Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wpis oznaczone ‘blog’

Wpis z szamponem do mycia tyłka w tle

Jak zostać pisarzem

Podejmując jakiś czas temu decyzję o tym, że zamierzam zaangażować czas i siły w utrzymaniu bloga przy życiu nie zdawałem sobie sprawy z faktu, jakie to trudne zadanie! Jestem oczywiście świadom, że zamiast wygłupiać się i pakować w treść zarówno modele biznesowe startupów jak i miękkie umiejętności komunikacyjne i to wszystko podsypane solą samorozwoju mogłem z rozmachem na jakieś 10 linii podzielonych na dwa akapity pisać o szamponie do d…. (ponoć reklama takiego zagościła w TV; sam tego nie widziałem, więc traktuję jako plotkę). Dzięki temu nie tylko nie ładowałbym pieniędzy w zakupy książek (kiedy do cholery przyjdzie ten czas, że wydawnictwa zarzucać nas będą próbkami do przełknięcia), ale również mógłbym występować na salonach z objawieniem na ustach typu: „ten w zielonej butelce jest zdecydowanie lepszy od tego w czerwonej, bo lepiej współgra z cieniem do krągłości mojego lewego pośladka”. A tak? Ciągle czytam, od czasu do czasu znajduję czas na pisanie i co najtrudniejsze, staram się dzień po dniu poprawiać warsztat. Tak na marginesie, to chwilami myślę, iż to właśnie w tej zabawie jest najtrudniejsze.

Ćwicząc wspomniany warsztat staram się szukać informacji o tym jak to robić najbardziej efektywnie tak, by z jednej strony dać się poznać, jako autor za którym piszczą niczym na koncertach The Beatles nastolatki, a z drugiej jako facet, który nieco zna się na swojej startupowej branży i czerpie radość z oddawania tej wiedzy tym wszystkim, którzy chcą ją zdobyć. Dziś, w ramach poprawy warsztatu zacytuję Wam fragment z jednej z moich ulubionych książek, do których co jakiś czas wracam, za każdym razem dostrzegając coś nowego. Ta książka to „Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów” pod redakcją Andrzeja Zawady, wydany w 2011 roku przez Bukowy Las.

Chwytanie problemów i tematów na gorąco, doraźne wypowiadanie się, błyskotliwe i w pewnym sensie ryzykowane orzekanie o ludziach, wartościach i zjawiskach oraz wystawianie się na niesprawiedliwy osąd, to wszystko ma wpływ na charakter blogu, formy coraz chętniej używanej przez literatów naszych czasów. Tym samym początkujący pisarz uzyskuje jeszcze jedną możliwość publicznego zaistnienia. Z jednej strony może zadebiutować w sieci, zwracając uwagę internetowych czytelników na swe niekonwencjonalne i odważne poglądy, z drugiej zaś – regularnie prowadzone zapisy mogą mieć walor warsztatowy i samokształceniowy, sprzyjając uformowaniu się nawyków i umiejętności ściśle pisarskich.

Czytaj dalej   Brak komentarzy

Grzejąc się przy Kominku

Żona na niby

© Just Go with It (Żona na niby), 2011 Columbia Pictures Industries, Inc.

Kominek  z wielkiej litery? Tak, to nie błąd, bo Kominek ów, to jak pisze o sobie: „jeden z najbardziej popularnych i wpływowych blogerów w Polsce”. Kominek (Tomek Tomczyk) popełnił dzieło ogólno-blog-rozwojowe, które siłą nabywczą złotego polskiego kupiłem w przeddzień Sylwestra, a po paru godzinach uznałem za  najlepszy i najbardziej przewrotny podręcznik, który w tym roku miałem w rękach. Dobrze, że rok się kończył, bo a nóż kupiłbym jeszcze inne książki i byłyby może lepsze? Na szczęście uniknąłem tego kłopotu.

blog-pisz-kreuj-zarabiaj

Tytuł:
Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj
Autor:
Tomek Tomczyk
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2013
ISBN:
978-83-7895-658-7

Niski ukłon przed Autorem. Wprawdzie po przeczytaniu „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj” wiem, że jeśli nikt mi za to nie płaci to nie warto pisać jednego dobrego słowa o produkcie, ale co mi tam, blogerem jestem dziś nieco z przypadku (ale jutro …!) więc zastrzegam sobie prawo do błędów młodości. Ba, powiem więcej, wkrótce Allegro załapie się na parę groszy prowizji, bo skoro jak podaje książka nakład poprzedniej jest wyczerpany, więc tylko przepastne szafy tych co już sukces osiągnęli lub tych, którzy nadal po podłodze raczkują stanowią dla mnie szansę dotarcia do lektury. Tak, tak. Dobrze się domyślasz Czytelniku. Zachęcony tą książką chcę również przeczytać poprzednią autorstwa Tomka Tomczyka, Liczę, że ugruntuje mnie w przekonaniu, że warto komercjalizować blog.

Cóż takiego było w tej książce, że wzbudziła aż taki mój entuzjazm? Odpowiem najkrócej jak się da: Kominek uczy najwyższych lotów autopromocji w internecie. Nie mami on opowieścią o jakości treści, nie podrzuca sposobów na kadrowanie pod photoshopem postaci kotka na zdjęciu, by najlepiej wyglądał we wpisie tylko zwięźle strzela między oczy: „ … zawsze ciągnęło mnie do egzotycznych miejsc i luksusowych hoteli. Kiedyś nie miałem pieniędzy, by je opisywać. Teraz mam, robię to i jakimś cudem są ludzie, którzy chętnie to czytają. … to nie talent, dobra tematyka czy kasa utopiona w reklamach kształtują popularnego poczytnego blogera, ale jego mózg. To, w jaki sposób postrzega świata i czy czuje potrzebę opowiadania o tym.” (s. 81-82). I powiem dalej, kadząc Autorowi niczym ksiądz we Środę Popielcową: dalsza lektura pokazuje jak to zrobić! Gdyby tylko pokazywała, to jeszcze nic. Zachęca w sposób, któremu nie byłem się w stanie oprzeć. Kominku, przekonałeś mnie. Ruszam do dzieła, którego świat nie widział!

Czytaj dalej   5 Komentarzy