Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

O trenerze, który jeździł pociągiem. Najważniejsze doświadczenie…

Pociąg jadący przez pola

Ta podróż była dla mnie szczególnie cenna. Wracałam ze szkolenia. Czekało mnie 6 godzin jazdy pociągiem. Było wyjątkowym wyzwaniem. Po pracy czułam się kompletnie wypompowana. Odizolowałam się od otoczenia, czytając książkę. Jej fabuła wciągnęła mnie. Relaksowałam się z przyjemnością.

W połowie drogi wsiadła do przedziału starsza Pani. Powinnam napisać Dama. Prawdziwa Dama. Poruszała się z wielką dystynkcją i była niezwykle elegancko ubrana. Każdy detal jej garderoby był wysmakowany. Podziwiałam ją z przyjemnością.

Wprowadziła ją młoda dziewczyna. Pożegnały się ciepło. Dziewczyna wysiadła. My pojechałyśmy, łagodnie kołysane taktem kół.

Wróciłam do lektury. Dama spoglądała przez okno. Od czasu do czasu padał jej komentarz do widoku lub sytuacji. Próbowała nawiązać ze mną kontakt. Reagowałam podniesieniem wzroku i monosylabami. Przyznaję – niezbyt grzecznie.

Minęło kilka chwil, kilkanaście kilometrów i parę stron książki. Starsza Dama zwróciła się do mnie:

– Osoba z tak niebieskimi oczami, jak pani nie może nie chcieć ze mną rozmawiać.

Ujęła mnie tym. Moje oczy nie były aż tak niebieskie. Moje zmęczenie nie było tak wielkie. Moja książka nie była aż tak ciekawa.

Odłożyłam ją.

Dama podarowała mi swój czas i czar. Opowiedziała o swoich rodzicach. Mówiła o nich tatuś i mamusia. Tatuś był przed wojną generałem. Mieszkali na Podlasiu. Tatuś zabrał ją  do Francji, kiedy jechał tam po czołgi.

– Dla mnie marka renault to czołg proszę pani.

Później opowiadała mi o swoim dzieciństwie, spędzonym głównie z mamą. Stwierdziła, że wtedy zdarzyła jej się historia, którą pamięta do dziś i często do niej wraca, kiedy podejmuje w życiu decyzje.

Chodziła z mamusią do sklepiku, który prowadziła starsza Żydówka. (o! będzie akcent antysemicki – przestraszyłam się) Ta żydówka bardzo wolno obsługiwała. Mamusię to bardzo denerwowało. Pewnego dnia, kiedy czekały na podanie towaru mamusia spytała:

– Pani Helciu nie mogłaby pani szybciej?

– Mogłabym – odrzekła pani Helcia – ale po co?

Mamusia nie miała argumentów. Nigdzie nie było im spieszno. Pójście do sklepu było dla nich rozrywką.

– To prawda – powiedziała mamusia.

Moja rozmówczyni zapamiętała tę wymianę zdań. Dotarło do niej, że w życiu zanim podejmiemy jakąś decyzję warto zastanowić się, czy jest po co to zrobić.

– Mogę wszystko, ale czy jest po co?

– Pani Helci już nie ma. Jej słowa towarzyszą mi całe życie – powiedziała Dama.

W czasie wojny straciła rodziców. Mogła poduczać się rozpaczy. Mogłaby, tylko po co? W zamian zaangażowała się w działania podziemia.

Jak podejmowała decyzję o wzięciu udziału w Powstaniu Warszawskim zadała sobie to pytanie. Wiedziała, że chce walczyć. Wiedziała po co. Zrobiła to. W Powstaniu zginęli jej przyjaciele. Ona ocalała.

Po klęsce trafiła do Zakopanego. Mogła rozpaczać, że straciła wszystko. Mogła wrócić do ruin. Mogła, ale po co? Związała się z Zakopanem. Tam nauczyła się jeździć na nartach. Z czasem została instruktorem jazdy. Jeszcze kilka lat temu, póki nie dokuczał jej staw biodrowy, zjeżdżała na nartach Kasprowego.

Miała dwóch mężów. Rozstała się z nimi w zgodzie.

– Mogłabym walczyć. Mogłabym ugrać mnóstwo rzeczy w sądzie. To byli bogaci ludzie. Jednak zanim poszłam na bój powiedziałam sobie: mogłabym, ale po co? Okazało się, że nie mam po co. Rozstaliśmy się w zgodzie.

Po jednym z mężów ma genialnie mieszkanie. Zostawił jej na rozstanie. Przyjaźnią się i szanują do dziś. Drugi – wiele lat po rozwodzie, za każdym razem, jak szedł na grzyby – przynosił jej pełen koszyk darów lasu.

Kierowała się w życiu zasadą Pani Helci. Robi to do dziś.

– Proszę pani ja mam 96 lat. Moje koleżanki albo nie żyją, albo szykują się do odejścia na tamtą stronę. Rozmawiają wyłącznie o chorobach lub śmierci. Nie czytają. Nie podróżują. Nie chodzą do kina. Nie spotykają ludzi. Kupują ubrania w lumpexach. Oszczędzają  na swoich potrzebach. Odmawiają sobie radości. Mogłabym żyć jak one. Mogłabym, ale po co?

– No właśnie – po co? – powiedziałam.

– Ja zachowuję się wręcz odwrotnie. Wstaję rano. Ubieram się elegancko. Kupuję to, co mi się podoba. Przecież żyję! Mam młodych przyjaciół. Dzielę z nimi zainteresowania i pasje. Mamy o czym rozmawiać. Mnóstwo się śmiejemy. Mogłabym ze smutkiem czekać na śmierć. Mogłabym, ale po co? Przecież ona przyjdzie czy chcę czy nie. Póki żyję robię to, co kocham i jest mi dobrze.

Starsza Dama jechała tym pociągiem do koleżanki, którą poznała w sanatorium. Znajoma, młodsza od niej o jakieś 30 lat, czekała na Damę na peronie. Padły sobie w ramiona. Wysiadając usłyszałam, jak konferują z radością.

Ja też cieszyłam się, że Dama zaszczyciła mnie swoją obecnością i historią. Ta opowieść jest ze mną. Kiedy podejmuję decyzje, emocje biorą górę, albo szukam swojego miejsca na ziemi zadaję sobie pytanie: mogłabym, ale po co? Jak jest po co robię wszystko, co w mojej mocy, by to zrealizować, jeśli nie, to odpuszczam z pogodą ducha.

Dziękuję Pani Damo!

Słowa kluczowe:, , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (3)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: