Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Uwolnij się od poczucia winy

Wypadek, poczucie winy Wprawdzie tytuł może sugerować, iż tekst ten będzie przepojony pseudo psychologicznym bełkotem rodem wprost z tanich poradników dla spragnionych posiąść wszystko, co ludzkość stworzyła w 3 minuty, ale jednak nie. Nie mam ani wiedzy na ten temat, ani tym bardziej uprawnień, które pozwalałyby mi się wymądrzać na ten temat i robić za internetowego ewangelizatora. Ten tekst dotyczyć będzie prostej jak drut zasady należącej do grona tych, które uważam za niezbędne w życiu, a przy tym najtrudniejsze w realizacji. W mojej wersji brzmi ona:

najpierw rozlicz się sam z sobą,
a potem bez dalszego zwlekania bierz się do roboty
.

Wielokrotnie w życiu biznesowym, zresztą nie tylko biznesowym; prywatnym również, stawałem przed koniecznością zamknięcia jakiegoś etapu działalności czy życia, który z różnych powodów powinien zostać zakończony. W najczęstszym przypadku było to definitywnie zakończenie nierentownej aktywności biznesowej czy nieprzynoszącej zysku inwestycji. Ile ja się odchorowywałem! To był horror, którego za wszelką cenę chciałem uniknąć robiąc wszystko, co w mojej mocy, by opóźnić chwilę zasłonięcia kurtyną to, z czym już nie chciałem mieć do czynienia. Niekiedy zamykanie trwało całe lata doprowadzając nasze finanse czy firmowe czy prywatne do ruiny.

Konkretny przykład? Proszę bardzo. Ponad 10 lat temu zostałem właścicielem punktu usług ksero w bibliotece miejskiej. Pomysł na ten biznes był prosty: będzie to źródło gotówki obrotowej niezbędnej do prowadzenia innej działalności, którą wówczas miałem, a która nie gwarantowała mi regularnych przychodów. Zatrudnię ludzi, którzy to pociągną, a ja jak arabski szejk będę spijał pianę z piwa sukcesu. Jak pomyślałem tak zrobiłem mimo wyraźnego sprzeciwu żony, która widziała w tym tylko potencjalne problemy. Chętni do pracy pojawili się natychmiast. A biznes? Cóż, już po 3 miesiącach należało go zamknąć, bo przynosił straty i dziś, mając wiedzę o modelach biznesowych, której wtedy nie miałem mogę śmiało powiedzieć: była to działalność trwale nierentowna na poziomie modelu biznesowego i modelu przepływów finansowych. Nie należało jej podejmować i w żadnym przypadku nie inwestować w tę aktywność ani złotówki. Ciągnąłem to przez kilka lat finansując działalność z obszarów, które zapewniały mi przychód oraz z domowych pieniędzy (!!!). Nie miałem sumienia zwolnić ludzi i czekałem na cud, ale z nim to kiepska sprawa gdy się na nie czeka, za to codziennie doświadczam nieoczekiwanych cudów. Ot taka dziwna cudo-prawidłowość, która daje mi ogrom radości.

Przechodząc zaś do poczucia winy, po tym przydługim wstępie. Zawsze gdy zrobię krzywdę sobie lub komuś pojawia się mi poczucie winy. Nie ważne czy było to planowane (oby nigdy) czy nieplanowane (oby jak najmniej w życiu takich zdarzeń), to pojawia się i już. I paraliżuje mnie tak, że trudno mi zdobyć się na jakąkolwiek aktywność. To największa kula u nogi, jaką potrafię sobie z własnej nieprzymuszonej woli przytroczyć i szarpać się z tym później. Szukam usprawiedliwień, marudzę, rozczulam się nad sobą, bo nie mam odwagi rozliczyć się przed samym sobą.

A potem przychodzi taki moment (cudnie, jeśli jest on najwyżej minutę po tym, gdy smarczę rękaw jaki to ja jestem biedny i nieszczęśliwy i ten los tak mnie popchnął w te odmęty życia), gdy najpierw nieśmiało, a potem z coraz większą natarczywością przebija się prosta myśl: „Krzysztofie, wybaczam tobie!” Rusz tyłek, historii nie zmienisz, ale możesz kształtować dziś i jutro! Ruszaj!

Kłamstwem byłoby twierdzić, iż pojedyncze „rozgrzeszenie siebie” mi wystarcza. Oj nie, czym problem większy, tym powroty marudzenia trwają dłużej, ale i częściej głośno mówię: „wybaczam sobie to czy tamto”. Niekiedy walczę z sobą nawet parę tygodni, czy nawet po miesiącach wraca mi poczucie winy wobec jakiegoś wydarzenia i wtedy bez mała młotkiem wbijam sobie do głowy, że jestem wolny od poczucia winy. Takie to już życie!

Natomiast z całą pewnością z doświadczenia życiowego wiem, że ruszenie nowego projektu, gdy w głowie nie rozliczyłem się z poprzednim, który nie udał się nie jest w moim przypadku możliwe. Doświadczam niedowładu decyzyjnego, staję się chorobliwie ostrożny, paraliż decyzyjny to norma w takich sytuacjach. Nie jestem w stanie tworzyć nic nowego.

Ale gdy poczucie winy kończy się i gdzieś tam tylko jego echo odbija się pod czaszką, to minuta po minucie czuję jak wracam do życia. Moje życie i przedsiębiorczość splecione są nierozłącznie, zatem znowu mogę mówić: „przyszedł mi do głowy taki pomysł”, „wiem jak to sprzedać”, „zapaliła mi się lampka ostrzegawcza w sprawie tamtego projektu, trzeba go zamknąć” itd. Myślę, że też tego doświadczasz na drodze swojego biznesu.

Kończąc już, bo unikam wychodzenia poza jedną stronę tekstu, a tym razem tak wyszło. Poczucie winy, od którego nie jestem w stanie uwolnić się, paraliżuje moją aktywność biznesową i nie tylko biznesową. Sabotuję wówczas swój potencjał ze szkodą dla innych i siebie. W moim przypadku najskuteczniej działa głośne stwierdzenie: „Wybaczam ci Krzysztofie to że zrobiłeś to czy tamto”, ale w  Twoim przypadku może to być inna formuła czy forma komunikacji z samym sobą. Grunt, byś usłyszała/usłyszał to, co mówisz do siebie.

A gdy już poczucie winy mija, to robota znowu „pali mi się w rękach”, czego i Tobie życzę. 

Słowa kluczowe:, , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: