Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Prace domowe to praca? Podlewanie działki to jest praca!

prace domowe Z zasady wiemy więcej o naszej pracy niż o wkładzie innych. Znamy wszystkie swoje usiłowania, zazwyczaj jednak jesteśmy świadkami tylko części cudzych wysiłków. Kiedy zatem zaczynamy się zastanawiać, komu przypisać zasługę, własny udział jest nam po prostu lepiej znany. Kiedy małżonków poproszono, aby wyliczyli konkretne obowiązki, które bierze na siebie każde z nich, potrafili średnio wymienić jedenaście pozycji dla siebie, a tylko osiem dla partnera.

Kiedy Salk przypisał sobie całą zasługę opracowania szczepionki na polio, miał wyraźnie w pamięci własny znój i cierpienie, a stosunkowo niewiele informacji o wkładzie kolegów. Nie doświadczył po prostu na własnej skórze tego, co robili Youngher i inni członkowie zespołu – nie był też naocznym świadkiem odkrycia, za które Enders, Robbins i Weller otrzymali Nagrodę Nobla.

„Pomimo najlepszy nawet intencji – pisze założyciel LinkedIn, Reid Hoffman – ludzie mają skłonność  do przeceniania własnej pracy i niedoceniania udziału innych”. „Złudzenie wkładu” to główna przyczyna nieudanej współpracy. Relacje zawodowe ulegają zerwaniu, kiedy przedsiębiorcy, wynalazcy, inwestorzy czy członkowie kadry zarządzającej czują, że partnerzy nie doceniają ich wysiłków lub sami nie robią tyle, ile powinni.

Adam Grant, Dawaj i bierz, Muza S.A. 2014, s. 100

Gdy czytałem ten fragment zrobiło mi się nieco głupio, bo zadałem sobie krótkie pytanie: co robię w domu ja, co zaś moja żona. Cóż, może lista nie miała 11 pozycji po mojej stronie, ale z pewnością dużo się nakombinowałem zanim wymieniłem 8 czynności robionych przez Dorotę. Krzysztofie wstyd!

Wydawało mi się dotąd, że nie  mam specjalnych problemów, by podziwiać ludzi za ich pracę, zachwycać się wynikami, zachęcać ich do jeszcze większej aktywności. A tu „masz babo placek” – gdy wymieniam swoją aktywność idzie mi lepiej!

Daleki jestem do wmawianiu światu, że moje zachowanie wobec innych ludzi zdeterminowane jest taką dawką empatii, że słonia by zasłoniło, a krokodyla zakrokodoliło. Nie, tak nie jest. Regularnie kieruję się osobistymi, by nie powiedzieć egoistycznymi pobudkami i choć może nie jest to chwalebne, to z faktami dyskutować nie zamierzam, bo takie one po prostu są.  Czy to oznacza, że dam za wygraną i uznam jak Hoffman, że człowiek po prostu taki jest? Czy to pójście na łatwiznę? Fakt uznania, że gdzieś tam w naszej głowie siedzi przecenianie stanu posiadania wcale nie oznacza, że wszystko stracone. Próbuję sobie przypomnieć, czy w publikacji Kahnemana i Tverskiego – milowym kamieniu w ich drodze po Nobla, w której oszacowali poziom przeszacowania jakiego doświadczamy mając coś (pozwalam sobie to uogólnić na ocenę własnej pracy) odnoszą się do tego czy warto coś z tym robić, by życie było jeszcze fajniejsze i niestety nie pamiętam. Postaram się w wolnej chwili sięgnąć do oryginału pracy i uzupełnić ten tekst. Jak znam życie, to pewnie tego nie napisali, ot po prostu skonstatowali fakt.

Myśląc zatem nad tym uznałem, że jednak nie będę się starał nic z tym faktem robić. Uznaję, że tak skonstruowany jest mózg i choćbym w tyłek się ugryzł, to i tak on zadba o to, bym uznał, że JA gryzę się w tyłek, a TY nie robisz tego. Może nawet robię to 11 razy? Mogę jednak wykazać więcej uwagi w dzieleniu włosa na czworo i zamiast myśleć: „Dorota spędziła czas przed południem w kuchni” pomyśleć: zrobiła: … i tu wymienić listę tak długą, że kartki będzie brakowało. Nie tylko mogę, ale chcę to zacząć robić, by nawet przeceniając własną pracę nie zostawiać innych z poczuciem, że nie doceniam ich roboty. Doceniam, bo łatwo dostrzec skutki, a z faktami – jak wspomniałem wcześniej – dyskutować nie będę.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: