Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg.

litery w chaosie

Powyższa grafika pochodzi z serwisu: Digital Trends.

Jedna z moich znajomych stając przed nieznaną sytuacją czy urządzeniem technicznym zwykła mawiać:

– Nic z tego nie rozumiem. Pora umierać.

Może tak daleko nie będę posuwać się we wnioskach, bo życie zbyt fajnym jest, ale do tego, że mimo sporego zaangażowania i nie najmniejszej wiedzy niewiele rozumem z aktualnych trendów w internetowym świecie przyznaję się z pokorą.

Tak, kochani, nie rozumiem tego, co w wirtualnych światach dzieje się na co dzień. Skoro zaś, w światach tych czynnie „żyje” bez mała połowa ludzkości, to pewnie ze mną jest „coś nie tak” skoro w tak wyraźny sposób czuję, że odstaję.

Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg?Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie sięgnął po lektury i źródła, które pozwolą mi lepiej zrozumieć otoczenie. Tym razem kupiłem książkę wydaną przez Wydawnictwo Helion (2013), Nicholas Carr, „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg”, ISBN: 978-83-246-4138-3 i jak to zwykle jestem zachwycony lekturą. Więcej o książce pewnie ktoś z nas napisze przy jakiejś okazji, ja zaś skupię się dziś na fragmencie znalezionym na początkowych stronach. Oto cytat, który tak mnie zdziwił i skonsternował:

Gdy opowiadam moim znajomym o trudnościach z czytaniem, okazuje się, że wielu z nich boryka się podobnymi kłopotami.  Im częściej korzystają z internetu, tym usilniej muszą walczyć o to, by utrzymać uwagę na dłuższych tekstach. Niektórzy moi znajomi odczuwają obawę, że stają się chronicznie roztrzepani. Wielu autorów blogów, które czytuję, również wspomina o tym zjawisku. Scott Karp, który pracował kiedyś w redakcji czasopisma, a teraz pisze blog o mediach internetowych, wyznaje, że przestał w ogóle czytać książki. ‘Studiowałem filologię i byłem prawdziwym molem książkowym’ – pisze Karp. ‘Co takiego się stało?’ – pyta, a następnie zastanawia się nad odpowiedzią: ‘ A jeśli czytam wyłącznie teksty w internecie nie tyle dlatego, że zmienił się mój sposób czytania –  to znaczy po prostu tak mi jest wygodniej – ale dlatego, że mienił się mój sposób MYŚLENIA?’

I dalej:

Niektórym już sama idea czytania książki wydaje się staroświecka, a może nawet śmieszna – jak własnoręczne szycie sobie koszul albo samodzielne rozbieranie mięsa. ‘Nie lubię czytać książek’ – mówi Joe O’Shea, były przewodniczący samorządu studenckiego na Florida State University i laureat Rhodes Scholarship z 2008 rok. … O’Shea uważa, że kiedy tylko ktoś się staje ‘doświadczonym łowcą’ online, książki stają się zbędnę.

Nie pozbawię przyjemności tych, którzy postępują inaczej niż Joe O’Shea i nie napiszę jakie są wnioski autora książki zachęcając tym samym do lektury, ale chętnie spojrzę na ten problem z mojej perspektywy, a więc doradcy czy też trenera biznesu, za którego chcę uchodzić.

W odróżnieniu od wspomnianych przez autora osób, czytam i staram się czytać dużo. W moim rozkładzie tygodnia czytaniu poświęcona jest niedziela oraz codziennie czas od chwili pobudki do śniadania czyli średnio od 4.30 do 6.30. Tych kilkanaście godzin tygodniowo pozwala mi zamykać tydzień przeczytaniem kolejnej książki i skoro jest świeża w pamięci, to podzielić się uwagami z czytelnikami bloga, czy z Rodziną przy herbacie. Z drugiej strony, codziennie poświęcam minimum dwie godziny na przeglądanie witryn internetowych, z których większość to portale mainstreamowe zarówno „ogólnego stosowania” jak i specyficzne poświęcone interesującym mnie obszarom czy to zawodowo, czy w ramach hobby.

Odnosząc się do uwagi Karp’a odnośnie faktu, iż internet być może zmieniać sposób mojego myślenia na bardziej wielowątkowy i „multimedialny” bardzo trudno mi się wypowiedzieć. Z pewnością codziennie doświadczam poczucia chaosu informacyjnego. Praktycznie każdy medialny komunikat odbija się echem w różnych portalach, przy czym nawet jeżeli jego waga nie jest niska, to i tak będąc raz otoczonym stosunkiem PiS do PO, innym razem biustem o rozdmuchanym rozmiarze kompletnie traci na znaczeniu i relatywizuje się. Dziesiątki razy doświadczyłem wrażenia, że przebiegając wzrokiem po jednej czy drugiej kolumnie odnośników  w portalu nie byłem w stanie wybrać tego co ważne i warte dokładniejszego przeczytania. Ratuję się nazwiskami w tytułach lub słowach kluczowych. Są takie, które uważam popychają ten świat do przodu i chętnie czytam wypowiedzi tych osób lub też wywiady z nimi (zła wiadomość dla pani Rutowicz. Nie o Tobie, o Piękna, tu piszę). Przykładowo, dziś przeczytałem znakomity wywiad z prof. Leszkiem Balcerowiczem w money.pl.

Z punktu widzenia trenera wydaje mi się, że ważniejszym od poczucia szarpania z najróżniejszych stron przez informacje podawane przez internet jest szukanie odpowiedzi na pytanie, czy ten model może się sprawdzić w praktyce trenerskiej i czy może zostać z pożytkiem wykorzystany przez uczestników szkoleń.

Sądzę, że:

  1. Największym ograniczeniem jest grupa docelowa uczestników szkoleń. Podany we wspomnianej książce cytat pochodzi pewnie z 2008 roku, a od tego czasu facebook-świat zakwitł w nowych i niespodziewanych barwach. To co wtedy było wstępem do szaleństw sieci społecznościowych jest dziś faktem i nie tylko w Stanach, ale również u nas. 50% Polaków dzień po dniu klika po zasobach sieciowych i w konsekwencji dzień po dniu przyzwyczaja swój mózg do nowych warunków budowania wiedzy i umiejętności czy zaspokajania ciekawości. Można więc domniemywać, iż duży odsetek osób na szkoleniach jest obyt w tym świecie, by nie powiedzieć przemielony w ten sposób przekazu komunikatów. Można więc eksperymentować, bo podchodząc statystycznie do zagadnienia, powinno się to udać.
  2. Sposób sprzedaży umiejętności czy wiedzy na szkoleniach podzieliłbym roboczo na dwie grupy (nazwy moje, wybierz własne, które lepiej charakteryzują dany sposób):
    • liniowy – rozumiem go jako pewien ciąg tematów do realizacji, przy czym jest oczywiste, iż podczas szkolenia trener może zmieniać ich kolejność czy też robić dygresje w różne strony dostosowując się do potrzeb grupy szkoleniowej,
    • multimodalny  – rozumiem go jako pozornie chaotyczne połączenie tematów, wątków, sposobów prezentacji, użytych technik szkoleniowych czyli w skrócie „sieczki”, która winna w całości zostać omówiona na szkoleniu, ale to dynamika grupy decyduje o tym, który punkt „programu” będzie realizowany.
  1. Wystarczy poklikać w internecie, choćby w portalu nf.pl, by znaleźć sporo różnych programów szkoleń z najdziwniejszych zakresów wiedzy czy umiejętności. Tych, które wyszły poza liniowy sposób prezentacji treści w zasadzie nie spotykam. Oznacza to, iż z punktu widzenia oferty sprzedażowej dostawców szkoleń lub też akceptacji takich ofert przez nabywców nie ma potrzeby wychodzenia poza to co mamy dziś.

Tu dochodzę do sedna sprawy. Jeżeli prawdziwa jest teza postawiona przez Carr’a odnośnie zmian w mózgu, które są konsekwencja wykorzystania przez nas mediów elektronicznych, to skąd u licha taki konserwatyzm w programach szkoleń? Tu nie chodzi tylko o to, że zamiast pisaka będzie użyta tablica interaktywna, bo ona nie jest celem tylko środkiem. Tu chodzi o gotowość trenera do pokrojenia wiedzy na kawałki, wymieszania tego przez każdego z uczestników szkolenia z osobna, a następnie nałożenie na talerze bez wnikania czy uczestnik będzie jeść to palcami, łyżką czy widelcem. Przyznaję, że bardzo trudno jest mi się oswoić z takim tokiem myślenia. Książka daje mi cudowną liniowość, którą akceptuję, i z której umiem efektywnie korzystać. Ale też, wystarczy że chwilę pomyślę i już mogę sobie przypomnieć wiele interesujących tekstów czy filmów z internetu, które wyryły się w mej pamięci. A więc „sieczka” też działa!

Skoro działa, to pojawia się kolejne pytanie: czy jestem w stanie, choćby w swojej branży doradztwa z zakresu tworzenia modeli biznesowych i biznesplanów innowacyjnych przedsięwzięć stworzyć program szkolenia, w którym byłbym nie tylko moderatorem procesu, ale moderatorem przepływu informacji z różnych źródeł i syntezy ich w wartość dodaną dla uczestników szkoleń? Dziś jeszcze nie wiem tego, ale właśnie zadałem sobie temat do rozważań na dłuższy czas. Bo może rewolucja w nauczaniu już się zaczęła i teraz pora zostać składnikiem forpoczty tych zmian?

Pozostawiam to pytanie otwarte do Waszych rozważań.

P.S. Taki oto tekst o czytaniu znalazłem dziś w wyborcza.pl.

Słowa kluczowe:, , , , , , , , , , , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: