Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Notatki z podróży: o tym, że pozytywne myślenie jest bardziejsze?

Dorota Wiśniewska

Wracając ze szkolenia, namówiona przez życzliwą osobę (wbrew przeczuciu czy intuicji) wsiadłam do pociągu jadącego do Poznania godzinę wcześniej niż planowałam. W wagonach było tak ciasno, że ciężko było wejść samodzielnie, nie mówiąc już o walizce. Ostatecznie utknęłam tuż przy wejściu między drzwiami toalety, wejściowymi i przejściem pomiędzy wagonami. Owiewał mnie smrodek toaletowy i zimny „wietrzyk” przez dziury wokół drzwi. Do tego, co jakiś czas do WC udawał się nękany nałogiem pasażer, by po chwili pojawił się wydobywający się spod drzwi dymek…

Wokół odbywały się przenikające się rozmowy współpasażerów. Dowiedziałam się wielu pouczających rzeczy. Począwszy od tego, jak spędzają weekendy uczniowie szkół gimnazjalnych i średnich. Gdzie i ile można wypić alkoholu jednego wieczoru. Jak potem dotrzeć samodzielnie samochodem do domu. Jako matka nastolatka zaczęłam czuć jak włosy jeżą mi się na głowie, więc dla uspokojenia wyłowiłam głosy wracających do domu biznesmenów. Dzięki temu poznałam ich szczegółowe plany na nadchodzący tydzień. Nie ominęły mnie także cenne instrukcje dotyczące tego, jak najlepiej uprzątnąć grób przed wszystkimi świętymi.

Jechałam, stojąc przy wciśniętej między drzwi walizce i zastanawiając się: co ja tutaj robię!?! Dlaczego nie zrobiłam prawa jazdy?!? Dlaczego nie zaczekałam na kolejny pociąg z miejscówkami? Dlaczego?!… Użalałam się nad zmarzniętymi dłońmi. Rozczulałam się nad swym przewianym chłodnym wiatrem jestestwem. Ogarniał mnie coraz większy mrok żalu nad sobą i złości na to, że nie posłuchałam swej intuicji tylko głosu życzliwego doradcy. Jeśli wiecie o czym mówię, to zapewne zdajecie sobie też sprawę, że rozczulanie się nad sobą niesie kolejne nieprzebrane pokłady powodów do smutku i emocjonalnego cierpienia. Tonąc sobie w żalu i otulając się auto – współczuciem w wolnym tempie i ciemności przemieszczałam się po naszym pięknym kraju.

I wówczas resztką zdrowego rozsądku i instynktu zachowawczego doprowadziłam się od pytania: co ja tutaj robię?! – do pytania: co ja sobie robię?

Wszak jest mi coraz gorzej. Przede mną jeszcze kilka godzin jazdy, a ja już jestem pełna żalu, niechęci do losu i współpasażerów, złości na nieprzemyślaną decyzję i przemarznięta.

Pozmyślałam, że pobawię się w zmianę mojego punktu widzenia. Co mam?

  1. Jadę już pociągiem, więc będę szybciej w domu.
  2. Jadę : ), co w przypadku PKP i tego, że często składy eufemistycznie „doznają opóźnienia” (takie wrażliwe są: ) – jest sukcesem.
  3. Czuję się bezpiecznie. Wszyscy pilnują swoich i cudzych bagaży.
  4. Zdobywam bezcenną wprost wiedzę na temat tego, co dzieje się w życiu rówieśników mojego syna, dojeżdżających do pracy oraz osób które zdążają do bliskich po drugiej stronie…
  5. Mogę zobaczyć, jak uśmiechnięty i życzliwy Pan Konduktor przepycha się w wagonie, żeby spełnić swój zawodowy obowiązek i sprawdzić bilety.

O właśnie kiedy do mnie przybył, to od razu pocieszył mnie, że wkrótce pierwsi pasażerowie zaczną wysiadać na swoich stacjach docelowych. Wówczas on powie mi do jakiego przedziału się udać, żebym tak nie barykadowała tych wszystkich przejść : )))

Jeszcze chwila wątpliwości… Przeszkadzam?

Nie! Konduktor dodał jeszcze na odchodnym: przecież nie może pani tak marznąć. Zatroszczył się!

Pozytywne myślenie zaczęło działać. Zbliżamy się do jednej z większych stacji. Powoli zaczynają się przemieszczać pasażerowie, którzy chcą opuścić pociąg. Delikatnie i niespiesznie podchodzi, bo wszyscy w jakiś niesamowity sposób znajdują miejsce, żeby się rozstąpić, para starszych państwa. Pani, lepiej powiedzieć Dama, 80 –cio letnia. Prawie nie widzi, prowadzone przez swego męża. Czule i z ogromną troską. Wyglądają tak krucho. Podchodzą do drzwi, a więc i do mnie. Zatrzymują się. Pociąg szarpie niespodziewanie. Starszy pan podtrzymuje swą towarzyszkę w ostatniej chwili. Roztaczają aurę miłości, szacunku, troski. Zazdrościmy im?

Proponuję kobiecie, żeby złapał się rączki mojej walizki. Chętnie przyjmuje moja ofertę. Zwraca się ku mnie. Opowiada, że jest wnuczką przedwojennego kolejarza. Sprzed pierwszej wojny! Co jej przyszło, żeby teraz z lękiem jeździć koleją? Mąż patrzy na nią ciepło. Trzymają się za ręce. Ech! Wyobraziłam sobie siebie i mojego męża za 50 lat. Marzenie? Siła pozytywnego myślenia?

Stacja. Okazuje się, że peron jest tak nisko, iż starsza pani nie może wysiąść z pojazdu. Pasażerowie angażują się w pomoc. Jedni krzyczą, żeby pociąg zaczekał, inni podają bagaże, inni unoszą kobietę. Wspólnymi siłami pomagamy jej wyjść. Ufff! Rozglądam się wokół. Jesteśmy dumni! Uśmiechamy się: gimnazjaliści, biznesmeni, zaspani studenci, właściciele wieńców, podróżujący na spotkanie z tymi, którzy odeszli.

Podchodzi do drzwi kolejna osoba. Teraz myślę sobie, że mam najlepsze miejsce w pociągu. Los dostarcza mi nieocenionych okazji i spotkań. Tym razem pani opowiada mi o swojej podróży do brata. Jeździ do niego tylko raz w roku. Na wszystkich świętych. W miejscowości, w której on mieszka leżą na cmentarzu ich rodzice. Tęskni do niego. Jednak nie ma czasu robić tego częściej. Rzadko dzwonią do siebie. Życie. Ten jeden raz w roku mają okazję pobyć ze sobą. Wracają do wspomnień z dzieciństwa. Kobieta przestaje snuć historię, bo pociąg się zatrzymuje w polu. Zaczyna się denerwować spóźnieniem. Nie lubi, jak brat czeka. To psuje mu nastrój. Chciałaby, żeby było normalnie. Ruszamy. Do mnie wraca opowieść o kupowaniu kwiatów, wianków i świeczek. Trzeba zdobyć najlepsze. Wszyscy przecież patrzą i oceniają na tym cmentarzu. Jedzie szybciej, bo musi posprzątać groby. Trzeba trzymać fason. Buty nowe też kupiła.

Brat wziął urlop. Jutro pójdą razem na cmentarz. Przygotują wszystko. Stacja. Pani cieszy się, że pomogłam starszym państwu, więc i jej z pewnością ułatwię wysiadanie. Uśmiechamy się do siebie. Wspólnymi siłami bagaż i kwiaty są już na peronie. Kobieta macha mi i idzie w kierunku czekającego mężczyzny.

Ja jestem bogatsza o kolejne spotkanie. Podchodzi do mnie konduktor. Mówi, że w jednym z przedziałów zwolniło się miejsce. Pasażerowie pomagają mi z ciężką walizą. Dziękuję! Na ludzi można liczyć. Siła pozytywnego myślenia?

W przedziale duszno. Nie mam co zrobić z walizą. Okazuje się, że znajduje się dla niej miejsce na korytarzu. Pasażerowie deklarują, że nie przeszkadza. Przysłuchuję się rozmowie dwóch starszych, eleganckich panów. Deklarują, że chcą się dostać do Ino. Jeden z nich dzwoni do wnuczki i mówi, że dziadziuś przyjedzie dopiero rano, bo nie ma już żadnego pociągu z Poznania tego wieczoru. Z przyjemnością uświadamiam sobie, że mogę im zaproponować wspólną podróż samochodem, bo Krzysztof przyjedzie po mnie. Mówię o tym. panowie okrzykują mnie aniołem : ) Śmiejemy się z dobrych zbiegów okoliczności. Mam fantastycznych towarzyszy podróży, rozmownych i szarmanckich. Dowiaduję się, że byli na wycieczce w Karpaczu, która była nagrodą. Roztaczają przede mną wspomnienia z wycieczek górskich i atmosferę Pragi, go której także się udali. Podróż minęła niepostrzeżenie. Siła pozytywnego myślenia?

Potem wspólnie dotarliśmy do Ino. Bezpiecznie, bo choć nocna pora i spać się chce, było tyle tematów do poruszenia, tyle opinii do poznania, tyle opowieści do wysłuchania. I jeszcze dostaliśmy 20 zł na pyszne ciastko! Zjadłam je za zdrowie tych panów już następnego dnia u Sowy. Siła pozytywnego myślenia?

Wszak to ten sam śmierdzący i zimny pociąg, ci sami współpasażerowie, ten sam świat wracającego ze szkolenia trenera. Raz zimny, irytujący i zły, w innym wydaniu pełen ludzkich losów, spotkań, życzliwości, wrażliwości i ludzkiego ciepła. To w naszej głowie jest decyzja jakim go zobaczymy. To my postanawiamy, jak przeżyjemy każdy dany nam dzień.

Zobacz również opis mojej wcześniejszej przygody w pociągu: Z pamiętnika młodej trenerki. PKP

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • Irena Gagoś

    |

    Dorota, mam nadzieję, że więcej będzie takich jak Ty pasażerów z uśmiechem! 🙂

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: