Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Które pomysły są dobre?

Wieża Eiffla, Paul ArdenTe, które zostaną zrealizowane.

Niezrealizowane pomysły nie są dobre.

Pewien klient zapytał, ile kosztowałoby pozwolenie na wykorzystanie w reklamie zdjęcia wieży Eiffla. Paryscy biurokraci odpowiedzieli mu: 10 000 funtów.

Wtedy pomysł przestał wydawać się klientowi taki dobry.

Więc nie wykorzystał zdjęcia.

Ja chciałem zamieścić takie zdjęcie w mojej książce, ale płacenie 10 000 funtów też nieszczególnie mi się uśmiechało.

Więc nie pytałem o pozwolenie.

Źródło: Paul Arden, Cokolwiek myślisz pomyśl odwrotnie, Insignis Media 2008, s. 88


Kiedy zaczynasz swój własny biznes, zresztą nie musi być to biznes, może być to dowolna działalność, w wyniku której powstaje jakaś wartość dodana zatrzymywana w Twojej kieszeni lub duszy, to pokusa pójścia na skróty jest przeogromna. Pewnie każdy z nas zna powiedzenie: „pierwszy milion trzeba ukraść”, które nie tylko mówi o tym samym, ale zdaje się, że daje przyzwolenie na pójście skrótem skrótu.

Moim zdaniem, pierwszego miliona nie trzeba kraść, nie trzeba też zaharowywać się bez końca, by na koniec życia stwierdzić, że miliona na koncie nie ma, a życie zmarnowane. Nie trzeba też kopiować cudzych pomysłów, by osiągnąć sukces sprzedażowych.

A co zatem trzeba, skoro takie mądrości prawię. Cóż, odpowiem jeszcze dosadniej: trzeba po prostu robić swoje.

Kiedy zerkam w przeszłość, to nie mam najmniejszego problemu, by wskazać działalności, na których pięknie popłynąłem. I patrząc jeszcze dokładniej z prawdziwym wstydem muszę dodać, że przyczyną praktycznie każdej porażki był jeden z powodów, o których pewnie mówi każdy anioł biznesu:

  1. Nie bierz się za biznes, na którym nie znasz się. Możesz być wybitnym kopistą, który z aptekarską dokładnością odtworzy na swoim podwórku cudzy biznes, zadba o to, by mieć niższe koszty stałe i zmienne, zadba o to, by podkraść kawałek lub całą grupę docelową i … i tak kończy na śmietniku historii z długami, chyba że szybko się opamięta i zamknie biznes zanim pasywa przerosną aktywna. Tak zrobiłem naście lat temu gdy nie zdając sobie w najmniejszym stopniu sprawy jak wygląda branża, nomen omen, uruchomiłem jako dodatkową działalność punkt ksero. Zadbałem o każdy detal, który wtedy wydawał mi się istotny: lokalizacja, łatwość dotarcia do grupy docelowej, zdywersyfikowane portfolio usług i towarów w sklepie, absurdalnie długie godziny pracy, świetni i empatyczni pracownicy i oczywiście porażka, po której jeszcze przez parę lat lizałem rany, bo upadający ten biznes pociągnął dochodowe działalności. Straciłem wszystko i długo potem oddawałem ZUS’owi co jego. I po co było się brać za branżę, na której się nie znam? Kopia najlepszych rozwiązań nie pomogła.
  2. Nie pozwól, by biznes padł przez nieracjonalne przepływy finansowe. Kiedy brałem się gdzieś w okolicach 2004 roku za działalność ksero nie miałem zielonego pojęcia, co to takiego tabela przepływów finansowych i co to znaczy zapewnić sobie aktywa na poziome trzymiesięcznych kosztów. Wydawało mi się wtedy, że skoro tak genialnie odtworzyłem najlepsze rozwiązania, to klienci będą walić do mnie drzwiami i oknami i nim zdążę przeliczyć utarg, to już będę musiał zmieniać porachowaną wartość, bo właśnie wpadła kolejna stówka. Nie zdając sobie sprawy z błędu jaki popełniam funkcjonowałem z dnia na dzień ze wszystkimi tego konsekwencjami. Gdy brakowało, dokładałem zakładając, że to inwestycja. Gdy przekroczyłem po paru miesiącach próg bankructwa, to nadal dokładałem tylko … przestałem zapisywać ile, bo przecież  w końcu muszę się odkuć. Prawda? Czy nie przypomina to wam aktywności hazardzisty? Z pewnością był to hazard i jazda po równi pochyłej w pięknym wydaniu.
  3. Bardzo duża liczba biznesplanów, które później przeszły przez moje ręce pozwala mi dodać tu jeszcze jeden komentarz. Jeśli już ukradniesz czyjś pomysł, dostosujesz go do swoich potrzeb, to przynajmniej przed sobą nie udawaj, że to Twoje. Nie chroń tego pod kapeluszem, rozmawiaj z każdym, pytaj czy to się uda lub co trzeba zmienić, bo choćbyś nie wiem jak zrobił dobrą kopię, to i tak nie skopiujesz historii wzorcowego biznesu. Daj coś z siebie!

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • Krzysztof Wiśniewski

    |

    Paul Arden to jeden z tych nielicznych autorów, których nie
    jestem w stanie przeczytać „ciurem”. Przerwy w lekturze jego tekstów to dla
    mnie normalność. Zacytowany tekst też mi dał wiele do myślenia.

    Na pierwszy rzut oka jestem ciągle pełen , jak sądzę dobrych,
    pomysłów. Ciągle coś mi po głowie biega, że mogę zmienić czy poprawić albo coś
    w moim otoczeniu albo w sobie samym. Nie da się tych myśli nazwać inaczej „jak
    dobrymi pomysłami”. I nagle pojawia się stwierdzenie Ardena: skoro pomysł nie
    został zrealizowany, to widocznie nie był dobry. Kij w mrowisko!

    Chwila zastanowienia i zaczynam się z nim zgadzać. Wiem, że
    mózg układa treści w sposób hierarchiczny. Skoro tak, w mniej lub bardziej
    świadomie dokonuję selekcji pomysłów i moją głowę zaprzątają te, z którymi się
    najsilniej identyfikuję. A skoro identyfikuję się w sposób popychający mnie do
    celowych działań, to oczywiście są to dobre pomysły.

    A teraz pytanie w drugą stronę, czy te idee, które nie
    przeszły próby weryfikacji przez realizację, są byle jakimi pomysłami. Tu nie
    mam gotowości do wyrażania odpowiedzi twierdzącej, ale skoro nie realizuję
    jakiejś idei, to jest ona wyrazem albo pracy mózgu w trybie jałowym, gdzie
    myśli biegną od „sasa do lasa” albo były marzeniem czy wizją. Skoro operują one
    na poziomie braku gotowości do przejścia do etapu wdrożenia, to z pewnością nie
    były dobrymi pomysłami. Cholera, wychodzi na to, że Arden znowu ma rację!

    Logika jednak potrafi wywracać postrzeganie spraw do góry
    nogami 🙂

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: