Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

  • abcdw.pl
  • Lektury
  • To może być początek pięknej miłości. Tylko tego nie …!

To może być początek pięknej miłości. Tylko tego nie …!

Mów i zwyciężaj

Punktem wyjścia do pokonania strachu lub zdenerwowania przed publicznymi wystąpieniami jest uświadomienie sobie, że gdy wstajesz, by zabrać glos, wszyscy na widowni życzą ci, byś odniósł sukces. Przypomina to bardzo oglądanie filmu w kinie. Czy kiedykolwiek wybrałeś się do kina, mając nadzieję, że będzie to zły film i zmarnujesz czas? Oczywiście, że nie! Gdy wybierasz się na film, życzysz sobie i żywisz nadzieję, że będzie to film dobry i usprawiedliwi poniesiony wydatek pieniędzy i czasu. Podobnie jest w sytuacji wystąpień publicznych. Słuchacze ci kibicują. Chcą, byś odniósł sukces, dokładnie tak samo, jak gdyby uczestniczyli w ceremonii wręczenia ci nagrody. Są tu po to, by ci zgotować owacje. Gorąco pragną i mają nadzieję, że twoje wystąpienie pozwoli im dobrze spędzić czas i zakończy się sukcesem.

Mówiąc innymi słowy, kiedy wstajesz, by zabrać glos, automatycznie otrzymujesz najwyższą ocenę. Twoim zadaniem jest jedynie utrzymać tę „szóstkę” w trakcie przemawiania.

Brian Tracy, Mów i zwyciężaj, MT Biznes 2010 s. 47

Kiedy czytałem ten fragment w książce Tracy’ego przypomniał mi się gdzieś, kiedyś usłyszany dowcip. Pijaczyna boża leżała w stanie wskazującym gdzieś pod płotem przy chodniku. Obok przechodziła piękna dziewczyna. Pijaczek zwrócił się do niej:

– Ale ty jesteś piękna! Bardzo mi się podobasz. To może być początek pięknej miłości, tylko tego nie ….”

No właśnie. Wychodząc na scenę masz jednego, kilku, kilkudziesięciu i sam nie wiem ilu słuchaczy, dla których jesteś najważniejsza czy najważniejszy. Masz mandat zaufania i twoim jedynym zadaniem jest utrzymać poziom od początku do końca wystąpienia. Nic więcej! Tylko tyle i, pewnie dodajesz od siebie: „aż tyle”.

Mam ten komfort, że do wystąpień publicznych przygotowywałem się niejako z automatu, bo jeszcze studiów nie skończyłem i już pracowałem na uczelni. Wyjście przed grupę studentów, w końcu to byli moi rówieśnicy, nie stanowiło żadnego problemu. Wiedziałem, iż choć różni nas to, że ja stoję, a oni siedzą, to poza tym nie ma różnic. To bardzo ułatwiało mi wejście w świat prezentacji przed publicznością. Sytuacji skomplikowała się nieco później, gdy przyszło mi prowadzić zajęcia dla grup bardziej zróżnicowanych wiekowo. Tu stres jednak robił swoje, i przed występem praktycznie zawsze spięty biegłem do toalety, bo pęcherz nie dawał spokoju. Bardzo nerwowo wtedy reagowałem, gdy zaczynało mi brakować słownictwa. Nie byli to już moi koledzy, przy których mowa potoczna nie raziła zbytnio. Ci ludzie zapłacili za wysoki poziom merytoryczny i odpowiednią kulturę prowadzącego, więc zadanie było zdecydowanie trudniejsze.

Bladego pojęcia nie mam kiedy się przełamem w sobie i problem nadmiernych nerwów przed wystąpieniem zaczął sam znikać. To było w parę lat po rozpoczęciu pracy i ukrywać nie będę – samo się nie zrobiło. Na moja korzyść działało to, że nie miałem żadnego wyboru, zajęcia musiały być przeprowadzone i systematyczność tej pracy zaczęła przynosić efekty. Trudno mi stwierdzić jak dziś bym sobie radził z salą pełną słuchaczy, gdyby nie te dziesiątki godzin spędzonych przy katedrze i dzień po dniu mozolne ćwiczenie umiejętności.

Jest jednak jeden obszar, który bardzo nisko oceniam, teraz z perspektywy czasu. Tak po prawdzie, to nikt mnie nie nauczył w jaki sposób zachowywać się przed grupą, gdzie stawać, w jaki sposób postawą ciała akcentować treści, czego unikać (np. opierania się o flipchart, pokazywania podeszwy buta, opierania tyłka o stoły obok, siadania na krawędziach itp.) To co wtedy wydawało się dla mnie zupełnie naturalne, oczywiste i dawało mi poczucie bliższego kontaktu ze słuchaczami, było nieprofesjonalne i był to cios w jakość prezentacji. Świadczyło to o moich niskich umiejętnościach jako wykładowcy czy trenera. Szkoda, że uczelnie tego nie uczą. Czy byłby to fragment kursu czy dodatkowe płatne zajęcia, one powinny być prowadzone i każdy student, a w szczególności adept pracy na uczelni, powinien przez nie przejść, bo tu standardy są określone i nie ma co wymyślać własnych.

Dziś uwielbiam mówić do grupy. Może nawet udaje mi się ich słuchać, ale to już zupełnie inna historia. Nie mam problemu z efektywnym planowaniem czasu wystąpienia, przygotowaniem odpowiedniego zestawu slajdów (nie dalej jak wczoraj moja połowica przeglądając przygotowaną przeze mnie prezentację powiedziała: „Pamiętasz, że wiedz wszystko, ale do cholery nie mów wszystkiego?”. Rzeczywiście, ta konkretna prezentacja była przeze mnie przegadana.

Tak więc, strach przed prezentacją ma wielkie oczy. Powiedz sobie głośno przed startem: jestem w nerwach, a połowa ich za chwilę zniknie. Dodaj: „Czekają na mnie. Ruszam!” i z pewnością zrobisz tę robotę dobrze. Powodzenia!

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: