Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Szata jednak zdobi człowieka. A firmę?

Sztuka prostotyStrój jest dla ciała tym, czym ciało dla duszy. Stroje powinny więc odzwierciedlać nasze wnętrze, będąc jednocześnie twarzowymi i funkcjonalnymi. Najpierw zaprojektuj swoją garderobę w myślach, zaczynając od dodatków (butów, torebek), odpowiadających twojemu stylowi. Nie żałuj na to czasu. Niech ta garderoba będzie naprawdę twoja. Strój odzwierciedla to, kim jesteś, kim chciałabyś być, twoją determinację, dyscyplinę, fantazję, twoje przekonania polityczne, twój sposób życia. Mówi o tobie, zanim jeszcze otworzysz usta.

Życie nie jest łatwe. Wymaga odgrywania wielu ról. Kim byłaś dzisiaj?

Nasze stroje stają się podobne do nas, nasz charakter odciska na nich piętno. Podejmują dialog z naszym lustrem, naszą rodziną, naszym otoczeniem i wszystkimi ludźmi, których spotykamy. Dlatego garderoba powinna odzwierciedlać nasz styl w jego czystej postaci.

Fakt, że czujemy się dobrze w swojej skórze, jest brzemienny w skutki. Charakter stroju przenika do naszego wnętrza. Jeżeli przyjmowalibyśmy życie w tak prosty sposób, jak się ono przedstawia, mniej ulegalibyśmy wszelkiej przesadzie.

Źródło: Dominique Loreau, Sztuka prostoty, Wydawnictwo Czarna Owca, Wydanie II, 2008, s. 54


Pewnie z rok temu Dorota zaproponowała mi przeczytanie tej książki. Po kilkudziesięciu stronach zrezygnowałem. Nie rozumiałem zupełnie o co autorce chodzi. Do czego zmierza? Czy prostota to otaczanie się drogimi dodatkami? Gdzie forma zaczyna wypierać treść. Przyznaję się, książkę odłożyłem na półkę i jak to zwykle bywa, któregoś dnia do niej wróciłem. O dziwo i tym razem nie byłem w stanie przebrnąć przez nią treść; nowe doświadczenia życiowe nie ułatwiły mi odbioru treści. Na wszelki wypadek nie planuję kolejnego podejścia, ale kto wie? Gdy już wszystko czekające w kolejce przeczytam …

Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że nieco tekstu przejrzałem i z paroma myślami autorki muszę się zgodzić. Mam przy tym podejrzenie, że o ile nie wszystko rozumiem w odniesieniu do życia pojedynczego człowieka to … coś mi się zdaje, że jestem w stanie odnieść niektóre z treści do życia biznesowego.

U podstaw każdego biznesu leży jego model biznesowy. Nie ma znaczenia czy jest to łóżko na targowisku obstawione proszkiem z niemieckiego Aldi czy jest to linia technologiczna tego proszku do prania, to wszędzie u podstaw leży model. Nie wchodząc specjalnie w szczegóły, zwrócę tylko uwagę, że składają się nań takie dwa główne obszary jak strumień przychodów czyli kto i jak dowiedział się o produkcie, jak produkt został dostarczony do nabywcy i ile nabywcy skłonni są płacić za niego oraz drugi główny obszar obejmujący koszty, które należy ponieść, by produkt znalazł się u klienta, a w szczególności kluczowi partnerzy oraz zasoby osobowe i techniczne. Jeżeli przychody są wyższe niż koszty, to model jest rentowny i przynosi zyski, a jeśli to koszty są większe, to oczywiście potrzebna jest natychmiastowa interwencja, bo producent „pójdzie z torbami”.

Na pierwszy rzut oka podany fragment odnosi się do jednego z podstawowych obszarów mowy ciała, a mianowicie naszej powierzchowności. Nawet krótkie spojrzenie na półki księgarskie pozwala stwierdzić, iż jest to rzeczywiście istotny obszar naszego życia, bo lektury na temat jest sporo. Wprawdzie mam podejrzenia, że u autorki liczy się nie tylko to dla kogo powinniśmy dobrze wyglądać ale również to, że takimi powinniśmy być dla siebie samych, ale nie zmienia to mojego punktu widzenia, że rozumowanie to można wprost przenieść do biznesu.

Uzasadnienie wydaje się mi oczywiste. Załóżmy, że mamy produkt, który ma trafić do danej grupy klientów. W takim przypadku, gdy jest już gotowy, biorą go w swoje ręce spece od marketingu (mają wydzielone pole w modelu biznesowym) i zaczynają z produktem robić to, co każde z nas przed lustrem: szukać najbardziej odpowiednich dodatków, czy to poprzez odpowiednie opakowanie czy też przez dobór innych cech, które przyciągną uwagę potencjalnych nabywców. I tu zaczyna się robić ciekawie, bo z chwilą gdy z pomocą tychże dodatków uczynimy produkt atrakcyjniejszym, to zmienia się nasze postrzeganie tego produktu. Dzięki temu, że stał się powiedzmy „ładniejszy” zaczynamy inaczej widzieć grupę docelową jako „ładniejszą”, bardziej odpowiednią do odbioru tego produktu. Natychmiast włącza się sprzężenie zwrotne i skoro nasza grupa docelowa stała się „ładniejsza” to pojawia się uzasadniona pokusa podniesienia marży handlowej czy poprawienia sposobu dotarcia z produktem do klienta (przewóz, prezentacja na półce itp.). Jak widać, poprawa wyglądu produktu może powodować zmianę w jego nabywcach, która to przenosi się na model biznesowy!

Co ciekawe, coś co jest oczywiste w marketingu zdaje się częstokroć odrzucane w naszym życiu codziennym. Sam nieustannie staję przed pokusą wyjścia na ulice przed spotkaniem z maszynką do golenia, a przecież zdaję sobie sprawę, że to wizerunkowa porażka. Nie pójdę tu na uproszczenia i stwierdzenia w stylu: ta sprawa i tak odnosi się tylko do kobiet. Nie, ona odnosi się w takim samym  stopniu do mężczyzn nawet wtedy gdy trzeba w pyle i brudzie przekopać działkę. Coś mi się wydaje, że jednak powinienem zrobić kolejne podejście do lektury „Sztuki prostoty”.

Słowa kluczowe:, ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: