Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

O trenerze, który jeździł koleją. Poznań.

Poznań Główny. Foto: http://www.ruukki.pl/Chciałoby się napisać: Długo budowany dworzec PKP w Poznaniu objawił się moim oczom w pełnej, pięknej krasie.

Niestety, kiedy wysiadłam w Poznaniu z pociągu relacji Rzeszów – Szczecin po niezwykłej podróży, oczy moje nie ujrzały nic specjalnego. To znaczy – specjalnego coś pewnie było… perony, pasażerowie, walizy, oczekujący z kwiatami i bez.

Oczy moje nie ujrzały dworca… Udałam się więc, jak większość pasażerów do przejścia podziemnego. Rozglądałam się pilnie i niesiona falą ludzką oraz informacjami pisemnymi skierowałam się w stronę „nowego dworca kolejowego”. Fala ludzka sunęła naprzód.

Minęliśmy wejście na starą halę dworcową. Było zabite deskami. Ruszyliśmy dalej. Czytając wskazówki przechodziliśmy obok kolejnych wejść na perony. Tłumek obarczony torbami, walizami, plecakami,  kartonami i przeróżnym sprzętem dyszał coraz bardziej nerwowo. Identyfikowałam się z każdą zmęczoną i zirytowaną osobą. Pewien tatuś przekonywał przestępującego z nogi na nogę synka, żeby jeszcze chwilę wytrzymał, to w nagrodę zrobi siusiu w ekskluzywnej toalecie na nowym dworcu. A dworca ni du du… Co więcej – w pełnej krasie ukazał się nam koniec przejścia podziemnego – po prostu ściana. Uffff!!!!

Gdzie ten dworzec?!? – zapytała spocona starsza pani. Młoda dziewczyna wspięła się na najbliższy peron i wróciła z informacją, że tam żadnego dworca nie ma. Tłumek na końcu podziemnego korytarza gęstniał. Tkwiłam w nim z myślą: chcę do domu!!!! Gdzieś na zewnątrz czeka na mnie Krzysztof. Tylko jak się stąd wydostać?

Z sąsiedniego peronu zeszła kobieta, która poinformowała, że na końcu tegoż jest przejście do dworca. Fala ruszyła ku peronowi. Wdrapałam się na szczyt schodów z walizą, torbą z komputerem oraz torebką pełną przedziwnych rzeczy, które wożą ze sobą kobiety. Mój oddech oddawał rytm ruszającego pociągu z wiersza Lokomotywa Tuwima. Dyszy i dmucha i żar z rozgrzanego jej brzucha bucha. Buch! Gdzie ten dworzec???

I tu oczy me ujrzały, w oddali, z lewej strony, na…. górze… Nowy Dworzec Kolejowy. „Sacré bleu!” – zaklęłam szpetnie po francusku – jak w Rumcajsie i ruszyłam ku majaczącym w oddali schodom. Im bliżej byłam, tym większa nadzieja we mnie wstępowała. Aż wreszcie ukazał mi się cud mechanizacji kolejowej: schody ruchome (zaznaczam jeżdżące w górę, w dół trzeba byłą podążać z buta). Hura! 

Wjechałam. Dotarłam do dworca. I co? Oj! Jestem blondynką! Jak stąd wyjść? W prawo – Galeria Handlowa, w lewo – schody na perony. Na peronach już byłam. Aaaaaaaa!!!!

Zadzwonił Krzysztof. Poinformował mnie radośnie, że czeka przed starym dworcem. Tylko jak się tam dostać? Jak stąd wyjść? Kręcąc się zobaczyłam plac przed starym dworcem. Żeby tam dotrzeć musiałam zejść na peron, wejść po schodach na przejście łączące ulice, i ponownie zejść na parking. Proste?

To miejsce mnie przerosło. Waliza, torba z komputerem, torebka i jeszcze paczuszka z McDonalda na zamówienie Krzysztofa (tak, tak restauracji tam w bród!) sturlały się ze mną w dół, wspięły się w górę i znów w dół… Kto wpadł na ten kretyński pomysł?!? Kto??? Czy autor myślał, że ludzie podróżują z saszetkami, kluczem w kieszeni, chusteczkami do nosa, zielonymi kamieniami w dłoni no i ewentualnie biletem? Czy autor w ogóle myślał???

Schodzę. Widzę kres mojej wędrówki – samochód z Krzysztofem czekającym na mnie i hamburgera. Jest! Stoi na wprost schodów po drugiej stronie jezdni. Tylko kilkanaście stopni, chodnik, pasy dla pieszych i moje auto. Zagryzam zęby i dźwigam mój majdan. Spoglądam w lewo. Nie! Samochód rusza. Odjeżdża. Krzyczę. Macham torbami. Nic. Odjechał. Ręce mi opadły. Zniknęła też wściekłość. Pozostała bezradność…

Zeszłam wreszcie na podstawowy poziom. Odszukałam przepakowane auto. Wręczyłam hamburgera. I nie umiałam się cieszyć ze spotkania.  Ech!

Spojrzałam za siebie. Zobaczyłam świecący dworzec. Piękny. Niepowtarzalny. Nowy Dworzec Kolejowy w Poznaniu. Uśmiechnęłam się. Za długo się nie widzieliśmy, żeby zepsuć sobie wspólny powrót do domu. Dobrej drogi!

Fotografia pochodzi z serwisu: http://www.ruukki.pl/

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (3)

  • Krzysztof Wiśniewski

    |

    Skoro jest fast food, to dworzec spełnia swoją funkcję. Tory i tablice informacyjne to zbędny i kosztowny dodatek. Złote Tarasy są tego dobrym przykładem. W Poznaniu też się uda.

    Reply

  • Marek Smura

    |

    Dorotko może Cię pocieszy, że Poznaniacy też tam teraz błądzą, mimo że wiedzą gdzie co powinno być.
    Zapraszam do Wrocławia, przy okazji możesz nas odwiedzić 🙂

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: