Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Porządek w rytmie 5S z zaskakującym wnioskiem na koniec

Gumowe kaczuszki

Lean i takie tam sprawy

Raz na sto lat warto zrobić porządek nie tylko na biurku ale również w bezpośredniej okolicy. Nie sztuką jednak jest podejść i zrobić to po prostu. Porządek daje równowagę, a bez równowagi człowiek wali tyłkiem w podłogę i go potem boli, a raz wylatuje w kosmos i pozostaje po nim tylko wspomnienie. Warto więc podejść do tego zagadnienia w sposób nieco bardziej metodyczny. Jak postanowiłem tak zrobiłem, a przegląd tego jak mi idzie będę na bieżąco komentował.

Przyznam bez bicia, że bezpośrednią inspiracją był majl od Doroty z listą 5S  (dla ciekawych proponuję zerknąć także do Wikipedii w rozdziały poświęcone Toyota Way oraz Lean Management). Dziwne, tyle lat się z żoną znamy, tyle tygodni moje biurko wygląda tak samo, a ona właśnie wysłała to teraz. Co za przypadkowy zbieg okoliczności! Może coś mi chce powiedzieć? Zobaczymy czy zaskoczę ją i siebie.

Start w rytmie 5 S

SORTOWANIE – przejrzeć wszystko i zachować jedynie to, co jest potrzebne pozbywając się rzeczy zbędnych

Zamiast natychmiastowego startu trzy zdania komentarza, bo czy człowiek może wymyśleć coś bardziej skomplikowanego??? Wątpię. Niby takie to proste: „przejrzeć wszystko …. pozbywając się rzeczy zbędnych”. Przecież wszystko jest potrzebne, bo gdyby nie było potrzebne, to przecież by się na biurku nie znalazło. A skoro tak, to po co przeglądać, bo przecież i tak zostanie bez zmian. Ciężki (na poziomie logiki) orzech do zgryzienia, ale nie poddaję się i zaczynam przeglądać. Na wszelki wypadek przed pracą ubijam obecną zawartość śmietnika. Przy okazji okazało się, że jest tam plastikowa butelka, która po zgnieceniu powinna znaleźć się w żółtym worku ze śmieciami. Zacznę więc od uporządkowania kosza.

Dzieliłem rzeczy na trzy kupki:

  1. Zostaje na biurku,
  2. Żółty worek,
  3. Niszczarka.

Efekt tej części przerósł moje najśmielsze oczekiwania, bo

  1. Odnalazłem umowę z Orange, którą powinienem odesłać w lipcu. Ups, trochę się spóźniłem.
  2. Odnalazłem fakturę za prąd z terminem płatności 31 lipca, a dziś jest 15 sierpnia. Ups, poniosę koszt odsetek za spóźnienie przy następnej fakturze.
  3. Zyskałem gotówkę w wysokości 1.50 zł. Żywa forsa! To się nazywa nagroda za zaangażowanie
  4. Przeniosłem na biurko zeszyt, który będzie mi wkrótce potrzebny przez najbliższe tygodnie. On powinien być pod ręką.
  5. Odnalazłem skierowanie na badania od lekarza tzw. pierwszego kontaktu. Może jednak pójdę je zrobić, skoro twierdzi on, że jestem w grupie podwyższonego ryzyka jeśli chodzi o choroby wieńcowe?
  6. Najszybciej poszło mi pozbycie się rozpoczętej ryzy papieru, bo po prostu upchałem ją w pojemniku na papier w drukarce. Mam nadzieję, że nie będzie to jej blokować, choć jest go tam sporo.

SYSTEMATYCZNOŚĆ – „Wszystko ma swoje miejsce i wszystko jest na swoim miejscu”!

bałagan na biurku

codziennie, wielokrotnie korzystam z klawiatury, myszy i ekranu. Okno mam z lewej strony biurka, więc tu nie wprowadzam zmian: te rzeczy muszą leżeć z prawej strony i w centralnej części. To moje narzędzie pracy, więc nie mogę sobie psuć ergonomii. Zostaje po staremu,A skąd ja niby mam wiedzieć gdzie jest miejsce na wszystko, i że wszystko jest na swoim miejscu? Zwykle działam tak: kładę daną rzecz tam gdzie jest wolne miejsce i od tego momentu jest to właściwe miejsce dla tej rzeczy. Czyż nie doskonała metoda? Zawsze się sprawdzała i praktycznie nigdy nie musiałem niczego szukać zbyt daleko, bo wiedziałem, iż przecież gdzieś tu na biurku to jest, tylko wystarczy odszukać. Poszerzałem zatem znaczenie zwrotu „właściwe miejsce” do całej dostępnej przestrzeni, a Tyodzie chyba nie o to chodziło. Pomyśle zatem:

  1. gumowe kaczuszki to towarzyszki mojej doli i niedoli podczas pisania kodu aplikacji. O  tej metodzie szukania błędów w kodzie usłyszałem kiedyś od Kasi i od tej pory są one powiernikiem mojego urągania, gdy coś mi nie idzie w pracy, a osobistego coacha w dziedzinie programowania (enablera, jeśli ktoś woli tę nazwę) nie ma akurat w domu, bo wsłuchuje się w opowieści managerów z różnych organizacji w całej Polsce. Tak, gumowe kaczuszki to świetny słuchacz, choć interakcja nie jest ich najmocniejszą stroną. Zostają, ale gdzie? Szukam miejsca. Dotąd stały na podstawie od monitora. Nie przeszkadzały tam w niczym, a tej przestrzeni nie da się użyć w innych celach. Zostają na miejscu.
  2.  Kalkulator i suwak logarytmiczny. Korzystam z nich sporadycznie, więc nie muszą zajmować miejsca tuż na wyciągnięcie prawej ręki. Rozglądam, się rozglądam i już widzę. Położę je nieco dalej, zaś miejsce to będzie teraz należeć do przybornika na ołówki, do którego sięgam relatywnie często. Teraz on stoi w takim miejscu, iż stanowi optyczną barierę między mną, a kimś kto rozmawia ze mną z drugiej strony biurka. Ta bariera musi zniknąć, bo to pozawerbalny strzał w stopę. Zrobione. A jeszcze dygresja, w pojemniku mam też minutnik do jajek. Jak podejmę głupią decyzję i boję się, że uruchomi ona ich ciąg w wyniku zbyt emocjonalnej reakcji, to uruchamiam ów stoper i w tym czasie mam zakaz podejmowania jakichkolwiek innych decyzji. To często wystarcza, by mózg zmienił kontekst, cukier wrócił do kory nowej i racjonalizm znowu działał jak należy. Polecam tę metodę zarządzania procesem decyzyjnym w trakcie znacznego pobudzenia emocjonalnego.
  3. Podkładka pod filiżankę lub kubek. Regularnie, co parę dni zalewam biurko kawą lub herbatą. Psia kość, w nieodpowiednim miejscu trzymam te rzeczy, bo zbyt łatwo je potrącam. Gdzie by tu je postawić? Po kubek sięgam zwykle prawą ręką, więc pewnie gdzieś po prawej, ale to miejsce zajmują przybory biurowe. Poczekam, zajmę się innymi rzeczami i może wtedy mi coś przyjdzie do głowy.
  4. „Kangurek” i domek z Grecji. To model autka, który dostałem od Kuby i przypomina mi czasy gdy takim jeździliśmy w fajne miejsca, zaś domek nie pozwala i zapomnieć, że chcę mieć dom na Krecie i mieszkać tam na zmianę z Polską. To takie torowanie (priming) moich myśli w stronę wymarzonego celu. Nie chcę z nich spuszczać wzroku, więc zostaną tu gdzie są teraz czyli w pobliżu lampki.
  5. Lampki nie będę ruszał. Ona stoi w dość ergonomicznym miejscu i dobrze doświetla mi książki podczas czytania. Jedyną zmianę, którą wprowadziłem, to przykleiłem na taśmę dwustronną włącznik do podstawy monitora, żeby nie szukać go poruszając palcami wzdłuż kabla zasilającego. Przy okazji przykleiłem też porty USB i nie będą przemieszczać się po biurku.
  6. Kamera. Przesunąłem ją z lewej na prawą stronę monitora, bo korzystam z niej dwa razy w roku i nie ma sensu, by zajmowała centralne miejsce.
  7. Głośniki. Z nimi mam kłopot, bo choć chciałbym je przesunąć, to długość kabli nie pozwala i nadal będę miał problem z dostępem do włącznika i pokrętła głośności. Idę na ten kompromis.
  8.  Dodatkowy monitor przesunąłem w lewo prawie do końca biurka. Korzystam z niego, gdy do niektórych prac potrzebuję dostępu do dodatkowego monitora w notebooku, więc nie jest wykorzystywany specjalnie często. Dzięki temu zyskałem przestrzeń w lewej, centralnej części biurka. Tam będę trzymał zeszyty do notatek i bieżące dokumenty.
  9. Na koniec zmieniłem lokalizację włącznika od lampki w jeszcze bardziej ergonomiczne miejsce pod monitorem. Teraz trafiam na niego z zamkniętymi oczyma. Sprawdzam …. Test zaliczony!
  10. No i pojawiło się świetne miejsce na podstawkę pod herbatę przy dodatkowym monitorze. Wprawdzie nie po prawej stronie, ale za to tak daleko, że go nie potrącę przypadkowo tak często jak teraz to robię, a jeśli już to się zdarzy, to ciecz znajdzie się na podłodze nie zaś na klawiaturze.

Niniejszym ten etap uważam za zakończony. Nie zrobiłem kresek z taśmy na biurku, tak jak to widać na obrazku obok, ale rzeczy zyskały nowe miejsce dla siebie i z pewnością będzie im tu wygodniej. Ja zyskałem na ergonomii i otwarciu przestrzeni.

SPRZĄTANIE –  utrzymanie czystości po to, żeby wykryć wszelkie nieprawidłowości, które mogą okazać się szkodliwe i utrzymać potrzebny do działania ład,

Fakt ustawienia wszystkiego na nowych / starych miejscach to nie koniec pracy i teraz znowu wszystko ruszę, bo muszę uruchomić ścierki od kurzu. Do roboty! Pronto i spray do plastików to przyjaciele moi. W trakcie czyszczenia monitora musiałem uznać inżynierów od tworzenia monitorów za nieprzyjaciół dla odmiany, bo ilość załomów gdzie gromadzi się kurz przerasta wszelkie inne sprzęty. Chłopcy, 5S w waszej branży też się sprawdzi.

STANDARYZOWANIE – opracowanie reguł gwarantujących stałe wykonywanie trzech pierwszych czynności,

Nic nie stoi na przeszkodzie, bym złożył deklaracje, jak to dbać będę o to, by:

  1. Przestawione na biurku rzeczy wracały na swoje miejsce.
  2. Brud i kurz usuwane były z częstotliwością adekwatną do tempa ich pojawiania się.

Nie złożę tej deklaracji, bo choć mam ambicje, by to uczynić to nie wiem jak to będzie w praktyce. Dlatego chętniej zadeklaruję: będę wyrabiał w sobie odruch  regularnego sprzątania biurka i przywracania stanu pierwotnego czyli takiego jak dziś. W przypadku, gdy umiejscowienie czegoś okaże się nieergonomiczne, to wprowadzę korekty.

SAMODYSCYPLINA – nieprzerwane utrzymywanie ładu zgodnie z przyjętymi regułami jako element ciągłej poprawy.

W zasadzie złożona wyżej deklaracja wyczerpuje ten punkt również. Ludzie często powtarzają opinię, że powtórzenie jakiejś czynności 21 czyni ją nawykiem. Z literatury wiem, iż nawet trzykrotne powtórzenie niektórych działań może je tym uczynić. Dzień po dniu od połowy kwietnia staram się codziennie robić notatki, a i tak mam wątpliwości, czy to już nawyk. Tak więc, trudno stwierdzić, że za ileś dni proces stanie się działaniem ciągłym i naturalnym dla mnie, za to z całą pewnością będę starał się doskonalić się, by takim został

A na koniec zaskakujące spostrzeżenie

porządek na biurku

Chciałem i planowałem napisać tekst o 5S w życiu prywatnym. I kiedy już zbliżałem się do końca nagle ze zdumieniem zauważyłem, że zrobił się to artykuł o wykorzystywaniu szans w życiu. Dorota przesłała mi tych 5 punktów w poniedziałek tuż przed naszym wyjazdem do Brzegu (znowu udało nam się choć na chwilę po drodze wpaść do hotelu Arte i coś smacznego „wrzucić na ząb”), a potem do Pałacu w Zakrzewie. Wróciliśmy wczoraj wieczorem. Kartka przyczepiona do lampki wisiała i czekała na swój czas, który właśnie przyszedł. Teraz jestem bardzo z siebie zadowolony, że szansę jaką dała mi Dorota, by coś na lepsze zmieniło się w moim otoczeniu wykorzystałem do maksimum i mam możliwość wykorzystania jej w przyszłości. Wam, w to święto też tego życzę.

 

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: