Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Radarowy pomiar prędkości? Ole! Z coachingiem w tle.

Kilka dni temu pracowaliśmy w Pile. Po bardzo dobrym spotkaniu coachingowym wracaliśmy rączo do Torunia, gdzie czekały na nas cieplutkie pączki i biesiadny wieczór. Droga upływała nam wartko, a czas spędzaliśmy na zajmujących rozmowach, dotyczących zarządzania czasem. Dzieliliśmy się opiniami, omawialiśmy dyskusję, która pojawiła się pod jednym z wpisów, zastanawialiśmy się do jakich jeszcze źródeł zajrzeć i co zaprezentować, by pokazać ten temat wieloaspektowo. Planowaliśmy, co zrobimy wieczorem, a co następnego dnia. I raptem…. los spłatał nam figla. W myśl przysłowia: „myślał indyk o niedzieli, a w sobotę…”

Janosik rzetelnie poinformował nas o patrolu policyjnym za 300 m, CB mieliśmy wyłączone. W tym samym momencie wysoki policjant wyłonił się zza niewielkiego lasku.

Krzysztof zdążył jedynie powiedzieć: zatrzymuje nas i zjechał na pobocze. Pan policjant uprzejmie i z miłym uśmiechem poprosił, byśmy wjechali głębiej w zatoczkę, troszcząc się – by inni zdenerwowani kierowcy nie zarysowali naszego nieco spatynowanego solą i brudem drogi – lakieru.

Stanęliśmy. Każde z nas miało z pewnością swoją galopadę myśli. W powietrzu zawisło bliżej niezidentyfikowane uczucie, którego z pewnością nie można było nazwać radością.

Pan policjant przedstawił się, poinformował że dokonał pomiaru naszej prędkości, pokazał wskaźnik i rzekł, że jechaliśmy na odległej o jakieś 500 metrów górce 71 km/h. Stanęło nam serce. Myśli zatrzymały się zamieniając się w jeden wielki znak zapytania: Jakie tam do licha było ograniczenie prędkości?!? 50? Niemożliwe! 60? Cholera! Przecież to tylko jeden kilometr nad tolerowane 10. Pech!

Wreszcie Krzysztof inteligentnie wykrztusił: A ile tam można jechać?

Pan policjant odrzekł: 70 kilometrów na godzinę. I radośnie, uśmiechając się od ucha do ucha dodał: Przestraszył się pan??? : )

Bliscy zawału serca, ale  już nieco rozluźnieni odrzekliśmy chórem: tak!

Policjant zaśmiał się uprzejmie, poprosił o dokumenty i zapowiedział kontrolę gaśnicy i trójkąta. Krzysztof wysiadł, a ja zastanawiałam się, czy w pogodnym roztrzepaniu nie zostały one wyciągnięte wraz z wożonymi przez kilka tygodni zniczami z cmentarza, miską psa, starą torbą, butlami do wody – podczas przypadkowego szału sprzątaczego.

Na wszelki wypadek nie odwracałam głowy. Słyszałam, jak mąż mój nerwowo przerzuca kolejne rzeczy (wcale nie było posprzątane!) i wreszcie  ku aprobacie kontrolera odnajduje gaśnicę i trójkąt.

Odetchnęłam z ulgą. Po chwili siedzieliśmy już razem w aucie żegnani uprzejmymi słowy  przez pana policjanta i uśmiechem przez jego koleżankę, która wyłoniła się z samochodu policyjnego.

Coachingowe powiedzenie : „Niczego nie oczekuj, wszystkiego się spodziewaj” sprawdziło się po raz kolejny. W oparciu o nasze krzepiące doświadczenie, możemy powiedzieć, jak Robocop: „Dzieci. Przestrzegajcie prawa!” (w innym tłumaczeniu: „Dzieci, bądźcie grzeczne!”).

Słowa kluczowe:, , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: