Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

  • abcdw.pl
  • Lektury
  • Nie szukaj optymizmu. Działaj, a nawet w najtrudniejszych czasach on sam cię znajdzie.

Nie szukaj optymizmu. Działaj, a nawet w najtrudniejszych czasach on sam cię znajdzie.

Przewidywalne rezultaty w nieprzewidywalnych czasachWzięcie do ręki nowej książki, to zwykle dla mnie niezwykłe przeżycie. Kocham czytać, kocham uczyć się z książek, uwielbiam rozmawiać godzinami o treści książek, nie mogę na „tyłku usiedzieć”, by nie podzielić się z kimś wrażeń z lektury. I tym razem jest identycznie; książka która znalazła się na moim biurku parę dni temu dzięki uprzejmości wydawnictwa Studio Emka dała mi tyle wrażeń, i jak sądzę jeszcze nie raz mi da, że aż trudno mi o wszystkich skaczących po głowie myślach pisać w miarę uporządkowany sposób. Za mało czasu minęło od chwili skończenia lektury, bym miał to pod czaszką i w notatkach logicznie poukładane. Jeszcze nie raz wrócę do tej lektury, bo onieśmiela ona ilością inspiracji radzenia sobie z biznesem w czasach o tak dużej niepewności jak dziś.

Zaczynając zaś od początku.

Dwa tygodnie temu dotarła do mnie książka „Przewidywalne rezultaty w nieprzewidywalnych czasach”, której autorami są: Stephen R.Covey, Bob Whitman i Breck England. Polską edycję wydało Studio Emka (2013) z numerem ISBN: 978-83-63773-17-5. Widziałem już ją też na półce w Empiku w Galerii Mokotów, więc pewnie wkrótce będzie w większości księgarń internetowych.

Jeśli ktoś oczekuje, że będzie to kolejne wcielenie „Siedmiu nawyków” czy „Trzeciego rozwiązania” bardzo się zdziwi, choć w wielu miejscach natknie się na echa tych pozycji. Jeszcze większe zdziwienie pojawia się patrząc na objętość tej książki:  jej lektura zajęła mi może cztery, może pięć godzin i pewnie trwało by to jeszcze krócej, gdybym co jakiś czas nie wołał „Dorota, musisz tego posłuchać” i nie biegł porozmawiać o przeczytanej myśli z żoną. A potem nastąpiła zmiana ról i ona przybiegała do mnie gdy czytała. I jak Jej nie lubić? Styl też nie przypomina typowego stylu dla Covey’a. Bliższy jest skrótowi myślowemu znanemu z książek Ken’a Blanchard’a, niż autora „Najpierw rzeczy najważniejsze”.  Mówiąc wprost: krótko, zwięźle i konkretnie na temat. Bez mililitra wylanej wody i waty słownej. Bez zbędnych powtórzeń za to z dużą ilością przykładów i pomysłów do osobistych przemyśleń. Proste myśli, oparte o wnioski z weryfikowalnych naukowo badań, dzięki którym opadający od trosk nos znowu podnosi się do góry.

Największą zachętą do lektury stał się dla mnie początek tekstu z obwoluty (nie wiem kto wybierał, ale zrobił świetną robotę): „Jedyną rzeczą pewną w prowadzeniu biznesu jest jego niepewność. Mimo to istnieją wspaniałe organizacje, którym udaje się regularnie osiągać wyśmienite wyniki, niezależnie od warunków. Niniejsza książka traktuje o osiąganiu przewidywalnych rezultatów, zarówno w dobrych jak i złych czasach, dzięki przestrzeganiu czterech głównych zasad.

  1. Bezbłędna realizacja (…)
  2. Zaufanie ze strony wszystkich interesariuszy (…)
  3. Osiągać więcej mniejszą liczbą środków (…)
  4. Przekształcanie strachu w zaangażowanie (…)”

 

Bezbłędna realizacja

Nieomylność, to rzecz ludzka, ale niechęć lub brak możliwości skierowania uwagi na nadrzędne cele w prowadzonej działalności biznesowej czy życiu prywatnym, to już trąca sabotażem. Zastanów się przez chwilę: ile razy siedząc w pracy (nie jest tu specjalnie ważne, jakiego rodzaju prace wykonujesz) zadajesz sobie pytanie: ale co ja tu robię? Po co? O co w tym wszystkim chodzi? Rozmowy prowadzone w organizacjach nie pozostawiają złudzeń: te pytania padają tak często, że jedynym, które może je zdetronizować w częstości, to pytanie: „co dziś na obiad”. Pojawiają się one w konsekwencji każdego działania, którego nie rozumiesz, dla którego nie jesteś w stanie znaleźć uzasadnienia czy też choćby dlatego, że w sposób doskonały odwraca uwagę od tego co robisz dobrze na rzecz tego, co musisz zrobić właśnie teraz. A skutek dla efektywności procesów biznesowych? Po prostu opłakany. Ciekawi mnie, czy jest coś, co równie skutecznie pozbawia firmę efektywności jak brak rozumienia celu działań przez jego pracowników, ich promocji i weryfikacji w czasie. I nie chodzi tu o uwagi dotyczące tego, dlaczego ktoś inny został zatrudniony (w domyśle darmozjad, gdy ja ciężko pracuję). Zatem, czy z chwilą gdy firma (bez znaczenia jakiej wielkości, równie dobrze możesz być to również ty sama lub sam) określi cele strategiczne nie powinna o tym poinformować wszystkich? Oczywiście, że powinna i w większości przypadków pewnie to robi, ale czy wsłuchuje się w informacje zwrotne od załogi jak komunikat został zrozumiany i czy przez wszystkich? Czy przeniósł się na konkretne działanie? Czy jest wyznacznikiem aktywności na każdym stanowisku pracy?

Podając receptę na sukces Autorzy mówią:

  1. Skup się na najważniejszych celach.
  2. Upewnij się, że każdy dokładnie wie, co należy zrobić, aby osiągnąć cele.
  3. Monitoruj rezultaty.
  4. Regularnie podsumuj działania.

Tu leży pierwszy z kluczy do sukcesu organizacji w ciężkich czasach: każdy z pracowników musi wiedzieć dokąd prowadzi ścieżka, jaka jest jego rola w organizacji, co musi robić i w jakim czasie, by ścieżką tą kroczyć. Nie ma wyboru: każdy musi znać cele, czym będzie ich mniej tym lepiej, bo powyżej kilku ich wartość spada geometrycznie i pilnować tego, by dzień po dniu iść w stronę ich realizacji. Banalnie proste! Pytanie jednak, czy znasz firmę, w której to działa? Cytowane przez autorów statystyki wskazują, że wiele takich organizacji nie ma. Dlatego, być może właśnie Twoja firma wygra w tym biegu? Pierwszą wskazówkę właśnie przedstawiłem.

Zaufanie ze strony wszystkich interesariuszy

Przed lekturą, z pewnością mógłbym stwierdzić, iż gdy w tytule rozdziału widzę słowo „zaufanie” natychmiast przychodzą mi do głowy hasła z materiałów promocyjnych w stylu: „zaufało nam tysiące klientów”, „cieszymy się zaufaniem liderów branży”, „nasz sukces rynkowy, to efekt wielu lat pracy na wzbudzaniem zaufania klientów” itd. Bla, bla, bla. Gdybym tworzył kiedyś ranking najbardziej wyeksploatowanych słów w biznesie, to oprócz „niewidzialnej ręki rynku”, „dobrego wsparcia technicznego” i „wysokiej jakości” z pewnością znalazłoby się tam słowo: „zaufanie”.

Dziś muszę na tę sprawę spojrzeć inaczej. Wprawdzie nadal będę się śmiał z wykorzystania „zaufania” w dowolnej postaci w marketingu, to widzę je teraz również ze środka organizacji. Mam na myśli  kierunek, który tak chętnie w modelach biznesowych nazywany jest „kluczowe zasoby” czy „propozycja wartości”. Jest to konsekwencja postawienia odważnego pytania przez autorów: czy można zbudować solidny biznes, szczególnie w czasach gdy poziom sprzedaży da się określić jedynie słowem: „tragiczny, nie pozwala związać końca z końcem” bez całkowitego zaufania niezależnie od pozycji relacji w strukturze organizacji? Ich odpowiedź jest jednoznaczna: bez zaufania nie można osiągnąć sukcesu biznesowego. Prosto i bez przestrzeni do interpretacji. Mam wiele ciekawych spostrzeżeń z obserwacji małych i średnich biznesów, których działanie oparte jest na autorytaryzmie mniej lub bardziej charyzmatycznego właściciela. Częściej z charyzmą nie ma on nic wspólnego, za to z bezwzględnym egzekwowaniem nakazów już tak. Zaufanie w takiej firmie sprowadza się do wiary, że już wkrótce zegarek (lub szef) pozwoli na wyrzucenie spraw firmowych z głowy i pójście do domu. Cena, jaką płacą takie organizacje jest bardzo wysoka. Retencja, połączona z czarnym PR przenoszonym drogą wirusową z ust do ust nie pozwala takiej organizacji przebijać się w górę rynku. Najpierw stagnacja w okresach spowolnienia gospodarczego, a potem plajta lub trwanie z załogą zredukowaną do stanu pozwalającego na bezdochodowe trwanie bez perspektyw.

Stan ten można dość łatwo zmienić. Wystarczy uświadomić sobie, że pracownik, szef, współpracownik czy podwładny to nie bezmózgi wróg, tylko myśląca osoba z własnym bagażem doświadczeń życiowych, która ma potencjał i możliwości, by wnieść kawałek siebie do rozkwitu organizacji. Znowu, banalnie proste spostrzeżenie, które wsparte przez autorów przekonywującymi historiami z życia organizacji nadają tej banalnej myśli nowy wymiar. Tak, można i bezwzględnie trzeba zaufać ludziom niezależnie od stanowiska, bo to wprost przenosi się na efektywność działania całej firmy. A jak to zrobić? Recepta zawiera trzy punkty:

  1. Postaw na przejrzystość
  2. Dotrzymuj zobowiązań
  3. Zwiększ zaufanie

Trzy proste zasady, których wdrożenie warte jest trudną do oszacowania kwotę.

Osiągać więcej mniejszą liczbą środków

Tym razem zacznę od cytatu (str. 81):

Organizacje, które odnoszą sukcesy w czasach kryzysu, robią wiele z tych rzeczy, ale w bardziej efektywny sposób:

  1. Organizacje odnoszące sukces koncentrują się na budowaniu lojalności klientów i pracowników.
  2. Zmieniają dotychczasowe układy w organizacji tak, aby te priorytety znalazły się w jej centrum.”

Nie wykażę się pewnie specjalną inteligencją, gdy na pytanie: „co zrobić, by podnieść rentowność biznesu?” odpowiem: „zmniejszyć koszty i zwiększyć przychód”. Czytając książkę nie mogłem się pozbyć myśli, że dokładnie taką samą niezbyt wysoką inteligencją charakteryzuje się wielu menedżerów. Dla nich zmniejszenie kosztów, to w najprostszej wersji redukcja etatów, a zwiększenie przychodu, to sprzedaż poniżej progu rentowności lub tuż nad nim. A jakież to zdziwienie ich dopada, gdy mimo podjęcia śmiałych decyzji firma składa wniosek w sądzie o upadłość! Przecież plan naprawczy był znakomicie przemyślany, planowany wzrost rentowności winien skutkować rozkwitem biznesu, a nie jego upadkiem. Winny zatem jest zły świat zewnętrzny, bo ekonomia dostała to co powinna była dostać, a i tak nie skorzystała z tej słodkiej karmy. Zastrzeżenia akcjonariuszy o niekompetencji zarządu są nieuzasadnione, bo to nie Prezes odpowiada za problemy szerokiego rynku.

Czytając książkę nie mogłem w tym rozdziale pozbyć się sarkastycznych skojarzeń, że biznes w kryzysie wygląda tak jak napisałem wyżej. Grunt, to wykorzystać nośne słowa-klucze, wrzucić je w słowotok wstępu do skorygowanego biznesplanu i jakoś to będzie. Może bez szalonego wzrostu, ale z pewnością to dobry plan na przeżycie. Bo jak kryzys minie, to my im (czyli rynkowi) wtedy pokażemy. Otóż nie pokażecie, bo was już nie będzie.

Autorzy, wspierając się przykładami, oczywiście dają recepty. Od tak oczywistych jak „W czasie kryzysu możemy czuć pokusę skupienia się nie na klientach czy pracownikach, ale na finansach” po znacznie trudniejsze jak: „Istnieje różnica między zadowoleniem a lojalnością klienta”. Tylko od zarządu zależy, w którą stronę skieruje swoją aktywność: na destrukcji czy budowaniu więzi w załodze i więzi z klientami. Psuć można zawsze, ale budować nowe relacje potrafią tylko najbardziej wizjonerscy menedżerowie.

By zachęcić ich do prób rzeczywistego zwiększenia efektywności wskaźników efektów biznesowych zacytuję na koniec tej części jeszcze jedno zdanie z książki: „Nawet w trudnych czasach (a być może szczególnie wtedy) ludzie chcą wnieść swój wkład, pomóc, coś zmienić.

Przekształcanie strachu w zaangażowanie

Już w pierwszym podrozdziale autorzy pytają „Ile kosztuje cię kryzys psychiczny?” Ich wprowadzenie do odpowiedzi: „Koszty, jakie pociąga za sobą lęk, są poważne. Nawet w spokojnych czasach rozproszenia pochłaniają 28% czasu z przeciętnego dnia amerykańskiego pracownika … i obniżają produkcję o 650 miliardów dolarów rocznie. W obecnych, chaotycznych czasach, uwaga pracowników jest jeszcze bardziej rozproszona niż zwykle. Kiedy zagrożone są ich domy, rodziny praca i zdrowie, ludziom o wiele trudniej jest się skupić.

Przyznaję, iż nigdy nie rozmawiając z ludźmi na temat przyczyn i konsekwencji sytuacji kryzysowych nie przypominam sobie, by ktokolwiek podjął wątek strachu pracowników jako jednej z przyczyn problemów organizacji w trudnych czasach. Często padało stwierdzenie, iż ciężkie  czasy i nowe wyzwania wzmagają poczucie lęku czy intensyfikuje się poziom stresu u ludzi, lecz wszystkie te przypadki wskazywały na to, iż zwrot strzałki związku przyczynowo skutkowego skierowany był od problemów w firmie do poczucia pewności siebie u pracowników. Tu autorzy stawiają i wykazują zasadność przeciwnej tezy: pierwotne mogą być problemy osobiste ludzi, a to przenosi się na funkcjonowanie całych organizacji. Wskazane wyżej kwoty kosztów stresu u pracowników zdumiały mnie swoją wielkością. Nie warto zatem czekać bez ruchu. Praca u podstaw, zaufanie pracownikom, oparcie się o ich mądrość i zdolność do podejmowania wyzwań mogą i wzmacniają każdy biznes. Dociążanie pracowników pracą, którą dotąd wykonywali ich zwolnieni właśnie współpracownicy z pewnością nie ułatwia generowania twórczych pomysłów. Tu mamy tylko grę na przetrwanie i ciche szukanie nowego miejsca pracy. Czy o to chodzi menedżerom? Pewnie nie.

Autorzy mówią: „Kiedy największe znaczenie ma misja, która został im powierzona, ludzie są w stanie pokonać własne lęki”. Retorycznie zapytam, czy można znaleźć lepszą metodę na wzmocnienie psychiczne pracowników? Odpowiedź znajdź sam.

Tych parę akapitów to tylko przegląd myśli zawartych w Przewidywalne rezultaty w nieprzewidywalnych czasach

Czytanie w cofeeheavenCzas spędzony na lekturze z pewnością nie uznałem za stracony. To był jedna z najlepszych inwestycji jakie ostatnio poczyniłem. Wierzę, iż podobne wrażenie będziesz mieć również ty, czytając tę książkę. Z czystym sumieniem polecam. Mój egzemplarz został oklejony post-it’ami na wielu stronach, a to oznacza, że często będę wracał do zawartych tam spostrzeżeń.

Przy okazji, mały pech może spotkać nawet wielkich autorów. Tak też się stało tutaj, lecz w moim odczuciu nawet w najmniejszym stopniu nie umniejszający wagi książki. Historia pokazała, iż nie każdy pozytywny i godny podziwu bohater był nim w rzeczywistości i dziś musi mierzyć się ze społecznym ostracyzmem. Jest dla mnie oczywiste, iż w chwili pisania książki część faktów, którymi żyły media w ostatnich tygodniach nie mogła być znana autorom, co całkowicie ich usprawiedliwia. Pewnie w kolejnym wydaniu nazwisko Lance’a Armstronga zniknie z treści, co wcale nie oznacza, iż zniknie z kart szacunek dla całej drużyny kolarzy, która z nim współpracowała.

Podsumowanie

„Przewidywalne rezultaty w nieprzewidywalnych czasach – jak zwyciężać w każdych warunkach” to nie tylko lektura obowiązkowa, dla każdego kto chce rozwijać biznes w okresach spowolnienia rozwoju gospodarczego, ale również dla tych wszystkich, którzy chcą „ustawić procesy” w życiu prywatnym, by skuteczniej radzić sobie z dynamiką zmian otoczenia ekonomicznego. Trzy godziny spędzone z żoną na rozmowie o naszych wnioskach z lektury, to dopiero wstęp do pomysłów zmian, które zamierzamy wdrożyć. Dzięki Stephen za inspirację. Znowu odciskasz kawałek siebie w naszym życiu zawodowym i prywatnym. Swoją pracę już zrobiłeś, teraz kolej na nasz ruch! Najpierw zrobimy, to co można zrobić u nas, a potem na szkoleniach opowiemy o tym uczestnikom szkoleń.

Słowa kluczowe:, , , , , , , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: