Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Naucz swoje dziecko, że pieniądze nie czynią ludzi bogatymi

Robert T. Kioysaki. Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych a czwórkowi zostają urzędnikami Wielu ludzi wierzy, że to pieniądze czynią ludzi bogatymi. W rzeczywistości pieniądze mogą uczynić ludzi biednymi, a co więcej – często właśnie tak się dzieje.

Podczas Twoich rodzinnych Wieczorów edukacji dla bogactwa korzystaj z przykładu gwiazd sportu – milionerów, którzy zbankrutowali. Ten paradoks otworzy umysł Twojego dziecka na poszukiwanie prawdziwej relacji pomiędzy pieniędzmi a bogactwem. (…)

Porozmawiajcie o tym, co sprawia, że ludzie są bogaci, i skorzystaj z tej książki lub z podręcznika do ćwiczeń zatytułowanego Obudź finansowy geniusz swojego dziecka, aby wyjaśnić, dlaczego bogaci czasem stają się biedni. Rozmowa pozwoli Twojemu dziecku zdać sobie sprawę z tego, że to jego umysł – a nie pieniądze – czyni je bogatym. A ono może dzięki temu zrozumieć, że nie potrzeba pieniędzy, aby stać się bogatym.

Źródło: Robert T. Kiyosaki, Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych, a czwórkowi zostają urzędnikami, Instytut Praktycznej Edukacji 2013, s. 174


Nie wykażę się zapewne specjalną oryginalnością, ale na pytanie czy lepiej być pięknym, młodymi i bogatym czy starym bez grosza przy duszy bez wahania odpowiadam: wolę być tym pierwszym. Nie zamierzam rozdrapywać ran wszelakich czy lepiej mieć czy być, bo w mym postrzeganiu świata pytanie to nie różni się ani trochę od pytania: „jabłko jest bardziej zielone czy okrągłe?” i mówiąc krótko: jest tak samo nonsensowne. Jedno nie przeczy drugiemu i pojąć nie mogę dlaczego niektórzy ludzie godziny całe spędzają nad roztrząsaniem tej kwestii. Oczywiście, że lepiej być i mieć niż nie być i nie mieć (krzyżówki tych pojęć nie warte są dla mnie dyskusji, z powodu jak wyżej). Nie wykluczam jednak, że jeśli przyjmie się wersję „wolę nie być” to kwestia „nie mieć” niejako z definicji „niebycia” traci na znaczeniu.

Wracając do kwestii edukacji finansowej dzieci. Nie wiem jak Wam, ale osobiście nie jestem przekonany, że udało mi się ileś tam lat temu wdrukować takie podejścia jak mówi Kioysaki do głowy mojej pociechy. I to chyba jest wyraz mojego szerszego podejścia do życia: jak mam to mam, jak nie mam to nie mam i nie zamierzam specjalnie zbierać w skarpetę na stare lata, bo i tak nie wiem jak będzie wyglądać przyszłość za minutę, więc jakością materiału w trumnie też nie zamierzam się przejmować. Co ma być, to będzie. Wszystkiego się spodziewaj, niczego nie oczekuj. Pytanie tylko co w zamian? Skoro nie pracowałem i nie pracuję intensywnie nad tym, by nauczyć pociechę zarządzań finansami w szczególności pod kątem przyszłych zobowiązań, to co mu dałem lub daję, co może stanowiąc alternatywę dla oszczędności i inwestycji?

Nie licz na to, że wpadnę teraz w mentorski ton i zacznę rozrzucać na lewo i prawo dyrdymały o wyższości nauki nad jej brakiem, o piątkowym uczniu itd. A na kij to? Rację ma Kioysaki: jak uczy życie, piątkowi uczniowie jakże często kończą jako tzw. „dupy wołowe”, które kompletnie nie potrafią poradzić sobie z niczym, co wymaga odrobiny inteligencji emocjonalnej czy ekonomicznej. Sam pewnie potrafisz wskazać wśród znajomych takie przykłady. Ktoś był całe życie piątkowy, świetlana przyszłość przed nim się roztaczała, splendory, honory i wczasy co pół roku na Bahama, a życie sprowadziło tę osobę do parkietu i tłucze przez osiem godzin dziennie jakieś kwity w urzędzie gminy w Wólce Zabużańskiej pomstując niczym świat stoi na swój koszmarny los. I na dodatek partner to łobuz, na którego w najmniejszej sprawie nie można liczyć. Znasz kogoś takiego? Pewnie tak. Ja znam.

Kioysaki w tym fragmencie książki wywołuje u mnie mieszane uczucia również z innego powodu: z wiary, że przekazując dziecku informacje można się spodziewać przekazania wiedzy czy umiejętności. Może nie byłem szczególnie zaangażowanym ojcem, ale gdy sięgam pamięcią w przeszłość, to nie przypominam sobie zbyt wielu ważnych sytuacji, bym przekazał ważną prawdę synowi wspierając się przy tym autorytetami i osiągnął pożądany rezultat. Ba, powiem więcej, coś mi po głowie chodzi, że czym intensywnie upierałem się przy swoim postrzeganiu świata, tym bardziej on miał to w poważaniu. Gdybym dziś go zapytał o któreś z tych prawd objawionych podawanych mu w dzieciństwie, to mógłbym odkryć, że bardzo niewiele mu w głowie zostało.

Nie chcę jednak wyjść tu na człowieka, dla którego edukacja ekonomiczna dziecka to temat z góry skazany na niepowodzenie. Zdecydowanie jest inaczej. Święcie wierzę w moc własnego przykładu. Jestem bardzo pracowitym człowiekiem (przynajmniej w tych obszarach, które rzeczywiście lubię; patrząc przez okno domyślam się, że nie obejmuje to naszego trawnika przed domem). Staram się tak planować dzień, by jak najmniej czasu przepłynęło mi między palcami i z radością przyjmę do wiadomości fakt, że jest to wzór do naśladowania dla mego dziecka. Podkreślam: wzór do naśladowania, a nie wskazany przeze mnie wzór do naśladowania. Niech sam wybierze: czy chce kształtować swój los pracą, aktywnością i pomysłowością, czy też zamierza ulec pokusie dobrych rad: ucz się pilnie przez całe ranki ze swej (…) czytanki; widzicie jak zadbałem o poprawność polityczną? Wolę, by uczestniczył w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, niż słyszał ode mnie: „odkładaj na dom, samochód, edukację dzieci, starość w dobrych warunkach, granitową tablicę nagrobną”. I niech sam podejmie decyzje, co jego zdaniem jest dla niego najlepszym rozwiązaniem i pomysłem na życie.

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: