Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Startup z podręcznikiem pod pachą. Cześć I

Metafora w marketinguWprawdzie w ostatnim miesiącu nic nowego nie napisałem, bo byłem zajęty realizacją zaległych prac, ale mam nadzieję, że wprowadzone poprawki w kalendarzach internetowych (http://www.reter.pl) znajdą uznanie PARP, w gestii którego jest uznanie, że tamten projekt został domknięty zgodnie z przyjętymi we wniosku założeniami. Trzymajcie kciuki, bo sytuacja jest dość napięta.

Ponieważ wyjść poza siebie nie jestem w stanie, więc zamiast teraz czekać z założonymi rękoma wziąłem się do roboty i pracuję nad nową wersją starego pomysłu. A było to tak. Ze dwa, może trzy lata temu przygotowałem w parę dni prosty stronę internetową zgodnie z założeniami modelu SPA (Single Page Application), której celem było wspomóc ludzi z branży szkoleniowej w przygotowaniu raportów z ankiet ewaluacji szkoleń. Pomysł został zrealizowany w ten sposób, że witryna internetowa http://ocenaszkolenia.pl pozwalała wprowadzić dane z ankiet ocen po szkoleniu, a następnie tworzony był plik do pobrania w PDF zawierający analizę statystyczną wprowadzonych danych. Program posiadał jedno ogromne ograniczenie. W zasadzie nie pozwalał na modyfikację szablonu ankiety ewaluacji, co oczywiście bardzo silnie zawężało możliwości jego praktycznego wykorzystania. Od chwili powstania tego kodu byłem świadom, że to pierwsza rzecz, która winna zostać w przyszłości poprawiona.

Czas płynął, a ja ciągle zagoniony różnymi obowiązkami nie robiłem nic, by program poprawić. Aż do teraz. Inspiracją stała się ponowna lektura książki Steve’a Blank’a i Bob’a Dorf’a: Podręcznik Startupu. Przygotowuję się do realizacji pewnego projektu doradczego dla jednej z firm, która to choć oparta na twardym modelu biznesowym działa w obszarze, w którym Customer Development zdaje się mieć większą moc niż tradycyjne podejście oparte na biznesplanie. Czas pokaże czy intuicja (a może doświadczenie zawodowe?) nie jest błędna. Zobaczymy. Nie zmienia to postaci rzeczy, że stanąłem przed koniecznością zerknięcia w modele oceny postępów wdrożenia charakterystyczne dla projektów obarczonych dużym ryzykiem biznesowym i oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie zechchciał zweryfikować wiedzy książkowej na pewnym konkretnym przykładzie. Jakim przykładzie? To oczywiste! Na ocenie szkolenia.

Dlaczego Ocena Szkolenia wydaje się tak wdzięcznym obiektem do prowadzenia eksperymentu? Skupię się na najważniejszych obszarach:

  1. Nie wiadomo, czy rzeczywiście ktokolwiek, kiedykolwiek potrzebował takiego narzędzia. Mamy zatem spełniony pierwszy warunek startupu działającego w nieznanym terenie: nic nie wiem o grupie docelowej, ale potrafię ją sobie wyobrazić i tym samym mając w głowie jej model spróbować określić jej wybrane potrzeby. To czy moje wyobrażenie jest zgodne z rzeczywistością pokaże czas.
    1. Moje wyobrażenie jednej z potrzeb niezbędnych do spełnienia sprowadza się do stwierdzenia: skoro znaczna większość szkoleń kończy się oceną uczestników szkolenia wyrażoną za pomocą ankiet ewaluacyjnych, to z pewnością te analogowe wyniki muszą zostać w  jakiś sposób przetworzone do postaci cyfrowej, to tak jakoś ten świat w ostatnich latach wygląda.
    2. Skoro muszą zostać przetworzone, to fizycznie ktoś skazany jest to zrobić. Pal licho, gdy tych ankiet jest garstka, ale rachowanie nawet z pomocą arkusza kalkulacyjnego danych z setki ankiet jest już problemem choćby ze względu na konieczność wprowadzenia dziesiątek cyfr do tego arkusza. Mamy więc kolejny problem do rozwiązania: przebudować proces wprowadzania danych (przetwarzania z postaci analogowej do cyfrowej) czyniąc go przyjaźniejszym.
    3. Standaryzacja postaci raportu. Moje wyobrażenie procesu przetwarzania danych z ankiet ocen szkolenia sprowadza się do modelu, w którym pracownik firmy szkoleniowej, trener lub pracownik organizacji zamawiającej szkolenie ma w swoim komputerze szablon pliku Excela z opracowanym kiedyś raportem, kopiuje jego zawartość do nowego pliku, usuwa zbędne dane, wprowadza nowe i wynik zapisuje, drukuje czy też wysyła zainteresowanym osobom mailem. No dobrze, a co się będzie dziać, gdy z jakiegoś powodu, ktoś z pracowników wprowadzi zmiany w schemacie? Czy zawsze przesyła kopię do innych zainteresowanych osób? Pewnie nie, zatem po jakimś czasie w praktyce mamy wiele szablonów, z których ostatni tylko na poziomie realizowanego celu przypomina pierwszy. A standaryzacja, to królowa ładu. Czyli dając narzędzie, które ze swej natury pilnuje porządku, daję najlepszy kawałek tortu zainteresowanym użytkownikom.
    4. Oszczędność czasu przy wprowadzaniu danych. Nie bronię się szczególnie, gdy ktoś chce za mnie coś zrobić. Nie tylko nie bronię się, ale chętnie proszę o pomoc innych, gdy robota sprowadza się do bezmyślnego przeklejania danych gdzie w jednostce czasu mogę zrobić określony fragment całej roboty i ani przez chwilę nie opuszcza mnie myśl o nudzie, jaka temu towarzyszy. Zakładam, że są w działach HR podobnie odczuwające osoby, a skoro tak, to trzeba dać szansę innym wykonania za nich najbardziej niewdzięcznych prac. Wniosek: dajmy uczestnikom szkolenia szansę na samodzielne wprowadzenie danych do systemu informatycznego czyli mówiąc kolokwialnie, dajmy im ankietę w internecie.
    5. Ma to jeszcze jedną zaletę; udostępnienie ankiety w systemie informatycznym daje poczucie większej anonimowości uczestnikom szkolenia. Sam widziałem wielokrotnie jak uczestnicy chronią prywatność wypowiedzi zasłaniając swoją drukowaną ankietę czym tylko się da, by tylko trener nie zobaczył treści i nie przypisał jej do danego uczestnika. Możliwość wypełnienia ankiety choćby z pomocą swego telefonu, to częstokroć być albo nie być rzeczywistej oceny w ankiecie. 
    6. Adekwatność oceny związana z umożliwieniem jej uzupełnienia gdy już opadnie kurz emocji procesu szkoleniowego, procesu szkoleniowego, sprytu i perswazji trenera itd. No trenerzy, pięść w pierś: czy zdarzyło się Wam kiedyś podkręcić grupę tuż przed wyrażeniem przez uczestników oceny w ankietach, gdy samo szkolenie poszło średnio? Odpowiadam za siebie: tak, zdarzało mi się wyciąć taki numer. Nie było to często, może z jeden, dwa procent, ale niekiedy to zrobiłem, by ocena nie zaważyła na postrzeganiu mnie jako trenera IT. Lubiłem mieć średnią na poziomie 4.8 – 5.0, a nie zawsze radziłem sobie z grupą tak jak planowałem. Nieraz oni mieli gorszy dzień, nieraz byłem to ja i oszustwo z podciąganiem wyniku zdarzało mi się. Wstydzę się podnoszenia pozytywnych emocji w grupie na godzinę przed końcem zajęć i nie chcę tego robić więcej. Jestem taki jaki jestem, a nie takim jakim chcę by mnie postrzegano.
  2. Podobne narzędzia istnieją i są powszechnie stosowane w większych organizacjach. Pytałem Dorotę, jak wygląda przetwarzanie danych z ankiet ewaluacji w organizacjach, dla których ona pracuje. Okazuje się, że choć większość danych przetwarzanych jest w siedzibie firmy szkoleniowej, dla której ona pracuje, ale zdarza się, iż oprócz ich ankiet, klient życzy sobie przekazania uczestnikom szkolenia swoich własnych ankiet, przetwarzanie których zapewnia ich wewnętrznie stosowane, najczęściej w intranecie, oprogramowanie. Zatem, skoro ktoś już to zrobił, to znaczy, że potrzeba stworzenia tego rodzaju softwaru istnieje i została w jakimś stopniu zaspokojona. Super, niewiele mnie w nowych pomysłach cieszy to, że inni też dostrzegają problem i wychodzą z własną propozycją rozwiązania problemu. Znaczy to, że nie mylę się w ocenie potrzeb. Na początek to wystarcza, by zmotywować się do pracy. W końcu to pośredni dowód na to, że miałem rację, a fajnie przecież ją mieć 🙂

 

Słowa kluczowe:, , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Komentarze (1)

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: