Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Sprawy pozostają niezorganizowane, kiedy ludzie nie chcą konfrontować się z ich znaczeniem

Życie i praca. David Allen

W ostatnich latach przemysł związany z „osobistym organizowaniem się” niesamowicie się rozwijał. Jeden z tytułów w ogólnokrajowym amerykańskim dzienniku opisywał zjawisko „organizatora jako terapeuty”, przedstawiając dowody na to, że ludzie zaczęli uczyć się wyrażania swoich słabości i zajmowania podstawowymi kwestiami życiowymi, kiedy skonfrontowali się z wiedzą o tym, jak radzić sobie z gromadzącymi się wokół nich rzeczami. Sprzedawcy w sklepach oferujących wszystko, co mogło się przydać do organizowania, mieli do czynienia z klientami, którzy zaczynali płakać, kiedy obsługa pytała ich, co chcieliby i co muszą zorganizować.

Istnieje logiczne wyjaśnienie tego zjawiska. Zazwyczaj sprawy pozostają niezorganizowane, kiedy ludzie nie chcą konfrontować się z ich znaczeniem. By właściwie zdecydować, co zamierzamy z czymś zrobić, musimy odnieść się w określony sposób do treści samej spraw, a to wymaga podjęcia decyzji i określenia, w jaki sposób ta sprawa wpisuje się w resztę naszego świata. Co zrobić ze starym zdjęciem rodziny? Aby odpowiedzieć na to pytanie, część z nas będzie musiała spytać siebie, jak istotne są wizualne przypomnienia ludzi, którzy odgrywali ważną rolę w naszym życiu. Większości może się to wydać niezwykle łatwe, ale proces takiego określania znaczenia może wynieść na powierzchnię wiele niedokończonych spraw.

Źródło: David Allen, Życie i praca, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2011, s. 130


Dobrze, przyznam się bez bicia, że David Allen nie należy do moich ulubionych autorów, co nie zmienia ani na chwilę faktu, iż nie umiem przejść obojętnie wokół jego książek. Czy to będzie kultowe Getting Things Done (GTD) czy ta książka, to i tak lektura daje mi do myślenia.

Powód takiego sprzecznego zachowania u mnie jest banalnie prosty: przerasta mnie proponowany przez niego schemat działań w ramach porządkowania swojego czasu, a jednocześnie jestem pełen podziwu dla wnikliwości diagnozy i logiki proponowanego przez niego rozwiązania. Sprzeczność? Tylko pozorna. Fakt, iż rozumiem w oparciu o jakie zjawiska fizyczne jeździ samochód i nawet mam przyjemność kierować jakimś, to nie znaczy że specjalnie palę się do tego, by zostać kierowcą formuły 1. Nie mam potrzeby rywalizacji na torze wyścigowym przy prędkości 300 km/h, co nie oznacza, że jakoś specjalnie unikam trzymania kierownicy, gdy mam do załatwienia jakieś sprawy.

Podobnie jest z porządkowaniem mojego dnia. Ponieważ staram się upraszczać sprawy do niezbędnego minimum i zgodnie z zasadą brzytwy Ockhama unikam tworzenia nowych bytów w swojej głowie ponad te, które są niezbędne mi do życia, to podejście Allena wydaje mi się po prostu zbyt skomplikowane. Nie będę tu rozwodził się nad treścią wspomnianego wyżej GTD, bo to nie czas na to, za to chętnie podzielę się paroma refleksami na temat zacytowanego w tytule zdania, które mnie po prostu zachwyca wielowątkowością.

Rzeczywiście regularnie w życiu doświadczam tego dylematu. Powiedzmy, że pojawia się jakaś sprawa. Ktoś dzwoni albo pisze i pojawia się w ten sposób nowy byt. Tak jak większość bytów przez głowę przelatuje mi krótka myśl: zająć się tym lub wyrzucić i jeśli pozostaje myśl: zostawić, bo ważne, to właśnie dokonuję wstępnego wartościowania i nadania „ciała” danej sprawie. Ten byt ma szansę zaistnieć.
Może też zdarzyć się odwrotna sytuacja, sprawa wydaje się tak nieistotna, że zanim pomyślę, co należy z nią zrobić, mail jest już w koszu, a kosz wyczyszczony. Tu wartościowanie zaszło nadspodziewanie szybko.

Mam jednak problem ze sprawami, którymi nie chcę się zająć z różnych powodów. Gdy pojawią się na horyzoncie, pierwsza myśl mówi: „oj, uważaj, coś się święci i trzeba się tym zająć”. Ale paskudny diabełek w głowie odpowiada: „olej to, nic się i tak nie wydarzy. Daj sprawie dojrzeć”. A ponieważ łasy jestem na takie rady, to rzeczywiście sprawę odkładam ad acta i to zwykle na tak długo, aż rozpali się do czerwoności i trzeba potem gasić pożar.

Allen ma rację. Tak długo, jak długo będę zwlekał z nadaniem sprawie znaczenia, tak długo sprawa jest nierozwiązana i w konsekwencji czas niezbędny do jej rozwiązania z każdą minutą zwlekania z rozpoczęciem realizacji wydłuża się. Coś, co mogę załatwić w parę minut, gdy byt stara się ujawnić, zwykle po dłuższym czasie odkładania do załatwienia później zajmuje całe godziny czy dni i na dodatek koszt psychiczny działań w takich warunkach ponoszę bardzo duży. Żebym tylko ja ponosił! Zwykle odbija się to w jakiś sposób na rodzinie, która stara się wówczas wesprzeć mnie jak umie. Widać też w tym blogu, gdzie przez miniony miesiąc nie pojawiło się nic nowego, bo ja walczyłem z dostosowaniem kodu aplikacji kalendarzy internetowych do aktualnych warunków (http://www.reter.pl) . Mogłem już to zrobić dawno i nawet podchodziłem co jakiś czas do tego, ale tak długo jak sprawa nie wydała się bardzo bolesna z finansowego punktu widzenia nie szczególnie się nią przejmowałem.

Tu też pojawia się kolejny wątek w tej dyskusji. Nie wiem jak wy, ale ja częstokroć mam duży problem z określeniem rzeczywistej, wyrażonej w złotówkach, wartości danej sprawy. Zwykle bagatelizuję pierwszy komunikat, szczególnie wtedy gdy dotyczy potencjalnego zysku lub straty, i szacowanie rzeczywistej wartości robię dopiero wtedy, gdy zwykle „mleko już się rozlało”, albo właśnie rozlewa się. Tak, obiektywnie mam z tym kłopot i kłopot mają inni ze mną, bo częstokroć lepiej widzą oni zagrożenie, a ja spokojnie zajmuję się swoimi sprawami całkowicie ignorując zewnętrzne ostrzeżenia.

Podsumowując, podziwiam Allena za wnikliwość takich jak cytowane, spostrzeżeń. To, że zbudował on dalej ogromną teorię, to już inna sprawa. Na tym etapie jest on dla mnie geniuszem.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: