Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wpis oznaczone ‘zmywarka bosh’

Robert Cialdini: Społeczny dowód słuszności. Opinie internautów w sprawie zmywarki do naczyń.

Zepsuta zmywarka

Na potrzeby tego tekstu postaram się odrzucić myśl o istnieniu spisku producentów sprzętu AGD podobnego do słynnego już spisku żarówkowego.  

Zapomnę, że po 4 latach od zakupu drzwi od piekarnika rozsypały nam się po całym mieszkaniu, po 5 latach od zakupu zepsuła się pralka, a w 6 lat po zakupie niespecjalnie eksploatowana zmywarka odmawia posłuszeństwa. W końcu, na potrzeby dyskusji można przyjmować najbardziej fantastyczne założenia. Nieprawdaż?

robert-cialdini-wywieranie-wplywu-na-ludzi Wracając do zmywarki. Na przełomie roku przestała pobierać wodę. Chrupało w niej coś i szumiało, ale mycie bez wody, choć z pewnością prowadziło do oszczędności finansowych i przyczyniało się do większej dbałości o środowisko naturalne, to na poziomie realizacji celu osiągaliśmy dość mizerne rezultaty. Jedynym ratunkiem do czasu naprawy sprzętu było wprowadzenie wśród domowników  zasady: jeden kubek, jeden talerz, jeden komplet sztućców na osobę i na dodatek każdy myje po sobie. Sprawdziło się to znakomicie i brudem w zlewie kuchennym „nie zarośliśmy”.

 Gdzieś po drodze mojej edukacji w młodym wieku osiągnąłem tytuł: technik elektronik o specjalności elektryczna i elektroniczna automatyka przemysłowa. To oczywiście zobowiązuje i zawsze pod ręką mam jakiś wkrętak, choć to wcale nie oznacza, że spotkanie zepsutego (może być działający) budzika, mnie oraz wspomnianego wkrętaka kończy się dobrze dla czasomierza. Nie, nie kończy się dobrze, ale jak wspomniałem jestem technikiem elektronikiem a nie technikiem mechaniki precyzyjnej.

W każdym razie, wziąwszy w garść śrubokręt, w drugą młotek, w głowę mocne postanowienie poprawy działania zmywarki przystąpiłem do dzieła ratunkowego. Wprawdzie największym problemem było wyciągnięcie jej na środek kuchni bez wyrywania ze ścian rurek i kabli, ale udało się to i po pół dnia stukania i pukania we wszystko, w co było można stukać i pukać młotkiem zmywarka (dla żony: „o dziwo”, a dla mnie: „przecież to oczywiste”) ruszyła. Tabletki połykała ze smakiem, woda przez nią płynęła żwawo, a ja przypiąłem do rękawa roboczego munduru odznakę: „mistrz naprawy zmywarek”. Znowu mogliśmy używać tylu talerzy ile tylko dusza zapragnie bez konieczności spędzania godzin przy zlewie.

Czytaj dalej   2 Komentarzy