Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Nareszcie Brzeg.

Skarbimierz reklama

„Nareszcie Brzeg” – Taki to oto piękny napis przywitał nas (czyli Dorotę i mnie) wczoraj wieczorem. Tym razem podróż z domu zajęła nam ponad 6 godzin, bo nie dość, że po drodze były objazdy i wahadła związane ze zdarzeniami na drodze, to na dodatek zatrzymaliśmy się w McDonalds, by wrzucić coś na ząb. Takie to już tułacze życie trenerki biznesu i jej męża, szczęśliwego posiadacza prawa do kierowania pojazdem mechanicznym (czego nie można powiedzieć o trenerce). PKP robi wszystko, co w mocy tej firmy, by pociągi nie ułatwiały życia ludziom, więc w trasie jesteśmy nieustannie.

Chcę jednak na chwilę wrócić do wspomnianej restauracji i dźwigni handlu jaką jest reklama. Parę dni temu, nasza pociecha radośnie oznajmiła: – Zyskałem 1190 zł!

– Jak?  – Zdziwieni spytaliśmy, bo odkąd zaczął studiować kierunek przepływów finansowych jest zdecydowanie, bezdennie, jednokierunkowy.

– Po prostu, w  skrzynce na listy było 7 kuponów rabatowych do McD, każdy po 170 zł. Razem: 1190. Świetny biznes, prawda?

No cóż, wprawdzie nieco innej ekonomii go uczyliśmy, ale przyznać muszę, że brzmiało to dość przekonująco. Żeby tylko przekonująco, ale jeszcze błyszcząco i kolorowo! A te dodatki gratis! Trudno było przejść obojętnie. W każdym razie, nasze dziecko postanowiło podratować budżet domowy i parę (o parę minus 1 za dużo) płacht z kuponami nam zostawiło. Wyjazd do Brzegu był świetną okazją skorzystania z rabatów. Słowa przeszły w czyny.

Pierwsza trudność pojawiła się gdy próbowałem wypić łyk kawy. Gdy tylko podniosłem kubek do góry, Dorota tradycyjnie mnie ostrzegła.

– Tylko nie wylej! Nie wrzuciłam ci do walizki zapasowych spodni.

– Znasz mnie przecież. Nic się nie stanie.

I w tym momencie słabo zamocowane wieczko przesunęło się, i kawa znalazła się na moich kolanach. Dobrze, że nie cała, bo musiałby skorzystać z kolejnego kuponu rabatowego, co zmniejszyłoby nam zysk na całości i musiałbym się Kubie tłumaczyć.

Reklama mc donaldsSkok do łazienki i problem rozwiązany. Tylko mokro się czułem od kieszeni po kolana. Ale cóż, takie to życie. To, że drugi raz uległem wypadkowi potykając się o wałek zwalniający na parkingu jest chyba oczywiste, bo praktycznie zawsze w jakieś dołki wpadam, a o wszystkie górki potykam się. Trochę świeżej kawy znowu na spodniach nie miało już dla mnie specjalnego znaczenia. Grunt, że mogliśmy jechać dalej. No prawie mogliśmy, bo utyłem nieco ostatnio, o czym jeszcze spodnie nie wiedzą, i WieśMac nieco mi doskwierał. Ale wytrzymałem. Na kolację za to już siły nie miałem.

Oops, zagadałem się, a miało być o reklamie. Inspiracją stał się transparent, który zobaczyłem dziś rano w Skarbimierzu. I tak sobie myślę: i w McDonalds i w specjalnej strefie ekonomicznej, wszędzie reklama jest dźwignią handlu. Ale jak łatwo domyśleć się, dałem się złapać tej pierwszej, a ta druga zachęciła mnie do zrobienia tego wpisu.

 Uzupełnienie 10 stycznia.

Wczoraj wieczorem Dorota podesłała mi takie oto uzupełnienie mojego tekstu. Przeczytajcie, bo warto.

 Wizyta w McDonaldzie przyniosła mi poza walorami oszczędnościowymi (ciekawe, że nie pokusiłam się nawet o to, by porównać cenę stałą z promocyjną!) i relaksacyjnymi w podróży (po wielogodzinnej jeździe autem nawet McSwiat jest jak kojąca przystań) jeszcze jedno spostrzeżenie. Zbliżając się do budynku, dostrzegłam przez szyby, że restauracja jest pełna dzieciaków i młodych ludzi w wieku gimnazjalnym. Idylliczny McPopas w zapachu tłuszczu z frytek, pierwszych randek, podsumowań robionych przez przedstawicieli handlowych zaczął się ode mnie oddalać… Potem stanęłam w kolejce. Nabyłam bułki, napoje i frytki. Byłam dumna, bo udało mi się wynegocjować zamianę coca – coli na wymarzoną kawę Krzysztofa (tę, którą się potem szczodrze oblał). W tłumie młodych ludzi trudno było znaleźć wolne miejsce. Wreszcie osiedliśmy przy wygodnym stoliczku dwuosobowym, tuż przy toalecie. Bezcenne miejsce! Można obserwować sobie przewijających się klientów przydrożnego lokalu, zmierzających z obłędem w oku do WC i wychodzących stamtąd z ulgą. Radosne i
Kiedy Krzysztof oblany kawą udał się równie spiesznie ku toalecie uświadomiłam sobie, że od kilku minut mam dysonans. Spodziewałam się, że w pomieszczeniu pełnym dzieciaków i młodzieży będzie hałas, chaos i ogólne zamieszanie. Rzeczywiście było pełno młodych ludzi, a jednocześnie cicho, spokojnie, harmonijnie. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że wszyscy mają aparaty słuchowe. Porozumiewają się na migi lub poruszając ustami. Czasem się informują, czasem dyskutują, a czasem rozśmieszają i wygłupiają. Wszystko w ciszy. Fascynujący, niezwykły świat. Świat ciszy.
Dotychczas postrzegałam tę rzeczywistość jako godną współczucia, uwagi, pomocy. Tego dnia zobaczyłam ją jako wyjątkową -, harmonijną, wyciszoną i dającą wytchnienie. Dzięki pojawieniu w tym miejscu, w pobliżu tych ludzi miałam możliwość spojrzenia na ich rzeczywistość z innego punktu widzenia i, choć na chwilę, zanurzenia się w kojącej atmosferze.
Kubo! – dzięki za te bezcenne kupony : )
Krzysiu – dzięki za ten popas i całą podróż : )

 

 

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: