Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Kto zabrał mój ser?

Spencer Johnson - Kto zabrał mój ser Zgodnie z wczoraj uznaną tradycją, dziś również będzie weekendowo, czyli otwieram pierwszą z brzegu książkę na losowej stronie i odnoszę się do treści. Trafiło na książeczkę, którą napisał Spencer Johnson, „Kto zabrał mój ser”, Wydawnictwo Studio Emka, ISBN: 978-83-62304-20-2. Powód, dla którego była właśnie pod ręką zdaje się być oczywisty: przecież we wczorajszym wpisie poświęconym realizacji celów odwołałem się do tego autora i zostawiłem na biurku egzemplarz.

„Należy wiedzieć rzeczy takimi, jakie są, być elastycznym i działać szybko.

Nie wolno komplikować spraw i hołdować przesądom, które budzą strach.

Trzeba obserwować małe zmiany i dzięki temu być przygotowanym na wielkie zmiany, które nadejdą.

Bojek wiedział, że do zmian należy przystosować się szybko, ponieważ jeżeli się tego nie zrobi na czas, to można stracić szansę raz na zawsze.

Musiał przyznać, że najsilniejsze hamulce tkwiły w nim samym i nic nie zmieniało się na lepsze, dopóki on się nie zmienił.

Najważniejsze jednak ze wszystkiego było to, że gdzieś zawsze jest Nowy Ser, niezależnie od tego, czy potrafisz go teraz dostrzec, czy nie. Zdobędziesz go, gdy przezwyciężysz strach i wyruszysz na poszukiwania.”

Zdania wyrwane z kontekstu mogłyby zaprowadzić na manowce, więc zacytuję jeszcze fragment z obwoluty: „Ser to metafora wszystkiego, czego pożądamy w życiu – dobrej pracy, zdrowych związków z innymi ludźmi, majątku, zdrowia czy spokoju duchowego

Johnson to niezwykły autor. Cała książką to 88 stron wydrukowana czcionką tak wielką, że kilka zdań mieści się na stronie a i tak należy do tych, do których wracam najchętniej. Znajdźcie kiedyś godzinę czasu i przeczytajcie ją, bo warto.

Z mojej perspektywy, najtrudniejszą rzeczą z jaką mam do czynienia jest: „widzieć rzeczy takimi, jakimi są.” Daleki jestem od specjalistycznej wiedzy na temat działania mózgu, ale z popularnych książek wiem, iż co innego widzimy, co innego myślimy że widzimy, co innego mówimy, że widzieliśmy i co najgorsze dla mnie: nie potrafimy rozróżnić po jakimś czasie, co było projekcją myśli, a co było faktem. I teraz chcąc osiągnąć ser powinienem dokonać działania, które zdaje się wykraczać poza nasze możliwości umysłowe: zobaczyć rzeczy takimi jakimi są! Przecież to niemożliwe!

Sądzę jednak, że to pozorna sprzeczność, która służy tylko temu, by włączyć nieco wyobraźni. Jakkolwiek każdy z nas widzi inny kawałek sera, to da się dostrzec pustkę w portfelu, a nie chwilowe ograniczenie możliwości nabywczych, fajną nową pracę a nie możliwości rozwoju osobistego w strukturach organizacji, wkurzoną żonę zamiast zrzędliwej baby. Czyli rzecz nie w tym, by widzieć je identycznie tylko nie wygłupiać się z nazewnictwem i tak prosto jak to możliwe nazywać rzeczy i sprawy po imieniu. Bez tego nie ruszysz tyłka do zmierzenia się z żadną zmianą.

Słowa kluczowe:, , , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: