Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Poznawanie samego siebie

Model biznesowy ty„Większość osób poszukujących pracy swoich marzeń ponosi porażkę nie dlatego, że w niewystarczającym stopniu poznały rynek pracy, a dlatego, że w niewystarczającym stopniu znają siebie” – uważa Dick Bolles, autor książki Jakiego koloru jest twój spadochron?, poradnika dla poszukujących pracy, który już od czterdziestu lat jest na amerykańskim rynku bestsellerem. Pracę swoich marzeń łatwiej jest sobie stworzyć, niż ją znaleźć. Kto szuka pracy w sposób konwencjonalny, raczej nie może na to liczyć. Aby sobie taką pracę zapewnić, trzeba doskonale znać samego siebie.

(…) Uważna analiza naszego życia osobistego i zawodowego następuje często dopiero na skutek jakiejś sytuacji kryzysowej, takiej jak utrata pracy czy upadek nowego przedsięwzięcia biznesowego. Bez tego rodzaju sytuacji kryzysowej możemy wychodzić z założenia, że uważna i rozległa analiza własnego życia jest przejawem egocentryzmu. Zdaniem Bollesa rozmyślanie nad samym sobą nie jest jednak oznaką egocentryzmu, ponieważ chodzi w nim o to, czego świat najbardziej od Ciebie potrzebuje.

Co więcej, uważna analiza wywołana sytuacją kryzysową przynosi korzyści nie tylko Tobie, lecz również Twoim klientom, ponieważ dzięki niej łatwiej Ci będzie uniknąć rozczarowania i syndromu wypalenia zawodowego. Gdy czerpiesz satysfakcję z tego, co robisz, możesz skuteczniej pomagać innym.

Źródło: Timothy Clark, Alexander Osterwalder, Yves Pigneur, Model biznesowy Ty, Wydawnictwo Helion 2013 , s. 83


Poszerzając myśl Osterwaldera posunę się dalej w komentarzu. Bez ryzyka wystąpienia sytuacji kryzysowych nie warto byłoby podejmować jakiejkolwiek działalnosci. Brak szansy na kryzys czyli zapewnienie sobie bezstresowego życia biznesowego z pewnością prowadzić będzie w każdym przypadku do mniej lub bardziej powolnego upadku. Dlaczego może ktoś pytać? Przecież nie ma nic przyjemniejszego niż mieć w portfolio dobry produkt, chętnych do zakupu klientów i stabilny rynek pozbawiony perturbacji. Taka dojna krowa, która tylko mleko daje nie oczekując niczego w zamian, no może nieco trawy.

Może nie odpowiem wprost na tak postawiony problem, za to postaram się poszarpać nieco sznurków zwisających z różnych stron. Zacznijmy od produktu czyli propozycji wartości w modelu biznesowym. Przede wszystkim, rozglądając się wokół nie jestem w stanie wskazać takiego, który w ostatnich latach nie zmieniłby się dostosowując do bieżących potrzeb klientów. Nawet wspomniane wyżej mleko od krowy jeszcze parę lat temu kupowałem zapakowane w mało funkcjonalny worek foliowy, a dziś praktycznie zawsze sięgam po karton lub plastikową butelkę. Czy to znaczy, że mam do czynienia z innym mlekiem? Pewnie tak, bo albo zostało ono pasteryzowane w wysokiej temperaturze, albo w niższej w połączeniu z procesem mikrofiltrowania (tak na marginesie, to kupuję najchętniej mimo niewielkiej oferty producentów; odnoszę wrażenie że w smaku najbardziej przypomina mi to z dzieciństwa i nieco inaczej smakuje po zagotowaniu, ale może to tylko moje wrażenie, którego nie da się zweryfikować w obiektywnym pomiarze). Tak więc, pewnie znalazł by się na rynku producent przywiązany do technologii worka foliowego, ale mogłoby się okążać, że choćby standardy sanitarne są dziś tak wyśrubowane, że ten sposób przechowywania produktów żywnościowych nie wchodzi w rachubę. Przykłady pewnie można mnożyć, ale wszystkie sprowadzają się do jednego mianownika: klienci oczekują zmian w produktach lub otoczenie konkurencyjne czy też obowiązujące prawo prowadzą do tych zmian. Pierwszy warunek niezmienniczości „bierze zatem w łeb”. Skoro ma być zmiana w propozycji wartości, to krok w stronę sytuacji kryzysowej mamy zagwarantowany, bo przecież w ślad za tym pojawiają się pytania: co mogę zaoferować, jak to opakować, ile będzie kosztować zmiana, jak zmienią się kanały komunikacji z klientem itd. Nagle stabilna pozycja na rynku została zachwiana i kryzys puka do drzwi.

Zmiany w propozycji wartości skutkują czesto bogactwem sytuacji kryzysowych związanych z gotowością rynku na absorpcję nowego produktu. Co z tego, że wymyślę sobie komputer w tekturowej obudowie, skoro po dostarczeniu go w obszar pojawiających się cyklicznie deszczy monsunowych problem ze sprzedażą mam zapewniony na 100%. Tu w Europie, albo jeszcze lepiej na Sacharze to rewelacyjny towar! Nie dość, że obudowa jest tania w produkcji, bardzo ładnie poddaje się recyclingowi (a przecież najlepszy stan przyrody to nasze oczko w głowie), to na dodatek każdy może sobie pomalować ją farbkami akwarelowymi na takie barwy i w takie wzorki jakie sobie tylko wymyśli! Ba, używając ołówka do ozdobienia obudowy można co dzieć gumką wymazać aktualny wzorek i dodać nowy. Takie podejście ma jeszcze jedno rozwiązanie: nie trzeba trzymać kartki do notatek obok komputera, bo przecież można robić uwagi na … marginesie klawiatury. Po prostu boski produkt trafiający w potrzeby milionów nabywców! Tylko ten paskudny deszcz. Klienci z Bangladeszu donoszą, że obudowy im przemakają i kapie z nich woda na kolana, co tworzy strefę dyskomfortu podczas pracy. Czy można coś z tym zrobić? Oczywiście, odpowiadasz i jako dodatkowe akcesorium oferujesz bezbarwny lakier wodoodporny. Znowu, myśl  można rozwijać, ale sprowadza się do jednego: rynki nie są stałe, oczekując produktu precyzyjnie odpowiadającego na własne potrzeby i nie zamierzają ponosić kosztów twoich pomysłów rodem z kosmosu. I znowu kryzys murowany.

Ostatnią rzeczą, o której marzą sprzedawcy to stabilna cena produktu na rynku w czasie. Tak świat ekonomii został skonstruowany, że bez inflacji (przynajmniej takiej niewielkiej) nie warto jest ponosić kosztów inwestycji. To dzięki rosnącym z roku na rok cenom przedsiębiorcom opłaca się inwestować w rozwój czy to produktu czy to technologii. Stabilna cena sprzedaży, to gwóźdź do trumny każdego biznesu. Nie da się go utrzymać przy życiu, gdy koszty zasobów zewnętrznych, materiałów do produkcji czy zasobów ludzkich rosną i nie znajduje to odzwierciedlenia w cenach. Najpierw przedsiębiorstwo staje się co raz mniej rentowne, a ptoem po prostu z hukiem upada i zostają sterty niezapłaconych rachunków. I znowu kryzys murowany.

Spcejalnie skupiłem uwagę na biznesie, bo wszędzie tam gdzie coś nam się opłaca lub nie pojawia się w głowie myślenie w katagoriach ekonomicznych. Nie ma zatem znaczenia czy mówimy o każdym z nas czy o biznesie, który bądź co bądź jest pewnym niezależnym bytem. Tak po prostu wygląda życie. Co zatem należy robić,? Sprawa jest oczywista: przestać marzyć o życiu bez kryzysów mniejszych lub większych i skupić się, jak pisze Bolles, na poznawaniu samego siebie. Na skupianiu uwagi na swych mocnych stronach, tych które wymagają rozwoju, na analizie szans i zagrożeń. Tak, dobrze kojarzysz ostatnie zdanie: analiza SWAT to narzędzie tak uniwersalne w wyprzedzaniu uderzeń kryzysów w życiu osobistym, zawodowym czy w rozwoju własnego biznesu, że warto mu poświecać znacznie, znacznie więcej czasu niż większość z nas robi to w praktyce.

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: