Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Równouprawnienie w Pasibrzuchu

Toaleta w PasibrzuchuTym razem będzie krótko o naszej sobotniej wyprawie do Piły. Dorota tam pracowała ja zaś, jak to zwykle bywa oddawałem się zajmującej lekturze, robieniu notatek (wiele ich nie powstało, a dokładniej to 0) oraz zerkaniu na fb i g+. To dlatego nie miałem czasu na pisanie uwag o lekturze. Jak widać, przynajmniej jedno z nas spędzało czas zarobkowo i nie byłem to ja. Za to będziecie mieli okazję przeczytać o dwóch restauracjach i małym zaskoczeniu drogowym.

Zacznę od tego ostatniego. Jak wskazała nawigacja, wbrew temu, co sądziłem (nie doszacowałem o jakieś 30 km) droga z naszego domu do zajazdu „Rębajło” w Pile (leży przy obwodnicy drogi 10, więc cudnie prosty dojazd tam jest) wynosi około 175 km. Zwykle pokonuję ją w czasie około 2 godzin i 15 do 30 minut choć ze względu na szacunek dla prawa i portfela staram się nie przekraczać wskazań na znakach więcej jak o 10km/h, czym doprowadzam do szału kierowców ciężarówek. Ich zdaniem, prędkość przejazdowa po wioskach to średnio 80 km/h i biada temu, kto uważa inaczej. Chwilami wyłączam CB, by nie słyszeć ich uwag na mój temat.

Z ogromnym zdziwieniem zauważyłem, że mimo wiosek po drodze i sex-atrakcji (raczej nie zimą) na obwodnicy Bydgoszczy uzyskuję bardziej niż przyzwoitą średnią prędkość przejazdową. Oby więcej takich miejsc było w Polsce. Dla porównania, najczęściej pokonywana przeze mnie trasa wiedzie z Torunia do Wrocławia. Odległość rzędu 280 km i średni czas przejazdu wynosi średnio: 5 godzin i 15 minut. Psu na budę z takim przebiegiem i szerokością drogi!

Jak wspomniałem, Piłę widziałem jedynie z obwodnicy. Skupię się zatem na Rębajle. Mówiąc najkrócej: największą zaletą jego jest to, że jest i kawa jest całkiem znośna. Pani za barem miła, więc czego więcej się domagać? W własnej i nieprzymuszonej woli przyniosła mi cukru i mleka, choć o to nie prosiłem, a nawet unikam. Przyjemnie było, ale zimno. Psia mać, czy rzeczywiście tak trudno jest dogrzać restauracje? Siedziałem tam ze 4 godziny i marzły mi ręce i nogi. Chyba wrzucę na stałe do bagażnika termofor i ostentacyjnie będę go używał przy stole przy takich temperaturach jak teraz. Pani nie podchodziła do mnie zbyt często (skoro raz już była, to po co więcej?; przecież jak będę coś nowego chciał, to sam przyjdę), więc pozostałem przez ten czas przy jednej, pod koniec pobytu zmrożonej, kawie.

Ratunek przyszedł koło piętnastej gdy pracę skończyła Dorota i znalazła mnie, czytaj: sopel lodu, w kącie restauracji. Buziak i bieg do auta na tyle mnie rozgrzały, że radośnie ruszyłem do domu.

Zatrzymaliśmy się kilkanaście kilometrów przed Piłą w Śmiłowie w restauracji Pasibrzuch. Kocham to miejsce, tylko ruszać się potem nie mogę. Świetnie przyrządzone świeże mięso, podawane w nieprzyzwoicie dużych porcjach, ze nieortodoksyjnym podejściem do konieczności jadania warzyw i innych zielonych dodatków czyni z tej restauracji jedno z mych ulubionych miejsc na obiad. Kelnerzy cały czas byli pod ręką mimo tego, że praktycznie wszystkie stoliki były pozajmowane i natychmiast któryś przybiegał, gdy tylko skupiłem na nim wzrok. Tak trzymać! Dowcipni byli również, więc atmosfera jest tam luźna i sprzyja obżarstwu na potęgę.

Tym razem wybrałem wątrobę z prosiaka z cebulą. Na oko, wątroba była bardziej smażona niż duszona i widać, że kucharz wie kiedy sypnąć na nią sól, bo mimo idealnego, w mym odczuciu, przyprawienia była dość miękka. Dorota od dzieciństwa nie lubi tego, więc w domu nieczęsto jadam i chętnie wybieram w restauracjach. Ona postawiła na tradycyjnego schabowego z kapustą. Nie wiem czy zdołała zjeść 1/3 – taki był duży – i resztą cieszył się po naszym powrocie Biszkopt. Zupa też była smaczna. Obydwoje wzięliśmy żurek i jak przystało na talerz z chleba, zjedliśmy pierwsze danie wraz z zastawą. Na szczęście obsługa nie domagała się zwrotu talerzy.

Aj, aj! Prawie zapomniałem. Miało być o równouprawnieniu w Pasibrzuchu. Otóż, jest tam równouprawniona toaleta. Zwykle w restauracjach są dwie lub trzy: płeć żeńska (z plotek wiem, iż trudno tam dostrzec pisuar), męska i pieluchowo-nijaka z uchwytami dla osób niepełnosprawnych. Tu jest tylko jedna, ale za to w pełni wyposażona. Dzięki temu panie również mogą skorzystać z przybytku prostoty męskiego życia, co może nie jest specjalnie dla nich łatwe, ale za to może być źródłem niemałej uciechy i genderowego wejścia w rolę męską. Popieram, słuszna postawa. Tego wymaga od nas szesnasta dyrektywa unijna. Parafrazując słowa ze słynnego filmu: „Wszystkie kobiety na pisuary„.

A jeszcze dodam, że za dwa żurki w chlebie, schabowy z dodatkami, wątroba z dodatkami łącznie zapłaciliśmy z górką dla kelnera 80 zł. Świetna cena jak na to, że jeszcze nasz pies załapał się na wystawną przekąskę. Mam nadzieję za miesiąc znowu tam wylądować na obiad.

Teraz Dorota pilnie pracuje nad przygotowaniem szkoleń, więc nie będę jej przeszkadzał, ale może wieczorem dorzuci parę zdań od siebie. Postaram się ją przekonać i zrobić z tego tekstu nasz dwugłos.

Słowa kluczowe:, , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: