muszę zdefiniować główne drogowskazy dla siebie. Zatrzymać chaos, przywrócić porządek i dzień po dniu dłubać od nowa swój sukces. Dobrze, że są książki, które pomagają mi to wszystko osiągnąć. Wkrótce będę mógł się Wam pochwalić dokąd idę, kiedy tam będę, z kim tam będę, jaki wtedy będę, czym się będę wówczas kierował i co po drodze zobaczyłem. 

Słowa kluczowe:, , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (2)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: