Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Seks w średnim mieście. Oł, jes! Oł, jes! Lubię to!

Brzeg nocą

Ostry tytuł, co? A nauczyłem się tego od Kominka, o którym pisałem parę dni temu. Wprawdzie on radzi w każdym poście wrzucać zdjęcie biustu, ale przecież nie będę się ograniczać i idę na całość.

– Idź na całość! Idź na całość! Idź na całość – chciałem się popisać znajomością mediów i proszę, jaki mi piękny cytat z czarnego pudła wiszącego na ścianie wyszedł.

A było to tak. Czerwony Kapturek postanowił… STOP! To nie ta bajka. Zaczynam ponownie, choć nie wykluczone, że czerwony kapturek w tej opowieści wystąpi, lecz ja sam go dojrzeć nie miałem szansy.

Brzeg nocąBrzeg, miasto w części którą znam, jest bardzo ładne. Widziałem dotąd niewiele, bo tylko najbliższe otoczenie hotelu Arte oraz drogę do specjalnej strefy ekonomicznej na terenie postsowieckiego lotniska. Ale to co widzę z okien pokoju hotelowego po prostu onieśmiela i zachwyca. Powyżej jedno ze zdjęć, które zrobiłem dzisiejszej nocy.

Hotel jest bardzo mały, najwyższy numer pokoju to chyba 11, restauracja na kilka stolików, ale atmosfera i ludzie są niepowtarzalni. To cudowne miejsce. Po prostu nie chcę wyjeżdżać. Gros obsługi stanowią przemili młodzi ludzie, zaś o prawdziwie rodzinną atmosferę dbają głównie dwie panie zmieniające się przy śniadaniu. Kocham to miejsce i namawiam Was do wizyty. Te pochwały to moja oddolna inicjatywa, bo uznaję to miejsce za doskonałe do  wypoczynku i pracy. Otoczenie, choć wygląda znakomicie ma jedną słabą stronę. Parking przy hotelu należy do Miasta i w konsekwencji jeśli nie wykupię biletu, to potem za szybą czeka, pozdrowienie ze straży miejskiej. Przyjemność taka kosztuje, o ile mnie pamięć nie myli, 30 zł, a całodzienny parking (na szczęście działa mobilet) trochę ponad 12. Niech im będzie; przeboleję. Oni też z czegoś muszą żyć, a Miasto musi mieć coś w kieszeni, by móc ulice sprzątać.

No i znowu zgubiłem się w dygresjach, a miało być o seksie. Wracam do aktów prokreacji.

Otóż, gdy tu byliśmy któregoś dnia na jesieni, wstałem tradycyjnie parę minut po 4, by trochę pomedytować, poczytać i dodać parę zdań do notatek. Ciepło było na dworze, okno było szeroko otwarte i nagle usłyszałem coś, co wziąłem początkowo za dźwięki bitego psa. Wrażliwy jestem wielce w takiej sytuacji, zmysły mi się wyostrzyły, wyglądam przez okno, a tam pusto. Nikogo na ulicy, skwerek cichy jak zawsze, a dźwięk coraz wyższy:

–  „Bum, aaaaaaaaaaa!, Bum, aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Hotel Arte, BrzegTeraz stało się jasne. To nie bity pies, a tylko głowa uderzająca w ścianę przy łóżku i to na dodatek zapewne w różowym kasku mogła wydawać z siebie i ściany taki hałas. Wyobraźnia natychmiast mi się włączyła, słuch poprawił (ale fajnie podsłuchiwać sąsiadów) i pewnie życie spokojnie trwałoby dalej gdyby nie to, że po zamknięciu okna poziom hałasu zmniejszył się tylko minimalnie! Czy to potęgowany przez miniryneczek przed kościołem i zamkiem, do którego przylega hotel, czy też głębia doznań erotycznych części żeńskiej obcującego z sobą towarzystwa, ale przyznaję, że nawet gdybym spał, to z pewnością hałas by mnie obudził. No i obudził Dorotę.

– Co się dzieje – pyta?

– Posłuchaj chwilę. Umizgi i namiętności – powiadam do niej.

– A to śpię, myślałam, że ktoś kogoś na skwerku morduje. – dodała i zasnęła.

Gdzieś po pół godzinie, gdy już jasno się robiło, kolejne krzyki ponownie ją obudziły.

– To znowu oni? Zapytała.

– Oni, tylko nie znowu, a bez przerwy. – (prawie bez cienia zazdrości) odpowiedziałem.

– Czy nie mogą robić tego ciszej? – Dodała. – Ja przecież muszę wyspać się przed pracą. Sumienia nie mają!

– Sumienia może nie, ale libido z pewnością – dodałem głosem pełnym podziwu.

Hotel Arte, BrzegRzeczywiście hałas był wyjątkowy. Nie będę wchodził w detale podkładanych mi przez wyobraźnię obrazów tego, co się działo gdzieś obok, ale powiem krótko: trwało to łącznie z półtorej godziny. Chyba kochankowie byli po AWF-ie, bo inaczej to wbrew przyrodzie. A może ćwiczyli do maratonu?

Po powrocie do domu, z wesołością w głosie (ja z podziwem) opowiedzieliśmy o zdarzeniu znajomym i o sprawie zapomnieliśmy. Aż do wczoraj czyli kolejnej naszej wizycie w Brzegu. Ano wczoraj, noc cichą i spokojną nagle gdzieś koło trzeciej, przerwało coraz wyższe:

– Aaaa!

– Aaaaaaaaaa!

– Aaaaaaaaaaaaaaa!

Oboje podskoczyliśmy na łóżku.

– Co się dzieje? Pytam. Przez chwilę wsłuchaliśmy się w hałas dobiegający z któregoś z sąsiednich pomieszczeń.

– To znowu Oni. – Stwierdziła Dorota.

– Niemożliwe, nie możemy mieć aż takiego pecha dwa razy w jednym miejscu. Wpadamy przecież tu 3 razy do roku!

– To oni, mówię ci. Poznaję po głosie; tak tylko może wykrzykiwać Królewna Śnieżka strasząca trola.

Coś w tym było. Musiałem jej przyznać rację. Znowu czekało nas 90 minut bezsenności i jak potem zegar pokazał, nie myliłem się ani trochę. Za to w blogu przybyło nieco tekstu, bo musiałem coś z czasem robić, skoro i tak spać się nie dało.

Pod koniec ich namiętności, to już nawet polubiłem tych sąsiadów, bo rytmiczne łomotanie w ścianę przerywane „oooo, aaaa, iiiiii” itp. działało jak metronom wybijający rytm kolejnych pisanych zdań. Dzięki temu mogliście się dowiedzieć nieco więcej o tworzeniu ankiet online. Tylko Dorota zaspana jechała szkolić. Mam nadzieję, że się pozbierała i uczestnicy nie dostali z tego powodu mniej wiedzy.

Jak widzicie, Brzeg to miasto miłości. Miłości, której dźwięki cudnie roznoszą się nad dachami starego miasta nadając jego nocnej odsłonie niepowtarzalny rytm. Wierzę, że wkrótce znowu tu przyjedziemy (Strefo, kupuj szkolenia, bo inwestycja w ludzi to największy majątek biznesu 😉 ) i znowu coś wybierzemy z karty hotelowej restauracji (dotąd najwyżej oceniłem kurczaka w kolorowym pieprzu), a mały spacer nad Odrą, wokół zamku i po mieście przypomni nam, że życie lubi odsłaniać swą pięciogwiazdkową twarz w najbardziej zaskakujących miejscach.

Hotel Arte, BrzegPS. Zdjęcia zrobiłem w „żywym” pokoju hotelowym podczas naszego pobytu. Wprowadzając się, zastaliśmy zdecydowanie lepszy porządek i większą dbałość o szczegóły. Jeśli chcecie zobaczyć profesjonalne zdjęcia, to zerknijcie bezpośrednio na ich stronę: hotel Arte .

Mały dopisek po godzinie:  oto fotka, którą zrobiłem przez okno przed paroma minutami. Super Miasto!

Brzeg w ciągu dnia

 

Dorota Wiśniewska

Trzy grosze do seksu dodać proszę

Autor: Dorota Wiśniewska, 17 stycznia 2014 r.

Dziś rozmawiałam z moją przyjaciółką o naszych brzeskich przygodach. Agnieszka ubawiona historią opowiedziała swoją. To z kolei przypomniało mi dodatkowy smaczek naszej opowiastki. Otóż: Państwo, którzy uprawiali radosny i operowy seks w hotelu, robiąc wrażenie na wszystkich słyszących i niedosłyszących gościach, spali potem długo. Nie schodzili więc na śniadanie w porze największego obłożenia restauracji. Wówczas posiłek wspólnie z innymi gośćmi jedliśmy my. Pech lub nie – pech chciał, że byliśmy jedyną parą w pomieszczeniu. Wchodzimy i … proszę wyobrazić sobie ten moment zamilknięcia, zatrzymania kawy w połowie gestu dostarczania jej do ust, te spojrzenia pełne podziwu, a czasem złości czy obrzydzenia…. One wszystkie były skierowane na nas. Jak światła reflektorów.

Ja nieśmiała, speszona nieco – nie wiedziałam co zrobić, więc uśmiechnęłam się i przywitałam. Krzysztof wszedł pewnie i dumnie powitał wszystkich. U mnie galopada myśli: usiąść i jeść? Zagaić: ale ktoś miał szaloną noc? Zapytać: nie wiedzą Państwo w jakim pokoju odbyło się dziś nocą przedstawienie? Ech! U niego spokój. Skorzystałam więc z przykładu. Usiadłam i zjadłam śniadanie ze smakiem.

Agnieszka stwierdziła, że straciłam szansę mocnego wejścia i pozostawienia na gościach niezatartego wrażenia. Jej zdaniem powinnam wkroczyć i rzec: To ja! Ogier kroczy za mną! Cóż pozbawiłam współlokatorów hotelu tej bezcennej chwili, a za resztę zapłacili kartą.

 

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (7)

  • Nieustanne Wędrowanie

    |

    Ubawiliśmy się nieziemsko! Kiedyś przeprowadziłam podobny dialog >pierwsza pobudka< z tym, że na wrocławskim trójkącie. Miejsce to owiane jest bardzo złą sławą i powszechnie wiadomo, że bardzo łatwo stracić tam zęby nocą. Tak więc słysząc krzyki nie z tej ziemi za oknem mieszkania znajomego któreś z nas w końcu wypaliło z pytaniem
    – Sądzisz, że dopiero obdzierają go ze skóry czy już kończą to robić?
    – Nie mam pojęcia, ale może przydałoby się mu pomóc?

    – Oszalałaś? Chcę żyć! A poza tym i tak już przestał krzyczeć.

    Reply

    • Krzysztof Wiśniewski

      |

      🙂 Praktycznie raz na dwa tygodnie odbywam podróż z Torunia do Wrocławia. W różnych hotelach wtedy śpimy zależnie od tego, u którego z klientów Dorota ma coaching lub szkolenie. Gdzie jest ten trójkąt? Chcę uważać 😉

      Krzysztof

      Reply

      • Nieustanne Wędrowanie

        |

        Puławskiego, Traugutta oraz Kościuszki – te ulice bodaj zamykają w sobie to całe niebezpieczeństwo Wrocławia. Generalnie teraz już jest tam raczej spokojnie, ale był moment, że lepiej było to miejsce omijać.

        Reply

      • Kasia

        |

        Krzysiu, przyznaj po prostu, że jesteś żądny wrażeń 🙂

        Reply

        • Pięciogwiazdkowe Życie

          |

          Przyznaję, zazdroszczę!

          Reply

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: