Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

O wychowaniu z psem i kotami w tle.

Dorota Wiśniewska - trener HR, coach

Dorota Wiśniewska – trener HR, coach

Dorota Wiśniewska

Na szkoleniach, jak w życiu, poza zagadnieniami merytorycznymi pojawiają się też tematy bieżące interesujące uczestników. Jednym z nich jest wychowanie dzieci.

Jestem matką dorosłego już syna. Jestem też pedagogiem. Pracowałam w szkole i poradni psychologiczno – pedagogicznej. Dzielę się więc chętnie swoim doświadczeniem i wiedzą.

Nie to jest jednak moją inspiracją. Ostatnio staliśmy się „rodzicami” adopcyjnymi trzeciego kociaka. Mamy już dwie roczne kotki Pinę i Coladę. Jest także z nami sześcioletni labrador o imieniu Biszkopt.

Przyglądając się temu, jak układamy i wychowujemy nasze zwierzęta uświadomiłam sobie, jak dobrze rozumiem rodziców wychowujących kilkoro dzieci. Pojmuję wzrost ich tolerancji i cierpliwości przy każdym kolejnym dziecku.

Przypominam sobie naszą przygodę ze zwierzętami. Kuba – mój syn – miał wówczas 6 lat. Trafiła wówczas do nas kotka. Znalazła ją dla nas zaprzyjaźniona dentystka. Tygrys od początku była wychowywana w kindersztubie. Nauczyliśmy ją jeść wyłącznie z własnej miseczki. Żadnego łapania kąsków ze stołu! Spała w wyznaczonym dla siebie miejscu. Żadnego włażenia do łóżka! Miała kuwetę, z której korzystała na bieżąco.

Tygrys

Tygrys

Oduczyliśmy ją posikiwania na dywany, podłogę, łóżka i fotele. Nie była oczywiście kotem idealnym. We wczesnym dzieciństwie udusiła naszą papugę, zdobywszy w ten sposób pseudonim kiler. Innym razem, również jako mały kociak, wyciągnęła kurczaka z gotującego się rosołu. Obgryzła go skutecznie, wprawiając nas w bezgraniczne zdumienie. Mamy także epizod, w którym nasikała do tornistra Kuby. Musieliśmy kupić mu nowe zeszyty i podręczniki. Nic się nie uratowało. Konsekwencją, cierpliwością i wskazywaniem właściwych zachowań doprowadziliśmy ją do stanu karności. Znała swoje miejsce. Była z nami związana, a jednocześnie miała swój świat, łowienie myszy, wycieczki do pobliskiego lasu i walki z innymi kotami o terytorium. Zawsze wracała na nasze kolana.

Biszkopt

Biszkopt

Siedem lat później pojawił się u nas Biszkopt. Nie chciałam mieć psa, więc sprytnym wybiegiem dostałam go od moich chłopaków na urodziny. Piękna, tłuściutka, biszkoptowa kuleczka. Jak ją odrzucić? W pierwszym odruchu zaklęłam szpetnie, a potem go pokochałam. Już w pierwszych dniach Biszkopt wpakował nam się do łóżka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak śpi obok mojego męża na „łyżeczkę”. Poza tym, pożarł i zniszczył niezliczone ilości butów, bielizny, zabawek, kabli do urządzeń elektrycznych i odpadków ze śmietnika.

Biszkopt w kuchni

Biszkopt w kuchni

Na spacerze kładł się na chodniku i ani rusz. Trzeba go było nosić. Lekki nie był! Spokojnie dążyliśmy do tego, by nauczyć do posłuszeństwa. W konsekwencji nasz pies wchodzi do naszego łóżka wyłącznie pod naszą nieobecność, lecząc w ten sposób lęk separacyjny, jak to sobie zgrabnie wytłumaczyliśmy. Nigdy nie żebra przy stole. Niezmiernie rzadko ucieka. Zwykle nas słucha. Kradnie ze śmietnika i rozrabia wyłącznie kiedy nie ma nas w domu. Wiedzieliśmy czego chcemy. Można powiedzieć, że zważywszy na warunki wyjściowe – w opinii naszego weterynarza: pies z ADHD nawet jak na labradora, osiągnęliśmy sukces! Poza tym Biszkopt za ciasteczko spełnia nasze poklecenia: Siad! Leżeć! Czołgaj się! Prosi! Zdechł piesek! W wyniku ostatniego polecenia wywraca się do góry łapami i leży na grzbiecie wymachując nimi radośnie. To z czego jesteśmy dumni – to kontrola nad jego wielkim apetytem. Nasz pies jest zgrabny i smukły jak na labradora grubej kości. Znów sukces wychowawczy, Trzeba dużego samozaparcia i kontroli, by właściwie ukierunkować dietę tak wdzięcznego zwierzęcia.

Rok temu odeszła od nas Tygrys. Pożegnaliśmy ją łzami. Znaleźliśmy dla niej miejsce pod migdałkiem w ogródku. Tęsknimy. Nikt jej nie zastąpi.

Pina, Colada

Pina i Colada

Po kilku miesiącach w domu pojawiły się siostry. Pina i Colada wskoczyły nam do łóżka już pierwszego dnia! Jak jedną zdejmowaliśmy, druga natychmiast wskakiwała. Robiły to tak często, że po północy skapitulowaliśmy i zasnęliśmy z kotkami w nogach. Kolejny wieczór upłynął nam na taśmowym zdejmowaniu kotów z łóżka. Noc zastała nas w czwórkę na naszym posłaniu. Kolejna, kolejna i kolejna … wyglądały tak samo. W końcu – pewnie po tygodniu – przyznaliśmy się do klęski. W ramach racjonalizacji zjawiska – powiedzieliśmy sobie, że miło i ciepło jest mieć te kociaki w pobliżu. Potem zaczęły wskakiwać na stół. Pojawiły się także wyszukane gusta żywieniowe. Walki kociaków między sobą przyciągały naszą uwagę zobaczyłam wówczas, że kłótnie i przepychanie się rodzeństwa, które tak często niepokoją rodziców, mogą być podobnie, jak u naszych kotek, przygotowaniem do troszczenia się o siebie w życiu dorosłym. Koty walcząc ze sobą – uczą się polować. Dzieci dyskutując i spierając się ze sobą – ćwiczą skuteczną komunikację i stawianie granic w różnych życiowych sytuacjach.

Historia zwierzęca toczy się dalej. Miesiąc temu pojawiła się u nas Milka. Dotarła do nas dzięki mojej przyjaciółce – Ani. Kotka jest podobna do naszego Tygrysa, więc budzi jeszcze więcej czułości i sympatii. Jak tylko się zjawiła – rozstawiła nas po kątach. To ona decyduje, które ze zwierząt je z jakiej miseczki. Podjada zarówno starszym kotkom, jak Biszkoptowi. Bardzo lubi psie chrupki i picie wody z jego miski. Decyduje gdzie i kiedy będzie spała. Układa się na naszych komputerach, szyjach, kolanach i oczywiście w łóżku. Z tym, że ona śpi na naszych głowach! I co? I nic! Nikt już nie walczy i się nie buntuje. Wszak jest taka maleńka i słodka. Może wszystko…. Klęska?

Pina, Colada, Milka

Pina, Colada, Milka

Kiedy patrzę na rodziców mających kilkoro dzieci, widzę podobną prawidłowość. Pierwsze z rodzeństwa są wychowywane bardziej stanowczo i konsekwentnie. Mają wyznaczone granice. Wiedzą co im wolno, a czego nie. Kiedy łamią zasady – rodzice skutecznie interweniują. Poświęcają czas na uczenie ich i kontrolowanie. Chwalą i nagradzają, kiedy dzieciaki osiągają sukcesy i przełamują swoje ograniczenia. Wyciągają konsekwencje, gdy latorośle nie trzymają się uzgodnionych zasad. Dużo z nimi rozmawiają. Budują ich samodzielność i odpowiedzialność. Obdarzają zaufaniem. Budują partnerstwo. Stawiają poprzeczkę wysoko. Oczekują dbania o siebie i młodsze rodzeństwo.

Z czasem, gdy pojawiają się kolejne dzieci, uwaga rodziców się stępia. Rzadziej reagują. Przekazują niektóre zadania starszemu rodzeństwu. Mają mniej siły i samozaparcia. Mają mniej czasu. Częściej wybaczają dzieciom i sobie. Wszak nic złego się nie dzieje.

Milka w łóżku

Milka w łóżku

Najmłodsze dziecko może jeszcze więcej. Bywa kochane miłością bezwarunkową. Często jest wyręczane przez rodziców i rodzeństwo. Rozpieszcza się je. Żyje się jego sprawami. Takie osoby, nawet jako dorośli ludzie, bywają nieporadne i niesamodzielne. Uczą się oczekiwać, a nie działać. Wszak dla najbliższych nadal są takie małe i nieporadne…

Zawsze myślałam sobie, że los każdego z rodzeństwa jest po części zdeterminowany jego kolejnością pojawienia się na świecie i miejscem w rodzinie. Ucząc się, pracując i dzieląc się doświadczeniem z innymi – zwracałam uwagę na rolę rodziców i dążenie do tego, by minimalizować wyżej opisane, stereotypowe działania wobec swoich dzieci.

Milka ćwiczy technologie informacyjne

Milka ćwiczy technologie informacyjne

Po czym, uświadomiłam sobie, że w naszym domu, co prawda wobec zwierząt, powieliliśmy ten schemat. Widzę jakim wyzwaniem jest konsekwentne stawianie granic i rozsądne usamodzielnianie, zwłaszcza wówczas, kiedy ma się to słodkie maleństwo.

Odpowiedzialność mówi tyle: to ode mnie zależy, czy przygotuję moje dziecko do samodzielnego życia, czy ubezwłasnowolnię je swoją akceptacją i miłością.

Od jutra Milka śpi na swoim posłaniu?

Słowa kluczowe:, , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

  • HRWK

    |

    Jakie one słodkie! 😉

    Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: