Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Steve Jobs mistrz komunikacji

Steve jobs sztuka prezentacji„Jobs potrafi wziąć coś, co uchodzi za nudne – jak na przykład kawałek elektroniki – i opakować ten nudny przedmiot w dramatyczną i przekonującą historię; jest w tym prawdziwym mistrzem” – napisał Alan Deutschman w książce The Second Coming of Steve Jobs. Zaledwie kilku liderów, których miałem przyjemność poznać, odznacza się taką umiejętnością budowania fascynujących historii tworzących wizerunek marki wokół przedmiotów uznawanych za nudne. Jednym z takich liderów jest John Cambers, dyrektor generalny firmy Cisco. Tym, co Chambers sprzedaje, nie są routery i switche stanowiące fizyczną podstawę internetu. Chambers sprzedaje ideę międzyludzkich połączeń, rewolucjonizujących sposób, w jaki ludzie żyją, pracują, bawią się i uczą.

Umiejętność budowania głębszych znaczeń wokół produktów, które są albo kompletnie banalne, albo znane tylko wtajemniczonym, to cecha wspólna wszystkich mistrzów komunikacji, obdarzonych talentem do inspirowania innych. Dyrektor generalny Starbucksa Howard Schultz nie sprzedaje kawy: sprzedaje „trzecie miejsce”, istniejące poza domem i pracą. Suze Orman, ekspertka od finansów, nie sprzedaje inwestycji trustowych i funduszów powierniczych: sprzedaje marzenie o osiągnięciu finansowej niezależności.

Źródło: Carmine Gallo, Steve Jobs, sztuka prezentacji, Znak litera nova, 2011, s. 19


Gdybym miał wskazać coś, co jest niczym Yeti biegającym po Himalajach i dotyczy marketingu czy też sztuki prezentacji, to z pewnością wskazałbym na mistrzowskie opowieści. Nie dlatego, że jest tak wielkie, włochate i jedyne w swoim rodzaju, tylko dlatego, że wszyscy o nim mówią i nikt dotąd nie widział. Czy to oznacza, że wątpię w istnienie takowych opowieści?

O nie, Steve Jobs czy paru innych mówców motywacyjnych jak Brian Tracy jest z pewnością przykładem, że można to osiągnąć, ale też trudno mi uwierzyć w to, że jest to łatwo osiągalne. Tu pewnie nie wystarczy 5000 godzin treningu, by osiągnąć mistrzostwo. Tu potrzeba czegoś innego. Tylko czego? No to szukajmy.

Wiara w to że praktycznie dla każdego klienta czy wręcz produktu lub linii produktowej można wymyśleć wciągającą opowieść na pierwszy rzut oka wydaje mi się trącać naiwnością. Rozumiem, że nie ma problemu, gdy uznajemy, iż Starbucks ma stanowić to trzecie miejsce, gdzie spędzamy czas. Ale jak to odnieść do chociażby naszego bloga. Zanim uznam, że się nie da, pomyśl głośno. W ciągu ostatniego roku wielokrotnie wracałem z Dorotą i Kasią do rozmowy na temat tego czemu nasz blog miał służyć. Początkowo wszyscy bez oporów uznaliśmy, że chcemy wspierać ludzi prowadzących szkolenia oraz tych, którzy biorą w nich udział w samorozwoju po powrocie do domu. Szkolenia, to tylko pozornie łatwy chleb i to po obydwu stronach mównicy. Nie ważne jak wielkie masz doświadczenie i czy mówisz czy też słuchasz to „braku chemii” między trenerem a grupą praktycznie zawsze skutkuje w najlepszym wypadku zmęczeniem, a w najgorszym katastrofą i koniecznością ponownego przeprowadzenia dnia szkoleniowego. Oj nie ma tu prostych reguł. Każda grupa jest inna, inne są wymagania uczestników, często zupełnie inny poziom ich wiedzy czy umiejętności, więc stworzenie platformy wymiany doświadczeń wydawało się nam dość oczywiste. Sądziliśmy, iż choćby znani nam trenerzy aktywnie włączą się wątki dyskusji, które zapoczątkowaliśmy, zaś my będziemy pilnować ogólnego kierunku. Wytrzymaliśmy w ten sposób przez pierwszy kwartał ubiegłego roku, potem skupiliśmy się na bieżących działaniach (wtedy właśnie napisałem oprogramowanie do prowadzenia ocen 360 stopni on-line, które jest jak sądzę jedynym oprogramowaniem do prowadzenia tego rodzaju badań w polskich zasobach internetu, za które nie są pobierane opłaty.

A potem przyszło gorące lato i gorąca niechęć do budowania pozycji bloga. Lato ma swoje prawa i kropka. Kiedyś urlop musi przyjść choćby po to, by Kodeks Pracy nie krzyczał „oj ty, ty!”. I znowu nie zabraliśmy się za realizacją z takim impetem jak należało. A może już wtedy czuliśmy, że coś nie tak jest z wybranym przez nas celem i tak naprawdę chodzi o coś innego.

Prawdziwa bomba wybuchła, gdy zgłosiliśmy nasz blog do konkursu na blog roku w środku tzw. zimy. Wtedy właśnie nasze mózgi wskoczyły na super obroty i stało się jasne: nasza aktywność wcale nie podpiera tego o czym sądziliśmy, że będzie wspierać, a w całości koncentruje się wokół dużo bardziej atrakcyjnego obszaru: życia całą gębą! Życia na medal, …. Pięciogwiazdkowego życia!

Kiedy Dorota rzuciła pierwszy raz to hasło zaświeciły mi się w głowie wszystkie dostępne zielone lampki. Ależ tak! Przecież nam nie chodzi o to, by uczyć kogokolwiek czegokolwiek, a tym bardziej uzupełniać i poprawiać programy szkoleń. Nam przecież chodzi tylko o to, by dawać inspirację w oparciu o wszelkie dostępne nam źródła, że można na co dzień żyć w pełni. To przecież po to się między innymi szkoli, by osiągnąć równowagę psychiczną każdego dnia.

Tak więc, nam zajęło blisko rok tworzenie naszej tożsamości, która dziś z pewnością jest dla niektórych misją, dla innych wizją, a dla nas po prostu oczywistością: dajemy inspiracje do pięciogwiazdkowego życia. Nie opowiadamy dlaczego warto czytać tak książki jak i szkolić się zarówno z obszaru inwestycji giełdowych jak i zarządzania własnym czasem. Mówimy, że warto to robić, bo nie warto żyć byle jak. I tak właśnie dzień po dniu tworzymy naszą własną opowieść. Twórz ją z nami! Zapraszamy każdego dnia.

 

Słowa kluczowe:, , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: