Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Nie taki kłamczuch cwany, jak go malują

pinokio2 Ludzie zazwyczaj kłamią na jeden z czterech sposobów:

  • tworzenie – od początku zmyślają historię albo zdarzenie,
  • pomijanie – nie wspominają o trudniejszych szczegółach,
  • koloryzowanie – przesadzają,
  • przeniesienie – kiedy przeszczepiają szczegóły z cudzego życia do historii, którą opowiadają tobie.

Zanim dowiesz się jak wykryć kłamstwo, najpierw musisz umieć wyczuwać oszustwo.

U większości ludzi nawet najdrobniejsze kłamstwo wywołuje pewien stres. Psychopaci, którzy nie mają sumienia ani nie odczuwają przymusu mówienia prawdy, przejawiają stres tylko wtedy, gdy boją się, że zostaną zdemaskowani. W obu przypadkach strach wywołuje stres na poziomie fizjologicznym, co widać w szeregu różnych objawów stanu „walcz albo uciekaj”. Zwykle napomknięcie o drażliwej kwestii może uruchomić pełną reakcję i sprawić, że u danej osoby pojawią się wspomniane symptomy. Kiedy ta zaczyna odczuwać wpływ stanu „walcz albo uciekaj”, rejestrujesz – jak wariograf – „skoki na ekranie” w postaci pewnych elementów jej mowy ciała. „Skoki” te podpowiadają, że należy im przyjrzeć się bliżej, aby rozpoznać, co wywołuje stres.

G. Hartley, M. Karinch, Najniebezpieczniejsza książka o biznesie, Wydawnictwo Helion 2012, s. 85

Mówienie o prawdzie czy fałszu przychodzi mi szczególnie łatwo gdy dotyczy to innych ludzi, a nie mnie samego. W tym drugim przypadku sprawa nagle bardzo się komplikuje. I to z co najmniej trzech powodów:

  1. gdy przeglądam podręczniki psychologii dla opornych lub też artykuły w periodykach popularnonaukowych natychmiast rzucają mi się na oczy stwierdzenia w stylu dra Hausa: „wszyscy kłamią”. Być może tak jest. Być może wszyscy kłamią i kłamstwo jest niezbędne nam do życia społecznego. Nie mogę tego zweryfikować, bo nie siedzę w głowie wszystkich ludzi żyjących na świecie. Poza tym,  nie mam pewności, czy siedząc w głowie powiedzmy Chińczyka byłbym w stanie zrozumieć choć jedno wymyślone przez niego zdanie. W przypadku nastolatki, nawet myślącej w języku polskim, pewnie by było jeszcze trudniej, a tak trudnych zadań unikam, bo klęska pogarsza mi samoocenę,
  2. życie mnie uczy, że kłamstwo lub prawda oderwane od tu i teraz staje się tylko jedną z miliona opowiedzianych historii i trudno przykładać doń szczególną wagę. Weźmy choćby przysłowiowego wędkarza, który oczywiście złowił „taaaaką rybę!” albo przynajmniej dwa razy większa, właśnie zerwała mu się z haczyka tuż przy brzegu. A właściwie, to pewnie ich było siedem przyczepionych pyszczkami do żyłki przy wędce. I gdy spojrzeć na takie historie dzień po, to nagle okazuje się, że nie ma znaczenia czy ryba była wielka czy maleńka, bo albo pływa sobie dalej, albo zdążyła się już ona delektować smakiem oleju na patelni tuż przed wczorajszym podaniem jej do obiadu. Takie życie! Tu i teraz wygrywa w całej rozciągłości,
  3. za bardzo jestem „zakręcony” na co dzień i tym samym nie przykładam wielkiej roli do prób zapamiętania tego, co się faktycznie w danym momencie wydarzyło, lub co w danej chwili powiedziałem. Mam krótką pamięć krótkoterminową, często zatem funkcjonuję na poziomie wbudowanych schematów jak podczas jazdy samochodem (fajnie to opisał dr Kevin Hogan w książce o autohipnozie, której tytułu oczywiście nie pamiętam, a nie chce teraz mi się wstawać i iść szukać jej na półce. Zaraz, zaraz! Przecież mogę wyszukać w blogu, bo chyba o niej pisałem. Myliłem się, pamięć była zawodna. Nie wrzuciłem żadnego cytatu z tej książki do bloga). Kłamanie w takim przypadku jak mój, to strasznie niebezpieczna gra, bo skoro nie pamiętam, co powiedziałem w danej chwili, to szansa wyrażenia przeciwnej opinii w innej rozmowie na podobny temat graniczy z pewnością. Nie zamierzam ryzykować. Nie chcę kłamać, unikam kłamstwa (teraz też!), by nie narazić się na takie niebezpieczeństwo. Oj bywa, że wiję się jak piskorz, by tylko w rozmowie zmienić drażliwy dla mnie temat, ale jeśli nie mam wyboru, to mówię jak było, bo społeczny koszt kłamstwa w moim przypadku jest zbyt wysoki. Zdarza się, iż mówię: nie odpowiem na to pytanie, bo nie chcę i ucinam rozmową zostawiając zadającą mi pytanie osobę z własnymi myślami i własną interpretacją. Zresztą, jeśli ktoś już ma jakąś opinię na temat omawianej kwestii czy oceny mojego postępowania, to fakt że coś usłyszy ode mnie pewnie w niewielkim stopniu jest w stanie wpłynąć na zmianę przekonań. A czym moja wypowiedź będzie w większym stopniu odbiegać od takich wyobrażeń, to i tak większa szansa na to, że zostanę uznany za kłamcę. Ale to już nie moja sprawa. Zmieniać mogę tylko siebie, a nie innych.

Jest jednak obszar prawdy/kłamstwa, który sprawia mi ogromny problem i prowadzi wprost do popełniania bardzo bolesnych i kosztownych błędów. Tym obszarem jest samookłamywanie się. Często nieświadome, ale jednak. Wspomniałem w tekście o marzeniach, że uwielbiam marzyć i często staje się, sam nie wiem jak, że nagle tak silnie zaczynam wierzyć w możliwości realizacji danego pomysłu, że zupełnie wyłączają mi się mechanizmy poczucia ryzyka przed porażką. Mózg zaczyna tak silnie wierzyć w to co myśli, że żadna inna, w szczególności  przeciwna myśl nie jest w stanie się przebić. Porażka murowana, o czym przekonałem się dziesiątki razy.

Jak widać, w moim przypadku, może twoim również, oprócz prawdy i kłamstwa występuje trzeci równoważny element: nieskrępowana wiara (takie trzy strony medalu). To czy jednego dnia będzie ona ubrana w piórka prawdy czy innym razem w sukienkę fałszu zwykle okazuje się po dłuższym czasie i niestety często towarzyszy pusty portfel.

Dziś nie mam patentu na wyczucie z wyprzedzeniem czy w danym momencie nieświadomie oszukuję się czy też nie. Pracuję nad tym i może przyjdzie taki dzień, że z pełnym przekonaniem powiem: „mój mózg odrzucił nos Pinokia”, ale wiem jak trudne i ambitne to zadanie. Tobie też życzę w tym obszarze sukcesu!

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: