Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Lista zadań – problem wielki jak świat. Część I

Brian Tracy, Christina Tracy - pocałuj tę żabę

Brian Tracy, Christina Tracy – pocałuj tę żabę

Zawsze uważałem, iż dzięki wiedzy i umiejętnościom, które posiadam z zakresu zarówno programowania, doradztwa biznesowego dla innowacyjnych przedsięwzięć jak i oddawania tej wiedzy innym mam sporą wydajność w pracy, czego dowodem były czasy realizacji niektórych projektów. Nie bez powodu napisałem „niektórych”, bo w praktyce średnia dla wszystkich nie wygląda wcale tak różowo. Umiem podzielić robotę na kawałki i rozdzielić pomiędzy najbardziej kompetentne do jej wykonania osoby, jestem w stanie dość szybko zintegrować wyniki tych działań w jeden finalny raport, produkt czy usługę, ale to wcale nie znaczy, iż nie można zrobić tego efektywniej.

Co jakiś czas stawałem przed koniecznością odniesienia się do problemu zarządzania czasem, organizacji checklisty czy też bardzo precyzyjnego planowania przebiegu zadań projektów. Na szczęście dla mnie, gros projektów informatycznych prowadzonych zgodnie z metodyką AGILE ułatwiała mi prawidłowe panowanie nad przebiegiem, a częste iteracji były w stanie maskować błędy planowania czasu działań, to w ogólnych rozrachunku nie byłem zbyt zadowolony z przebiegu prac.

W minionym roku miały miejsce dwa wydarzenia, które zmusiły mnie do zmiany podejścia z całkowicie amatorskiego zarządzania czasem do nieco bardziej sformalizowanego. Dziś jestem dopiero na początku drogi, ale mam już trochę ogólnych myśli na ten temat i chętnie się nimi podzielę.

Te dwa wydarzenia, to z jednej strony likwidacja w wyniku zdarzeń losowych spółki doradczej IT, w której byłem partnerem i w konsekwencji brak czasu na cokolwiek, bo doba się nie wydłużyła a sprawy wymagały zakończenia, a z drugiej dobrych parę godzin spędzonych na rozmowach z Karolem (pozdrowienia z tego miejsca, link do tego wpisu oczywiście ci prześlę), który biegając w tempie torpedy był w stanie panować nad różnymi zadaniami biznesowymi. To on zasugerował mi przeczytanie Getting Things Done. Drugą osobą była nieoceniona w podrzucaniu inspiracji literaturowych Dorota. To przez nią pokochałem styl pisania Stephena Covey’a.

Dziś po blisko roku jestem bogatszy o wiedzę z paru innych źródeł książkowych i w konsekwencji zaczynam tworzyć swój własny styl zarządzania listą zadań. Postaram się w paru akapitach scharakteryzować go mając nadzieję na zaistnienie dwóch faktów:

  1. poukładania w swojej głowie tego co wiem,
  2. podzielenia się inspiracją z Wami.

Zacznę jednak historycznie od początku. Dziś, z perspektywy czasu uważam, iż miałem szczęście, iż kolejne książki wpadały mi do rąk w takiej a nie innej kolejności, bo teraz widzę jak ułożyły się w logiczną całość.

Robert Kiyosaki: „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec”.

Inspiracja przyszła od Doroty, która usłyszała o książce, na którymś ze spotkań partnerów w Kontekst HR International Group. Z pewnością mogę zazdrościć jej możliwości rozmowy z ludźmi o tak bogatym doświadczeniu w szkoleniach HR i wiedzy i inspiracji wynoszonych z rozmów. Trudno to przecenić. Teraz będzie „bloczek reklamowy”:

jeśli szukasz odpowiedzi na dręczące cię pytania z zakresu szkoleń HR takich jak budowa polityki rozwojowej kadr w organizacji czy optymalny do potrzeb i budżetu program szkoleniowy, to pisz do Doroty Wiśniewskiej, trenera HR. Telefon nie zawsze działa, bo wiele godzin spędza w salach szkoleniowych i wtedy nie odbiera.

Koniec bloczku reklamowego :).

Robert Kiyosaki - Bogaty ojciec, Biedny ojciecKiyosaki wprowadził mnie w stan zdumienia, z którego pewnie do dziś się nie otrząsnąłem i choć bogatszy jestem o dziesiątki nowych doświadczeń, to nadal do książki tej wracam jak również innych jego lektur poznanych później. W mojej głowie głęboko wrył się prosty schemat drogi do finansowej wolności opartej z jednej strony na akumulacji części wartości finansowych, a z drugiej na tworzeniu i zarządzaniu inwestycjami głównie na rynku kapitałowym pozwalającym znacznie przekroczyć próg inflacji dla zainwestowanych środków. Uwaga, iż inwestycja wartości dodatkowej nie wystarcza i dopiero inwestycja zasobów z podstawowego portfela jest tak ważna jak zakup chleba na śniadanie przewróciła do góry nogami moje spojrzenie na zasadność zarobkowania. Powiem szczerze, czy to pracując przez parę lat w Instytucie Fizyki czy na Wydziale Matematyki i Informatyki czy w ramach swoich działań gospodarczych, z jakiegoś powodu nigdy dość mocno nie wykiełkowała mi myśl, po co ja to robię? Jakieś pieniądze spływały, a dla mnie wartością była praca i nie koniecznie zarabianie. Kręciła mnie sama aktywność zawodowa. Pomyleniec? Może i tak, ale odwołam się do Roberta Cialdiniego: sam nie jestem i mogę wskazać wśród Przyjaciół i znajomych nie jedną osobę, która funkcjonuje podobnie. Społeczny dowód słuszności działa w całej krasie.

Robert Kiyosaki - Zanim rzucisz pracęWracając do Kioysakiego. Dał mi to, co potrzebne mi było wówczas usłyszeć czyli metodę opartą na inwestycji w naukę i siebie, by przejść od planu do realizacji (tak, tak; planu w punktach!). Ponad wszelką wątpliwość urzekła mnie logika jego wywodu. Pamiętając, że los potrafi kostkami rzucać w najdziwniejszych kierunkach, to metoda prowadziła do monotonicznego wzrostu poczucia bezpieczeństwa na stare lata. Czyż nie o to m.in. chodzi pracując przez całe życie? Jego rozumowanie zachwycało prostotą: weź kartkę narysuj koło symbolizujące twe przychody, podziel je proporcjonalnie do poszczególnych składników kosztów, a następnie weź kolorowy ołówek i z każdego fragmentu wytnij nieco, połącz te fragmenty w całość i nazwij inwestycje. Od dziś niech cię ręka boska broni przed rezygnacją z akumulacji wartości dodanej. I ucz się bez przerwy. Pisz wszystko po kolei, co musisz osiągnąć by wiedzieć więcej i ucz się. Punkt po punkcie ucz się.

Robert Kiyosaki - Kwadrant przepływu pieniędzyPiękno i oczywistość listy zadań stanęła przede mną otworem. Teraz pora zacząć metod tworzenia listy zadań. Christino i Brianie Tracy; o waszej pracy i jej wpływie na moje działania będzie następna część dotycząca organizacji czasu, którą postaram się napisać jutro.

PS. Wczoraj Irena zadała pytanie: „Ale czy naprawdę wiedza musi kosztować„. Skanując okładki książek z mojej biblioteczki myślę, że tak i to dużo. Inaczej nie da się w rozsądnym czasie zamortyzować kosztów pozyskania wiedzy i umiejętności.

Słowa kluczowe:, , , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • Irena Gagoś

    |

    Tak, Kiyosaki w „Biedny ojciec, bogaty ojciec” faktycznie inspiruje. Jednak czytając kilka innych jego książek, miałam wrażenie, że wszystkie są o tym samym. Przy trzeciej nie znalazłam już nic bardzo odkrywczego. No i to, o czym pisze ma duży sens, jednak stosunkowo trudno wprowadzić jego rady w życie, bo nie są dość konkretne. Tak czy inaczej, lektura godna uwagi.

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: