Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

No to się razem z szefem z jego dowcipu pośmialiśmy

Techniki jednominutowego menedżeraPowiem tak: większość menedżerów, zamiast pochwały, wygłasza na koniec reprymendy uwagę dodatkowo pogłębiającą negatywne wrażenie, np.: „Jeśli wydaje ci się, że dostaniesz awans, to masz rację – tylko ci się wydaje”. Załóżmy, że takiej rozmowie przysłuchuje się inny pracownik. Jak myślisz, o czym będą rozmawiać, kiedy odejdziesz: o tym, jak potraktowałeś tego człowieka, czy o jego błędach, które doprowadziły do całej sytuacji? – powiedział Jednominutowy Menedżer.

– O tym, jak potraktowałem tego człowieka.

– Właśnie – potwierdził gospodarz – i możesz być pewien, że ich opinia na twój temat nie będzie zbyt pozytywna. Nie ulega jednak wątpliwości, że wszystko zaczęło się od błędu pracownika. Kończąc reprymendę pochwałą, przekazujesz komunikat: „Ty jesteś w porządku, ale twoje postępowanie pozostawia nieco do życzenia!”. Wówczas skarcona osoba po twoim odejściu będzie się zastanawiać nad tym, co zrobiła źle. Jeśli mimo wszystko zacznie krytykować twoje postępowanie przed innymi pracownikami, ci odpowiedzą: „O co ci chodzi? Przecież powiedział, że jesteś jednym z najlepszych pracowników. Zależy mu tylko na tym, żebyś drugi raz nie popełnił tego samego błędu”.

Źródło: Ken Blanchard, Robert Lorber, Techniki Jednominutowego Menedżera w praktyce, MT Biznes 2008, s. 44


I jak tu nie lubić Ken’a Blancharda za poczucie humoru? Jego mistrz nad mistrze czyli Jednominutowy Menedżer to facet obok którego przejść obojętnie. Moim ulubioną książką jest opowieść gdy zaczyna podejrzewać, że chyba się przepracował i coś złego dzieje się z sercem.

Można się oczywiście śmiać z pokładów truizmów, którymi książki te epatują, ale jedno nie ulega dla mnie wątpliwości: czym wyraźniej podasz na talerzu prawdy, na przekazaniu których rzeczywiście ci zależy, tym bardziej podnosisz szanse na to, że komunikat dotrze w niezmienionej postaci do odbiorcy. Dobrze to widać w tym fragmencie książki; jeśli masz taką potrzebę, to nic nie zatrzyma, byś z podziwu godnym uporem sponiewierał w lewo i prawo osobę, której masz coś przykrego do powiedzenia. Omylni jesteśmy wszyscy i nie ma dnia bym sam nie zauważył, lub ktoś mi nie wskazał czegoś niedorobionego czy zrobionego niezgodnie z założeniem przeze mnie. Tak, daję sobie prawo do pomyłek i daję sobie prawo do refleksji nad nimi, by ograniczać ich występowanie w przyszłości. To wcale nie oznacza, iż błąd raz omówiony nie zostanie przeze mnie powtórzony w przyszłości – z dużym prawdopodobieństwem mogę założyć, iż błąd z podobnej klasy znowu popełnię, choćby pamiętał o skutkach poprzedniego. Bo taki śmieszny jest los, że jak mówił jakiś kabareciarz: „Życie uczy jednego: jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyło” (wydaje mi się, że słyszałem to z ust Fronczewskiego, ale nie jestem tego pewien, bo było to sto lat temu).

Skoro już zaakceptowałem fakt, że jestem omylny, to powinienem tę samą miarkę przyłożyć do innych ludzi. Mógłbym oczywiście od innych oczekiwać więcej niż od siebie, ale wtedy byłbym nikim więcej jak satrapą, który wojskiem i policją zmusza innych do zachowań niezgodnych z naturą wolnego człowieka. Nie interesuje mnie to, więc myśl ucinam.

Przyjmuję zatem, że wszyscy jesteśmy omylni i to, że kogoś o coś poproszę nie oznacza wcale, iż komunikat zgodny z moją intencją dotarł do jego uszu. Mogłem informację przekazać w sposób mało precyzyjny lub nieadekwatny do przygotowania odbiorcy komunikatu. Mogłem powiedzieć zbyt cicho, zbyt głośno czy wesprzeć przekaz niespójnym komunikatem pozawerbalnym. Znając swoje roztrzepanie mogłem powiedzieć coś innego, niż w mej pamięci zostało i domagać się załatwienia spraw innych niż sądziłem. Mogłem itd. Skutek jest jednoznaczny, osoba do której kieruję prośbę o zrobienie czegoś usłyszała coś innego niż, jak mi się wydaje, wypowiedziałem. Skutek jest oczywisty, jeśli nie przekazywałem tego komunikatu do osoby, która bardzo dobrze mnie zna i wie, co mogłem mieć na myśli nawet jeśli zrobiłem wszystko, by przekręcić komunikat, to nie ma problemu. Nie ma też problemu, gdy osoba odbierająca komunikat parafrazuje moją wypowiedź potwierdzając zgodność zrozumianej informacji i przekazanej przeze. Takie przypadki oczywiście najbardziej lubię, bo żadna ze stron nie ma wątpliwości, że o to właśnie chodziło w tym toku rozumowania.

Niestety, może się również zdarzyć, iż osoba, której powierzam zadanie do wykonania, nie zrobi tego zgodnie z instrukcją. Pierwsza myśl: można urwać jaj głowę, można wykrzyczeć wszystko, co tylko ślina na język przyniesie, można zrobić z człowieka wariata lub poszczypać go odbierając nieco godności. Ale po co? Po to by z siebie zrobić furiata, wariata itd? Przecież odbierając godność drugiemu człowiekowi nie tylko jej nie przywłaszczam, ale sam ją tracę. A gdzie budowa autorytetu, a gdzie szacunek dla siebie. Przykładów można wymieniać wiele i wszystkie sprowadzają się do wspólnego mianownika: niszcząc drugiego człowieka nie naprawiasz jego błędów, nie uczysz go niczego tylko trwonisz swoje pokłady godności i samozaparcia w osiąganiu celów.

Czy to będzie tzw. kanapka (dobra informacja, zła, dobra informacja), czy to będzie wyraźne rozdzielenie przedmiotu problemu / błędu od osoby, która ów błąd popełniła tak jak w tym cytacie, zawsze efekt jest ten sam: korygujesz zachowanie, a nie gmerasz palcem w drugim człowieku. Po prostu. Przecież jego nie zmienisz, a sam odchorujesz. Lepiej więcej modyfikować jego postępowanie, bo przynajmniej nie skończysz z chorobą wieńcową na oddziale intensywnej terapii.

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: