Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Kopiuj i wklej do swego życia. Działa?

Siła ukrytej perswazji Ludzie chcą wierzyć, że jeżeli skopiują coś, co sprawdziło się u kogoś innego, to u nich też zadziała.

 Niestety później się okazuje, że ktoś wydał 2 tysiące dolarów na „jedyny skuteczny” sposób zarabiania pieniędzy albo odniesienia sukcesu, lecz odkrywa, że jego nowa technika nie działa. Będzie zaskoczony, zaszokowany, załamany. Dlaczego? Naprawdę wierzył, że chodziło o „dokładnie te same słowa”, ten sam scenariusz marketingowy, ten sam scenariusz hipnotyzowania, scenariusz sprzedaży… one wszystkie są takie same. Koniec końców działają niewiele częściej niż przypadek. Scenariusze sprawdzają się w przedstawieniu, gdy aktorzy ćwiczą i przeprowadzają próby całej sztuki, widowni i współgranie z innymi. Jeżeli wszyscy aktorzy nie będą ćwiczyć uzgodnionego scenariusza, to ten ostatecznie zawiedzie.

Nie marnuj pieniędzy. Nawet najdokładniej odtwarzane formułki nie sprawią, że ktoś powie „tak”. Są wyjątki. Pisałem o nich, ale antycypujący umysł to słońce wschodzące o pranku w porównaniu z zapalaniem zapałki w ciemnym kącie.

Źródło: Kevin Hogan, Siła ukrytej perswazji, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2014, s. 23


No i znowu Hogan mąci spokojną wodę w mojej głowie. Czy on już inaczej nie może? Przez ostatnie lata gdzieś tam z tyłu mojej głowy tłukła się i co jakiś czas przypominała reguła z pogranicza NLP, że jeśli komuś coś się udało zrobić, to ja również mogę to osiągnąć. Kłamać nie będę; co jakiś czas stawałem w życiu przed sytuację, w której nie tylko zasada ta się nie sprawdzała mimo mojego wielkiego zaangażowania, to jeszcze niekiedy bywało, że stawała się źródłem wielu problemów, w tym problemów ciągnących się miesiącami.

Wspomniałem już w jednym z wcześniejszych wpisów w blogu, że przez moje ręce przeszły dziesiątki różnorodnych biznesplanów innowacyjnych przedsięwzięć biznesowych, głównie z obszaru nowych technologii i e-usług. Pracując przez blisko 2 lata na rzecz regionalnych instytucji finansujących rozdzielających środki unijne jako zewnętrzny ekspert od IT miałem okazję przyjrzeć się tokowi rozumowania nowych i istniejących przedsiębiorców we wdrażaniu swoich innowacyjnych pomysłów. I powiem bez ogródek, zgodnie z myślą Hogana, – znaczna ich część stała na stanowisku prostym jak kij: skoro komuś się to udało gdzieś na świecie, to skoro tylko dostosuję pomysł do lokalnych warunków z pewnością zbuduję biznes, przy którym Jeff Bezos ze swym Amazonem będzie wysyłać szpiegów przemysłowych, by poznać reguły jak należy rozwijać interes.

Zdumiewające zadufanie? Wcale nie! Praktycznie każdy z tych przedsiębiorców święcie i nieodwołalnie wierzył w to, iż jemu właśnie należy się dofinansowanie, bo w finansach siła i jeśli tylko będzie mieć zastrzyk gotówki, to zwycięży bez najmniejszego problemu. Sam zresztą wielokroć później doświadczałem tego zapatrzenia w siebie i swą nieomylność brnąc na manowce, aż miło, ale to na zupełnie inną opowieść i z pewnością pomysł na któraś z książek, które planuję napisać. Skoro zaś zamierzam pisać do końca życia, to pewnie zdążę to zrobić. Przy okazji, muszę to wpisać do zeszytu z pomysłami, bo zapomnę w ferworze codzienności. Chwila, biegnę po zeszyt … jestem z powrotem. Trochę to trwało, bo właśnie skończył mi się atrament w piórze i musiałem poszukać wkładów.

Wracając do głównego wątku; rozumowanie tych przedsiębiorców dziś wydaje mi się całkowicie zrozumiałe i dające się łatwo opisać na gruncie, choćby domorosłej psychologii ekonomicznej. Przede wszystkim, za porażkę winili oni nie siebie i nie fakt, iż pomysł był z kosmosu, bo praktyka pokazuje, że mikroskopijny ułamek ogółu pomysłów biznesu przeniesionych na nowy grunt spotka się z odpowiednią odpowiedzią rynku, tylko brak zewnętrznych źródeł finansowania. Tak często bywa w życiu. Jeśli dobrze poszukasz przyczyn jakiejś porażki wokół siebie, a nie w sobie, to taki winny zawsze się znajdzie. Nieraz lepszy, nieraz gorszy, ale z pewnością się znajdzie. Brak źródeł finansowania to przecież genialny winowajca wszelkich porażek; cyniczny świat nie poznał się na geniuszu i zamiast sypnąć groszem, to odwrócił się plecami. Za karę nie zrealizuję mojej genialnej idei, która miała uszczęśliwić glob cały, wezmę swoje zabawki i za karę pójdę płakać w kątku własnego podwórka. Może tobie czytelniku nie zdarzyło się znaleźć w takiej sytuacji, ale ja bywałem i wiem, jaki byłem wtedy nadąsany na wszystko wokół. Jak świat może przejść obojętnie wokół moich ponadczasowych pomysłów? No jak?

Dziś mam dużo większy dystans do tego co robię. Wiem jakim oszustem ze swej natury jest mózg i jak za wszelką cenę próbuje znaleźć uzasadnienie nawet dla największej głupoty, którą wypowiadam czy też robię. Nie patrzy na to jaki będzie skutek, tylko dba o to, by mi uzasadnienie pasowało i podnosiło poziom samozadowolenia. I tu Kevin Hogan ma dużo racji; przekopiowanie czyichś dokonań do mojego życia częstokroć prowadzi do frustracji i poczucia wielkiej przegranej. Gdy jeszcze zaangażuję się przy tym finansowo, to ból zdaje się być zwielokrotniony.

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: