Najlepsze inspiracje
zamiast gotowych rozwiązań.

Nowe

Pięciogwiazdkowy dzień :)

Wartość dodana „ja”. Dzięki za komplement!

Krzysztof Wiśniewski. Wartość dodana JAPrzejdź do opisu zawartości: Wartość dodana Ja

Czytelniku, nie zamierzam wchodzić w Twoją skórę i nie będę odnosił się do tego czy lubisz brać i przyjmować komplementy czy też nie. Czy uważasz je za szczerą ocenę czy też traktujesz jako zwrot grzecznościowy, bez którego można żyć. To twoja sprawa i w to nie wnikam. Przyznam za to, że jestem bardzo łasy na prawienie komplementów i ich słuchanie, stąd lubię znaleźć się w miejscu i czasie, gdzie jest szansa by się pojawiły. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś stara się być miły i mówi mi coś przyjemnego, mówi tak, bo uważa że wypada czy też prawiąc komplementy ma nadzieję, na zmuszenie mnie do jakiegoś działania. Nie wiem tego, nie przejmuję się specjalnie analizą zdarzenia, a nawet powiem więcej: zupełnie mnie to nie interesuje. Jeśli usłyszałem coś miłego lub powiedziałem i wywołało tu u mnie lub u drugiej osoby zadowolenie choćby przez bardzo krótką chwilę, to znaczy że warto było to zrobić. Uśmiech to równie często konsekwencja jak i przyczyna do chwilowego zawirowania endorfin w mojej głowie; staram się wykorzystać każdą chwilę, by korzystać z okazji. To krótkie uzasadnienie pokazuje niezbicie, że czy mi się to podoba, czy też nie przy każdym komplemencie, który otrzymuję lub daję, zawsze poprawia mi się nastrój i mogę się nim dzielić z innymi. To dostateczny powód, by uznać, iż na komplementy mogę patrzeć z perspektywy niematerialnych zysków i strat dla swojego „ja”.

Lubię wysłuchiwać komplementów

Trudno nazwać mnie asem dobrego stylu w ubieraniu się. Potrafię połączyć kratki na koszuli z paskami na spodniach w taki sposób, że gang Olsena przy mnie to szczyt elegancji prosto z modowego żurnala. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że z radością przyjmuję oznaki podziwu dla ubrań, w którego danego dnia wbiłem się mniej lub bardziej z trudem (te wzrastające kilogramy, to jakaś zmora paskudna, która za cel wzięła sobie zmuszenie mnie to powiększania zasobów w szafie). Z pomocą przychodzi mi to żona, która przyzwyczaiwszy się do tego, że moje wyjście z garderoby może przyprawić ją o zawał serca stara się rzeczowo korygować moje wzloty w kreacji nowego ja. Ba, już nawet przyzwyczaiłem się do codziennego zadawania jej pytania:

– I jak dziś wyszło?

I zanim udzieli odpowiedzi już odwracam się w stronę drzwi garderoby. Nie mam żadnych problemów z akceptacją jej propozycji i zanim się zacznę rozczulać, że przecież ten beżowy sweter pasuje do wszystkiego od 12 lat już go zdejmuję z siebie i szukam czegoś innego. Jutro też podejmę próbę ubrania się tak jak lubię! Może wtedy przejdzie?

Ale bywają dni, gdy zanim zdążę ją zapytać mówi: „nieźle”, „dobrze” albo „znakomicie w tym wyglądasz”. Kocham te sekundy. Nawet brzuch odstający jak po spożyciu największej na świecie pizzy i popiciu jej piwem nagle sam się wciąga, plecy mi się prostują, 10 lat z hukiem spada na ziemię i z dumą oglądam się wokół. Ten wzrok mówi wszystkim wokół: „patrz, jaka siła piękna i autorytetu”.  Warto to przeżyć. Przyjemnie mi się robi na całym ciele, słońce wyskakuje przed chmury, pies nagle wygląda jakby właśnie sam sobie sierść wyczesał, koty prezentują jak na zdjęciach w internecie i nawet podła kawa nabiera smaku. Podobnie się czuję, gdy przeczytam w komentarzach pod moimi wpisami czy to w blogu czy w serwisach społecznościowych przyjemny dla wzroku komentarz związany z efektami mojej działalności twórczej. Cóż zdarza się oczywiście tak, że robię to sam dla siebie i tak się zachwycam pięknem napisanego zdania, iż bez znaczenia staje się to, w jakim celu je napisałem. Próżność bywa przyjemna i tym bardziej jej doświadczam, im więcej osób „podrapie mnie za uchem”.

Lubię prawić komplementy

Powody tego są z pewnością trzy i wszystkie wiążą się z dużym zyskiem dla własnego ego, więc w tej potyczce opłaci mi się lub nie opłaci zdecydowanie wygrywa opcja: opłaci mi się to robić.

  1. Skoro mi komplementy sprawiają przyjemność, to i z pewnością innym ludziom również. Oczywiście, mogę wskazać osoby, które mają problem z przyjęciem do wiadomości, iż w jakimś obszarze są dla innych wyjątkowe i warte podziwu, ale co mi tam, mam nadzieję że ty Czytelniku do tego grona nie należysz. To wybór tych osób i jeśli nie pomaga praca nad sobą, wizyta u terapeuty czy łyknięcie tabletek-wszystko-mi-jedno, to ja nie mam kompetencji, by im pomóc. Gremlin[1] siedzi w nich i od ich decyzji zależy czy będzie to krótkotrwała wizyta czy też nierozerwalny związek przez lata. Ostrzeżenie: gdy braknie woli walki o lepsze dziś i jutro zawsze można skorzystać z jednej z trzech metod: „terapia, terapia i jeszcze raz terapia”. Ja jej nie poprowadzę, bo nie mam wiedzy teoretycznej, praktycznej i odpowiednich dokumentów poświadczających prawo do niesienia w tym obszarze pomocy innym. Na brak doświadczonych psychologów nie można narzekać i jeśli masz problem z krócej lub dłużej trwającą depresją, to nie czekaj. Weź teraz do ręki telefon, wujek google pomoże ci znaleźć numer telefonu gabinetu i umów się na wizytę już teraz. Zrobione? To dobrze. Tak trzymaj, bo bez tego słuchanie komplementów nie będzie dla ciebie tak miłym doświadczeniem jak ja je postrzegam i szkoda mi będzie tracić na czas na prawienie ich Tobie.
  2. Mówienie komplementów jest bardzo miłe dla mnie, a zatem opłaci mi się to robić z punktu widzenia sprawiania sobie przyjemności. Lubię patrzeć na ładne rzeczy, lubię podziwiać autorów za ich dzieła, lubię skupiać wzrok na wewnętrznie spójnych i harmonijnych rzeczach czy działaniach. Skoro podziwiam je, to mówiąc z radością o tym, że ktoś lub coś mi się podoba sprawiam sobie przyjemność, bo przecież skoro coś poddaje krytyce, to na poziomie logiki muszę być godnym i kompetentnym, by to robić. Zatem czy chcę czy też nie, mówiąc komplement na swój sposób relatywizują moją relację z osobą czy sytuacją i skutkuje to podniesieniem samooceny. Może to nieco pokrętne rozumowanie rozjaśni przykład: gdy mówię żonie: „pięknie wyglądasz” to przy okazji wystawiam sobie świadectwo, bo będę z nią (czyli czymś pięknym) spędzał czas, a piękno to mnie nie odpycha od siebie, więc pewnie wyglądamy równie pięknie. Do mnie to rozumowanie trafia i podnosi mnie na duchu.
  3. Prawiąc komplementy cieszę się chwilą. Wiem, że dla wielu osób Horacy rzucił jakimś zdaniem, które przykleiło się na stałe do języka, ale dla mnie to jednej z wyznaczników radosnego życia, którego chcę co dzień doświadczać. Chcę budzić się uśmiechnięty, w dobrym nastroju spędzać dzień i w spokoju zasypiać. Trudne, ale osiągalne, choć nie zawsze mi się udaje. Po prostu ultra-konsekwentnie staram się tak postępować i tyle. Żadna inna tajemnica nie kryje się tutaj. Mówiąc komuś: „To była znakomita wypowiedź. Urzekła mnie logika argumentacji. Trudno znaleźć punkt zaczepienia do krytyki” rzeczywiście się cieszą chwilą. Doświadczyłem radości i chcę przedłużać czas jej trwania mówiąc o tym ludziom bez durnego krygowania się. Większość z nas domaga się dobrej płacy za dobrą pracę. Czyż komplement nie staje się wówczas na sekundę niezwykle cenną walutą? Staje się nią z pewnością i warto, w moim odczuciu, dobrze płacić za dobry towar. Ja przynajmniej staram się tak zawsze postępować.

Zaczynając pisać ten podrozdział nie podejrzewałem, iż sprawa dawania i przyjmowania komplementów jest dla mnie aż tak ważna! I znowu czegoś dowiedziałem się o sobie. Czułem, że zyskuję radość mówiąc je lub słuchając. Teraz jestem bliżej zrozumienia, co się ze mną dzieje, gdy to robię. Taka sytuacja nie może obejść się bez adekwatnego komentarza: „Krzysztofie, zrobiłeś świetną robotę. Nie rezygnuj z dalszych prac. Właśnie napisałeś coś, co przyda się innym w zrozumieniu siebie i załatwieniu spraw, niezałatwionych przez nich od zawsze. Brawo, tak trzymaj. Właśnie wziąłeś i dałeś niezłą wartość dodaną dla JA”!




[1] Przeganianie gremlina

Słowa kluczowe:, , , , , , ,

Trackback z twojego serwisu.

Pozostaw komentarz

%d bloggers like this: