Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Pina, Colada. Sorry, ale taki mamy klimat!

 

Oddać szansę podpięcia się pod tak dobrze w ostatnich dniach wypozycjonowane słowo kluczowe byłoby barbarzyństwem, więc niniejszym informuję: sorry, nie mogłem inaczej postąpić w tym klimacie.

Tym razem mamy z Dorotą nieco szczęścia, bo zamiast zamarzać na dalekiej północy (czytaj prawie w Toruniu) wygrzewamy tyłki w temperaturze (aż) -5 we Wrocławiu. Dotarliśmy we środę i co tu dużo ukrywać, przeżyliśmy serię westchnięć nad pięknem zatopionych w lodzie widoków drzew i trawy poczynając od Kalisza kończąc pod Oleśnicą. Nie udało nam się tego telefonem sfotografować, więc nic z obrazów nie zaprezentuję, ale widok drzew w świetle ulicznych lamp był po prostu boski. Wiem, że firmy ubezpieczeniowe przeżyły koszmar liczby wniosków o odszkodowanie, ludzie pozbawieni byli prądu, a pociągi nie dały szansy realizacji rozkładu jazdy, ale w moich oczach to co widziałem przez szybę samochodu było po prostu cudne! Sorry, ale przepraszać za to, że mi się podobało, nie zamierzam.

fw wig20(przerywnik, właśnie zerknąłem na kontrakty terminowe na WIG20 oraz ten indeks i uznałem, że dziś to ja handlować na giełdzie pewnie nie będę).

No i ten Wrocław, nie koloryzyjąc, myśmy parę lat temu szczerze pokochali. Wcześniej byłem tu raz czy dwa razy i przyznam, że niewiele z tego miejsca pamiętałem. Odkąd Dorota dość regularnie prowadzi coachingi i szkoli w kilku firmach jesteśmy relatywnie często i chwytam każdą okazję, by tu przyjechać. Tym razem groziło mi, że przyjedzie sama, na szczęście pogoda była po mojej stronie. Opóźnienia 20 pociągów na 4000 w trasie zniechęciły ją do podjęcia ryzyka tym środkiem lokomocji i znowu mogę patrzeć na Odrę z okna pokoju hotelowego. Piękny widok, prawda?

Korzystaliśmy tu z różnych hoteli i przy różnych okazjach będę starał się o nich wspomnieć (zgodnie z przyjętą przeze mnie zasadą: albo piszę dobrze, albo wcale). Teraz bez oporów i z radością wspomnę o centrum szkoleniowym wraz z hotelem WenderEdu, w którym nie pierwszy już raz jesteśmy. Najkrócej mówiąc, za dwie stówki z małym hakiem dostajesz pokój z ogrodzonym parkingiem, śniadanie i … atmosferę klasztoru, bo chyba ten budynek taki kiedyś miał charakter. Na starówkę idziemy piechotą około 15 minut, a do dwóch pobliskich galerii handlowych około 10 minut. No żyć pięciogwiazdkowo i nie umierać! Bardzo lubię obsługę hotelu i centrum szkoleniowego – sami młodzi ludzie (pewnie studenci lub krótko po studiach) dobrze znający się na pracy. W konsekwencji, choć byliśmy tu kilka razy nigdy dotąd nie było wpadki, ani w jeden z wielu sal szkoleniowych, którymi tu dysponują ani w hotelu. Oj, przepraszam, raz była. Pech chciał, że było super niskie ciśnienie atmosferyczne, od paru dni lało jak z cebra, brakowało pokoi i na nasze długie marudzenie pani Monika dała nam pokój na górze, który nie spełniał jeszcze standardu firmy. Z odpowietrzenia kanalizacji cofało zapachy. Pomogło wietrzenie, zamknięcie na noc drzwi od łazienki i samozaparcie. A propos pokoi, to schludne, wyposażone w Ikeę, więc do granic możliwości funkcjonalne. Śpisz i nie masz powodów do marudzenia. Po śniadaniu głodny nie jesteś.

Właśnie wybiegłem zrobić parę zdjęć z sali szkoleniowej i refektarza i po drodze zapomniałem o czym miałem dziś pisać. Psia mać, to się nazywa bałagan w głowie. Może zaraz sobie przypomnę, a teraz , tytułem dygresji dodam, że w ramach zobaczenia ulubionego widoku centrum Wrocławia, potrzeby przewietrzenia umysłu, zrzucania kilogramów oraz chęci zabłyśnięcia w wyprzedawanych ciuchów z CottonFielda i Jackpot’a (mam nadzieję, ze nazw nie przekręciłem i po sądach nie będę szargany) wybraliśmy się wczoraj do Wrocławskich Arkad. Nie było warto i nic fajnego nie było. Skoro likwidują te sklepy, to ciekawszy towar już się rozszedł po ludziach. Ale mroźnego powietrza doświadczyliśmy.

Kończę, bo pracuję teraz nad dziełem paru dni czyli kodem aplikacji, którą umieścimy w blogu i która pozwoli Wam poznać wasze indywidualne style uczenia wg teorii David’a Kolb’a. Dorota zrobiła już wsad merytoryczny, dziś i jutro naniesie jeszcze korekty, a ja męczę javascript i jQuery, by wszystko działało jak należy po stronie klienta (pracuję w modelu MVVC). Praktycznie całą logikę aplikacji mam gotową i zostało już tylko wyświetlanie okien z wynikami badania. Pewnie w niedzielę wrzucimy to na serwer do prób. Nawet nie wiecie, jaką wiedzę o sobie samych dzięki temu zdobędziecie! Od dziś, nauka Was, waszych dzieci lub pracowników, stanie się nieustanną przyjemnością. Wreszcie do maksimum wykorzystacie swój potencjał.

P.S. 1. Jeśli mój komputer nie kłamie, to we wsi mamy teraz -17%. Mam nadzieję, że koty nie czmychnęły na dwór i grzeją tyłki gdzieś na kaloryferze. Pina, Colada. Sorry, ale taki mamy klimat!

P.S. 2. Jedna kupiłem trochę PZU i dałem zlecenie na PKO BP. Nos mi podpowiada, że spadki zatrzymały się.

Słowa kluczowe:, , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: